sobota, 31 marca 2012

Dzień 75 / E1 z Gaborem i Mike-m / PIO_TREK

W trakcie tygodnia Mike zaplanował wspólny trening zemną i Gaborem. Dlatego spotkaliśmy się dzisiaj by na rowerach szosowych wykonać ćwiczenie E1 czyli aktywną regenerację.

Parę minut po 11 ruszyliśmy w stronę Obrzycka, by pierwszą część treningu wykonać pod wiatr.
Nie szarpaliśmy zbytnio by utrzymać tętno w strefie 1 ( 112-138 ) lub w dolnym zakresie strefy 2
( 139-151 ). Dzisiaj byłem lepszym pomocnikiem niż wczoraj bo parę razy dałem nawet zmianę i ciągnąłem trzyosobowy peleton.

Dzisiaj dowiedziałem się ze lepiej jeździć za Mike-m, bo gdy on jedzie za kimś to ogląda i "krytykuje" tyłek poprzednika. Tak było dzisiaj gdy jechaliśmy za Gaborem. Mike śmiał się wtedy z jego drobnej dupki :)
Ale jestem "skarżypyta" :)

Sytuacja zmieniła się we Wronkach gdzie wykonaliśmy zwrot, dzięki któremu zaczęliśmy jechać z wiatrem. Umożliwiło nam to prowadzenie zabawnych i ciekawych konwersacji. Nie zabrakło wspomnień z wczorajszego treningu, a także cytatów z polskich "ludowych przysłów" które starałem się przybliżyć Gaborowi o węgierskich korzeniach :)

Przed Szamotułami, gdzie droga prowadziła tuż przy torach kolejowych, mnie i Gaborowi zwariowały Polary. Przez dłuższą chwilę pokazywały tętno 225 ud/min i prędkość ponad 100 km/h !!! Stwierdziliśmy że na mnie i Gabora zstąpiła wtedy łaska, a Mike widocznie jest widocznie niegrzeczny i na taką łaskę nie zasłużył :)

Na koniec treningu gdy wróciliśmy do Szamotuł, Gabor zaproponował byśmy uwiecznili się na zdjęciu zrobionym historycznym aparatem. Ustawiliśmy się więc równo w szyku z rowerami, a Agnieszka przez dłuższą chwilę eksperymentowała z owym aparatem. Efektem jej pracy mają być dwa zdjęcia. Czas pokarze czy udane? Czekam niecierpliwie :)

Póki co nacieszcie oczy zdjęciem z mojego telefonu :)

"Cyna" - Mike i zamyślony Gabor :)
P.S.
Przed treningiem zastanawiało mnie jak grubo mam się ubrać? Postanowiłem nie ubierać grubej kurtki, a tylko zestaw długiej bielizny termoaktywnej pod długie spodnie i kurtkę przeciw deszczową. Ryzyko się opłaciło bo nie było mi na rowerze ani zimno, ani gorąco. Dopiero gdy przez dłuższą chwilę pozowałem do zdjęcia zrobiło mi się trochę chłodniej.

Ślad treningu;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/61ktdi9qkrm29fpt

W sumie pokonałem 45,80km w czasie 1h 32min 24sek ze średnią prędkością 30 km/h
HR śr. 122 , HR max. 150 chwilowe 220 :) Spalone kalorie; 1014 kcal , Przewyższenie; 80m
Temp. śr. 4 st. C

Dzień 74 / F1 w towarzystwie Brata i z przygodami. / PIO_TREK

Wczoraj wybraliśmy się z Mike-m wspólny popołudniowy trening, podczas którego wykonaliśmy ćwiczenie F1 czyli wytrzymałość na podjeździe "we" wsi Łężce.

Wiejący przez cały dzień silny wiatr zapowiadała ze trening do łatwych nie będzie należał. Tym bardziej że pierwszą jego część musieliśmy wykonać pod wiatr by dotrzeć na wyznaczony podjazd.

Już początek treningu zapowiedział że będzie bardzo ciekawie...
Mike ruszył i prowadził nas po ulicach Szamotuł, i ku mojemu zdziwieniu przejechaliśmy przez plac kościelny tuż obok szamotulskiej kolegiaty a następnie skierowaliśmy się w stronę cmentarza. Na szczęście objechaliśmy go wzdłuż płotu. Chodzi o to że rodzice od małego wpajali mi że po terenie kościoła oraz cmentarza nie wypada jeździć na rowerze, z szacunku dla Pana Boga oraz zmarłych. Niestety na pierwszą prowokacje nie zdążyłem zareagować bo mnie zatkało, a druga na szczęście się nie wydarzyła.

Kiedy minęliśmy cmentarz musieliśmy zatrzymać się na zamkniętym przejeździe kolejowym. Niestety nie mogliśmy doczekać się pociągu, więc łamiąc przepisy ruszyliśmy dalej wymijając zamknięte szlabany.

