czwartek, 9 września 2010

Objazd trasy maratonu w Osiecznej / by MIKE

Piotrek już ogólnie scharakteryzował trasę. Ja od siebie dodam kilka rzeczy.

Po pierwsze jest to najtrudniejsza trasa maratońska jaka jechałem. Te w górach są dłuższe mają więcej przewyższenia ale ich charakter jest łagodniejszy. Ta trasa to ponad 60km wyścig XC.  W dodatku kreci jak jasna cholera, co 300m zmiana kierunku jazdy. Ale za to jest naprawdę przepiękna i posiada wiele ciekawych technicznych odcinków typowych singletrack-ów.

Ogólnie dzień bardzo udany, nogi na początku bolały ale pod koniec już było ok, na podjazdach też bez większych problemów, tempo jazdy spokojne lecz częste postoje nawigacyjne wybijały skutecznie z rytmu. W sumie przejazd całej trasy giga z nawigowaniem zajął nam 5h. Najważniejsze że czuje się zregenerowany po maratonie w Poznaniu.

Hr avg 129, Hr max 184, spd avg 18.7km/h, dist 69.8km, cad avg 86, asc 595, kcal 2102, zmęczenie 6.

Poniżej kilka fotek
Podjazd pod "Jagodę"

Piotrek na wieży widokowej " Jagoda"

Ja z panoramą okolic Osiecznej w tle




Okolice Osiecznej

środa, 8 września 2010

Objazd trasy: MTB Maraton Osieczna / Mike i PIO_TREK

 Wspólnie z Michałem udaliśmy się do Osiecznej koło Leszna, w celu objechania trasy niedzielnego maratonu MTB. Wyruszyliśmy ok. godziny 11 z parkingu nad jeziorem Łoniewskim podążając duktami leśnymi na południowy-zachód w okolice Trzebanii. Dalej trasa prowadziła  na zachód, lasami mijając Łoniewo dotarliśmy do wsi Grodzisko.Podążając dalej częściowo drogami leśnymi a częściowo polami dojechaliśmy w rejony wsi Bojanice. Tam trasa zawracała i kierowała się ponownie w stronę wsi Grodzisko, ale już innymi drogami. Następnie trasa najpierw polami a na koniec asfaltem zaprowadziła nas na miejsce mety w Osiecznej.
 Tak pokrótce można scharakteryzować trasę maratonu. Niestety słowo "pokrótce" nie oddaje zawiłości trasy. Moim zdaniem trasę wyznaczał pijany zając :)
 Wyposażeni w mapy i kompas, bo trasa na drzewach jeszcze nie była oznaczona przejechaliśmy ją zatrzymując się chyba 150 razy i kontrolując drogę na mapie. Straciliśmy na to bardzo dużo czasu i sił. Ciągłe zatrzymywanie i ruszanie spowodowało ,że z założenia spokojny przejazd stał się treningiem interwałowym. Na plus dzisiejszego objazdu muszę przyznać, że maraton wyznaczony jest po bardzo pięknych i malowniczych terenach z kilkoma wyczerpującymi podjazdami i technicznymi zjazdami. Jednym z piękniejszych miejsc dzisiejszego dnia była wieża widokowa "Jagoda" z której podziwiać można panoramę Osiecznej.
Po ukończonym objeździe urządziliśmy sobie mały piknik w otwartym bagażniku Mondeo Mike-a. Mistrz kuchni Michał przygotował jako danie główne , przepyszny makaron z sosem "afrykasy", za popitkę posłużyły nam coca-cola i pepsi, a na deser zjedliśmy rogaliki z czekoladą.
Zadowoleni i najedzeni wyruszyliśmy autem w drogę powrotną do domku, rozmawiając jak zwykle na wiele ciekawych tematów.
P.S. Trasa powrotna wiodła przez wieś Łubnica, znana na całym świecie z produkcji pysznych ślimaków !

Ślad GPS:
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/ad01m29eucs7o0li

Długość trasy: 69km. Czas przejazdu z postojami: 5h 2min.

PIO_TREK: HRmax 253 ;) HRśr 129. Spalone kalorie: 3020 kcal.

Regeneracja po maratonie / MIKE

Po dniu bez roweru postanowiłem przeprowadzic trening regeneracyjny. Trase wybralem płaską i latwą. Nogi bolały od samego poczatku, jednak udało sie utrzymac spokojne tempo koło 25km/h, tetno trzymałem poniżej 140 uderzeń. Po około 1h nogi puściły ( nadal bolały jak jasna cholera ale moigłem wygenerowac większą siłe ). Po drodze przerwa za banana.

Bananofalus:)
Do domu dojechał raczej zmenczony. Oj nie wiem czy w niedziele bedzie czym się scigać. Zobaczymy jak będzie dzisiaj. Momo ogólnego zmenczenia musze stwierdzić: Kur...a jak ja to kocham!

01:59:15h, dys. 45.5km, Hr avg 122, Hr max 155, spd. avg 23,8km/h, cad avg 95, asc.70m, kcal 845, zmenczenie 8.

Ślad GPS:

wtorek, 7 września 2010

Regeneracja po maratonie / PIO_TREK

Ambona na leśnej polanie w okolicy Kożla.
 Na dzisiaj zaplanowałem regenerację po maratonie. Przeprowadziłem ją na "czuja" , ponieważ  opaskę od pulsometru zostawiłem u Kasi w samochodzie. Z Szamotuł asfaltem pojechałem przez Gałowo do Jastrowa , gdzie skręciłem w stronę lasu , kierując się na leśniczówkę Ostrolesie. Podążając dalej leśnymi duktami , minąłem Koźle i dotarłem do "Szlaku Stu Jezior"  R-8.
Skręcając w prawo szerokim leśnym duktem jechałem spokojnie ,minąłem po drodze drugą już dzisiaj leśniczówkę Klemensowo,  i dojechałem do Wielonka.

Trek 8500 na presakach  ;)

 Z Wielonka asfaltem dotarłem do Ostroroga w którym skręciłem w kierunku Lipnicy. Jadąc z powrotem od Wielonka cały czas przeszkadzał mi wiatr, który stał się jeszcze bardziej odczuwalny ,gdy skręciłem w polną drogę. Prowadziła ona z Rudek do Jastrowa przez świeżo zaorane pola, a w dali zauważyc się dała piękna panorama Szamotuł. Postanowiłem się na chwilę zatrzymać aby  zjeść ciastka i kliknąć parę fotek. Uwiecznając przy okazji m.in. Treka na stogu z presaków.
Z Jastrowa tą samą trasą co wcześniej dotarłem do domu.


Całą trasę starałem się pokonać spokojnie w zakresie prędkości 20-25 km/h , używając  miękkich przełożeń i utrzymując średnio-wysoką kadencję. Pokonałem dzisiaj 42 km w czasie 2h 5min. Ze względu na brak pulsometru nie mogę podać wartości tętna, a ślad GPS w komórce również się urwał...
Mimo to trening zaliczam jako przyjemny i udany, a ciało za zregenerowane :)

Eska Bike Maraton w Poznaniu / PIO_TREK

Mimo innych wcześniejszych planów, postanowiliśmy wraz z Mike-m wystartować w Eska Bike Maraton w Poznaniu. Niedziela 5 sierpnia przywitała nas chłodem ,ale też lekkim słoneczkiem. Na tor regatowy "Malta", gdzie zlokalizowany był start dotarliśmy w czwórkę ( Kasia, Amia, Mike i PIO_TREK) naszymi dwoma "Mondkami". Po złożeniu rowerów pojechaliśmy się zarejestrować. Rejestracja przebiegła szybko i sprawnie. Po otrzymaniu numerów startowych i chipów dziewczyny pobiegły z nimi po odbiór gadżetów. Ania wróciła trochę zniesmaczona ,że za 70 zł wpisowego dostała tylko chustkę Campusa i napój izotoniczny. Ale to jest ich problem. Dla mnie i dla Mike-a najważniejszy był start w maratonie i dobra zabawa, a nie jakieś gadżety.

Przygotowanie do startu. Zakładanie numerów.

Z założonymi numerami startowymi, pojechaliśmy trochę się rozgrzać przed startem, okrążając jeden raz jezioro Maltańskie.
Po rozgrzewce ustawiliśmy się na linii startu, a że startowaliśmy w Eska Bike Maraton po raz pierwszy to "zakwaterowano" nas w ostatnim siódmym sektorze. Wiedzieliśmy już że po starcie bardzo mocno będziemy musieli przebijać się do przodu i walczyć o jak najlepsze pozycję.




 

Wywiad dla WTK.
W oczekiwaniu na start o godzinie 11.00, od godziny 10.30 ,staliśmy już jako pierwsi w swoim sektorze i wtapialiśmy się w klimat i atmosferę maratonu. Przy okazji udzieliliśmy ekskluzywnych wywiadów dla telewizjii WTK. (Mamy nadzieję że Trek & Discovery Channel jakoś nam to wynagrodzą).
Chwilami robiliśmy z Mike-m za stojaki do rowerów: Mike przytrzymał koleżance Felta :), a ja miałem okazję trzymać carbonowego Cannondale-a.
I muszę w ty miejscu stwierdzić ,że carbon to przyszłość inna bajka, a do fulla może kiedyś się przekonam.
Może pomoże mi w tym Fundacja Spełniamy Marzenia.

W oczekiwaniu na start. Sektor 7
Punktualnie o 11.00 nastąpił start maratonu i kolejno wypuszczano na trasę kolejne sektory. Najpierw 1 potem 2 i tak kolejno 3,4,5,6 aż przyszła kolej na nasz 7 sektor. Myślę że wystartowaliśmy jakieś 3-4 minuty po czołówce. Na szczęście liczenie czasu rozpoczynało się dopiero po minięciu przez "chip" lini startu.
Od razu przystąpiliśmy z Mike-m do ataku i odrabiania pozycji. Muszę przyznać że szło nam bardzo dobrze, a ferwor walki tak mnie wciągnął że straciłem rachubę ile osób mijam. Najważniejsze było dla mnie przeć do przodu i sprawiało mi to olbrzymią frajdę. Nogi w tym dniu "podawały" znakomicie, a ja pilnując tętna i uciekającego braciszka przesuwałem się do przodu. To jak Mike pracuje w tłumie i jak lawiruje między kolejnymi zawodnikami jest dla mnie nie do pojęcia i musiałem się wiele napracować aby być cały czas za nim. Wiem że w tym elemencie jazdy bardzo pomogło mu doświadczenie z ASG kiedy to często musiał unikać strzelających mu w plecy przeciwników. Bez dwóch zdań jest w tym świetny.
 Na pierwszym punkcie kontrolnym zameldowaliśmy się razem po 51 minutach, cały czas starając się dawać sobie zmiany. Po około godzinie jazdy oglądając się trzy razy do tyłu, zobaczyłem że Mike nie może mi dać zmiany, postanowiłem trochę przyspieszyć i pojechać swoim tempem do mety. Do połowy trasy jechałem cały czas pod wiatr podłączając się pod kolejne grupy przede mną. Przeskakując kolejnych rywali napierałem do przodu, bojąc się jednocześnie czy nie zapłacę za to w końcówce. Tego dnia czułem się świetnie i nie mając nic do stracenia postanowiłem zaryzykować.
 Na trasie starałem się pić co 10-15 minut, po pierwszych 45min  zjadłem pierwszy Energy Gel firmy Penco.
Nie wiem z czego się on składa ,ale daje takiego kopa energii że powinni chyba zabronić jego stosowania.
Po 1,5h zjadłem banana, a po 2h drugi gel.
 Pokonując kolejne kilometry dołączyłem do zawodnika ,który jechał podobnym tempem i zaczeliśmy dawać sobie zmiany dojeżdżając tak do okolic Swarzędza. On niestety stracił trochę schodząc ze schodów na trasie ,a ja dalej pomknąłem sam. Przez cały maraton nie kontrolowałem przebiegu kilometrów, interesował mnie tylko czas jazdy. W pewnym momencie jakieś 6km przed metą, zobaczyłem jadącego przede mną  z inną grupą Zbyszek, który startował z 3 sektora. Sam nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Dogoniłem go choć startował wcześniej. Dało mi to takiego kopa ,że nic już nie mogło mnie już zatrzymać. Wyprzedzając tę grupę rzuciłem tylko: "Dawaj Zbychu!" ,chcąc dodać mu otuchy i pomknąłem dalej.


Bardzo zadowolony na mecie. W tle Zbychoo :)
 Na mecie stawiłem się z  czasem:
2h 21min 6sek ,  po pokonaniu licznikowych 69km.
(63 według organizatora?)
Zajmując 84 lokatę w Open i 32 w M-3.
 Jest to mój wynik życiowy, który nawet w chwili pisania tego posta do mnie nie dociera.
 Najbardziej cieszę się z uzyskanego czasu, z tego że drugi raz wyprzedziłem  Zbycha (pewnie miał znowu kryzys, ale to jego problem), i z pokonania po raz pierwszy w maratonie Mike-a. Choć tutaj wynik nie jest miarodajny ,bo braciszek dwa dni przed maratonem ostro trenował i nie jechał na świeżości.

Podsumowując start ,choć zabrzmi to nie skromnie: WSZYSTKO W TYM DNIU MI WYCHODZIŁO!
84 miejsce (32 w M-3) z pośród 640 uczestników na dystansie Mega uważam za swój wielki sukces :)
Ciekaw jestem jaki miałbym czas i miejsce startując z wcześniejszych sektorów?

Po zakończeniu maratonu uzupełniliśmy straconą energię: makaronem, pomarańczami.
Sukces i uzyskane wyniki uczciliśmy  z Mike-m paroma Lechami Premium, oklaskując zwycięzców maratonu w poszczególnych kategoriach. Towarzyszyła nam w tym jego rodzinka Wiktorów (m.in Zbyszek, Wojtek).
Przez moment w oddali dopełnił wszystkiego swoją obecnością Piotr Kurek , którego nie mogło na tej imprezie zabraknąć :)
Kończąc bardzo udaną imprezę pojechałem wraz z żoną Kasią ,zregenerować siły do wyśmienitego i jedynego w swoim rodzaju Parku Wodnego "Octopus" w Suchym Lesie.

Na mecie z Panią Prezes Fundacji "Spełniamy marzenia".
 Dziękuję Bardzo! Kasi i Ani, paniom prezes fundacji:
"Spełniamy marzenia"
bez wsparcia i dopingu których udział w tym maratonie nie byłby możliwy.

Dziękuję Mike-owi z którym treningi na rowerze i starty w maratonach dają mi olbrzymią frajdę i energię do życia.

Dziękuję Tacie, który pilnował z góry , żeby żaden defekt na trasie nie zepsuł uzyskanego wyniku.

ONLY:
GREAT POLAND BIKE TEAM !


Trasa maratonu była płaska ,szybka z dużą ilością szutrów i małą ilością piachu ale za to bardzo dziurawa.
Czas; 2h 21min 6sek. HRmax 188. HRśr 174. Spalone kalorie; 2336 kcal.

Ślad GPS;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/359l7hce4f7kgk2a

poniedziałek, 6 września 2010

Jest Dobrze !/ MIke

Tak jak pisałem ten weekend miałem dokładnie zaplanowany. Zgodnie z założeniami w piątek zapodałem sobie naprawde ciężki trening ( do celu dojechałem na odcięciu ). Sesia obejmowała ćwiczenia na spalanie kwasu mleczanowego na progu. 3 x 8min ( 2 min nad progiem 2min pod progiem ) z 10min odpoczynku w strefie 3. W sumie 24min na progu, nogi bolały jak jasna cholera ale jechało mi się wyśmienicie. Na dobre samopoczucie złożyło sie kilka rzeczy miedzy innymi 3 dni odpoczynku, głód jazdy, i sprzyjający przez wiekszośc treningu wiatr. Jestem ciekaw jakie dane zczytam z polara. 69km pokonałem ze średnią 28km/h a czas przejazdu tej trasy poprawiłem o 13min :).
W sobote miał byc lekki trening w Osiecznej a niedziela to kolejny trudny dzień treningowy. Tak miało byc ale...
Siedze sobie w fotelu po piątkowym treningu, powoli dochodze do siebie a tu nagle sms od Piotra " Hej moze wystarujemy w Eska Bike Maratonie w Poznaniu w ta niedziele?" No cóż troche to zakłucało plan przygotowan do przyszło tygodniowego startu pod Lesznem ale byłem ciekaw jak mój organizm poradzi sobie z obciązeniem wyścigowym po dwóch trudnych dniach na rowerze.

Niedziela 05.09.2010 Eska Bike Maraton Poznań dystans MEGA 63km ( wyszło 69km - zgodnie z licznikiem ).

Rower gotowy do stratu

Na śniadanko omlecik z serem i kawa. Dojazd do Poznania, rejestracja, pętla rozgrzewkowa dookołoa Malty, linia startu... W tym miejscu nalezy wspomnieć o karierze telewizyjnej jaką rozpoczeła nasza drużyna. Wywiad z Piotrem potem ze mną... tylko czekac na telefony od sponsorów ( jak narazie nikt z Trek-a nie dzwonił :) ).

Link do wiadomości WTK http://video.wtk.pl/index.php?layout=player_new.xtm&mode=vs&id=2178

Przyszłe gwiazdy TV

11:03:37 Start

Od początku ogień z racji na pozycje w dalekim 6 sektorze musieliśmy sie przebijać do przodu. Powiem najdelikatniej jak potrafie to co niektórzy wyprawiają na rowerze budzi we mnie przerażenie. Ledwo się na sprzęcie utrzymuje ale nie zjedzie, nie przepuści bo on wielki kolarz bierze udział w maratonie! Najbardzie rozbawiło mnie jak koleś na jakimś różowym rowerze z lat 80-tych nazwał mnie warszawiakiem. Jednym zdaniem bardzo szybki i nerwowy początek wyścigu.
Potem stawka się troche wyrównała ale dziury w drodze skutecznie wybijały z rytmu. Starałem się utrzymnać koło Pio-Trka co przychodziło mi z wielkim trudem ( jednak organizm nie wypoczoł brakowało świerzości ) mniej więcej w poowie dystansu strzeliłem a Piotr zniknoł jak błuskawica. Wielki SZACUN PANIE PIOTRZE!!!. Na mecie okażało się że był lepszy o 6min!!! Raz jeszcze WILEKI SZACUN PANIE PIOTRZE!!!.
Moi kuzynowie rzecz jasna też prezyjechali przedemną:) Wojtek był 3 w swojej kategori. Gratulacje:)


Wielki Myśliciel na mecie

Ja dalej starałem się jechac równym tempem. Trzymałem tak w okolicach 30-31km, na podjazdach doganiałem zawodników jadących przedemna tylko po to żeby stracic zdobytą pozycje na płaskim. Ale nie starałem się nerwowo chwytac koła zawodników którzy mnie mijali. Tętno cały czas na progu lub powyżej.
W 3/4 dystansu nabrałem sił i udało się nawet przyspieszyć. Koncówka to juz pełen gaz aż do mety.

Zbychoo
Podsumowując jestem bardzo ale to bardzo zadowolony z wyniku ( 40 w M2 i 149 w open ). Cieszy mnie to że pomimo startu na zmenczeniu i braku świeżości udało się utrzymac przyzwoite tempo przez cały wyścig i uniknąć jakiś wielkich kryzysów czy innego radzoju kłopotów. Najbliższy tydzień czeba poświędzić na odpoczynek i krótkie treningi z kilkoma interwałami ( tak żeby tętno skoczyło ). W przyszłym sezonie w okresie przygotowawczym koniecznie czeba właczyć ćwiczenia wzmacniające mięśnie krzyża i pleców.
Hr avg 175, Hr max 193, Cad avg 96, spd avg 28km/h, asc 330m, kcal 2008, zmęczenie 10

Ślad GPS



Drużyna na mecie

P.S. Bardzo chciałbym podziękowac naszym wspaniałym żoną za pomoc i wsparcie.

Mike

czwartek, 2 września 2010

Spacer po lesie połączony z grzybobraniem / PIO_TREK

 Tak się dzisiaj złożyło że na rower jakoś nie miałem ochoty. Postanowiłem poleniuchować i odpocząć. Przedpołudnie spędziłem w domu ,a późnym popołudniem wybraliśmy się z Kasią na spacer do lasu. Nasz kochany "Edmund" dowiózł nas szczęśliwie dziurawymi drogami za wieś Sycyn. Tam pozostawiając auto rozpoczeliśmy spacer po lesie. W tym miejscu muszę zaznaczyć że moja żona w lesie ma takiego nosa do grzybów, jak dzik do trufi. Już po chwili pierwszy padł jej łupem. Kierowaliśmy się w kierunku Rezerwatu "Dołęga" co chwila znajdując kolejne grzyby.
Rezerwat "Dołęga" został utworzony w 1958 roku w celu ochrony stanowiska skrzypu olbrzymiego na stromym brzegu Warty porośniętym sosną, olszą  i leszczyną  oraz roślinności kserotermicznej.
Na końcu trafiliśmy na fragment lasu gdzie rosły właśnie leszczyny i Kasia stwierdziła, że tu muszą być prawdziwki. Oczywiście intuicja jej nie zawiodła i zebraliśmy tam chyba z pięć sztuk. Nasz półtora godzinny spacer zakończyliśmy o godzinie dwudziestej, ze względu na zapadające ciemności i brak "noktowizorow". Koniec pięknego dnia uczciliśmy w domku pyszną grzybową kolacją :)
Jedna z pierwszych "ofiar" Kasi :)


















Nadwarciański Rezerwat "Dołęga"
Skarby Wielkopolski