Mając w głowie słowa "NTK" żeby za bardzo nie szaleć, do Łężec postanowiłem dojechać spokojnie.
Mike prowadził cały czas jadąc pod wiatr, a ja jechałem "spokojnie" za nim nie dając zmiany. Wiedziałem że jak wyjdę na zmianę to spokojna jazda się skończy i na miejsce dotrę "wyjechany" i nie wykonam porządnie założonego ćwiczenia.

Dodatkowym minusem jazdy pod wiatr jest to że prawie nic nie słychać i trudno jest rozmawia. Dlatego pierwsza część treningu przejechaliśmy praktycznie w milczeniu :)

Po dotarciu na miejsce od razu przeszliśmy do wykonania ćwiczenia F1...
Pierwszy podjazd "zapoznawczo" przejechałem za Mike-m. Drugi postanowiłem przejechać we własnym tempie, i wyszedł mi już trochę lepiej bo przejechałem go równo i na wyższym tętnie. Udało mi się nawet "zgubić" brata ale jak się później okazało była to tylko podpucha :( Ściemniał że niby go odcięło :)
Jednak podczas trzeciego podjazdu siły dziwnie mu wróciły i wtedy ja nie mogłem utrzymać mu koła :)
To chyba takie nasze braterskie zabawy w kotka i myszkę, ale mimo że zawsze przegrywał to bardzo je lubię, wręcz uwielbiam !!! Ostatni, czwarty podjazd również przejechałem "za" Mike-m, ale swoim równym tempem.

Z wykonania ćwiczenia jestem zadowolony, bo przy każdym podjeździe udało się wejść do zakładanej
strefy 4 ( 159-169 ) a raz do 5a ( 170-173 ). Nie wiem z czego to wynika, ale w tym sezonie mimo że nogi kręcą dobrze to nie wchodzę na bardzo wysokie tętna. Więc albo jestem już zajechany, albo jeźdzę bardziej ekonomicznie?

Kończąc czwarte powtórzenie ustaliliśmy że na dziś wystarczy, bo czeka nas jeszcze powrót do domu. Zrobiliśmy sobie mały bufet po którym ruszyliśmy w kierunku Szamotuł. Niestety po około 10 minutach Mike złapał laczka i musieliśmy się zatrzymać.

"Nie będę się rozpisywał o całej sytuacji"; Dodam tylko że wyśmiana pompka z Lidla spełniła swoje zadanie i koło napompowała, dzięki czemu mogliśmy wrócić do domu na rowerach! Gdyby nie ona to szli byśmy z buta. Nie jest to może pompka "wyścigowa" i nie pompuje szybko, ale jako turystyczna w zupełności wystarczy. Problemy z pompowaniem wynikały z braku stabilizacji wentyla do obręczy za pomocą małej nakrętki, która Mike początkowo uznał za zbyteczną :) Po jej założeniu koło udało się "szybko" napompować.

Gdy rower był już sprawny ruszyliśmy w dalszą drogę. Jadąc z wiatrem mogliśmy w końcu porozmawiać.
Jak zwykle o wszystkim i o niczym, ale dzięki temu kilometry uciekały bardzo szybko. Choć był moment kiedy Mike wybierając trasę wprowadził nas na polne rozlewisko. Oczywiście jemu jako Generałowi nie wypadało szukać drogi, więc to ja okazałem się saperem który wyznaczał trasę przez wodę i błoto.
Chyba poszło mi nieźle, bo udało się tego dokonać bez zatopienia roweru lub wywrotki.

Podczas kolejnych kilometrów udało się natrafić na "mistyczne" stado około 40 danieli, które Mike wielokrotnie już spotykał :) Widok tak dużego stada w biegu robi rzeczywiście niesamowite wrażenie.

Po pokonaniu ponad 80 kilometrów dotarliśmy do Szamotuł, kończąc jeden z dłuższych treningów w tym roku. Mimo braku słońca to był dobry dzień i dobry trening z przygodami w towarzystwie Brata.

Ślad treningu;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/fhdt24bf9b1f1pjs

W sumie pokonałem 85,40km w czasie 3h 20min 48sek ze średnią prędkością 25,5 km/h
HR śr. 138 , HR max. 172. Spalone kalorie; 2748 kcal , Przewyższenie; 480m
Temp. śr. 7 st. C.

piątek, 30 marca 2012

Mocy Przybywaj!!!! / Mike

Zacznę od końca. Czyli od regeneracji.
Po takim treningu jak dziś regeneracja i odpoczynek to podstawa po właśnie wtedy organizm adoptuje się  do nowych większych obciążeń…
A tu po powrocie okazało się że spadł nam sufit i zamiast odpoczywać sprzątałem prze kilka godzin. A Patton dodatkowo uatrakcyjniał mi całą zabawę sikając słodko, jedząc gruz i robią cudowne małe śmierdzące kupki:)

No ale wróćmy do treningu. Po wczorajszym dniu odpoczynku na dziś w planie był trening z Pio_Trkiem, co prawda oryginalnie miałem co innego zaplanowane ale odpuścić trening z Braciszkiem? O nie!

Mieliśmy wykonać ćwiczenie F1 na długim wymagającym podjeździe w Łężcach nieopodal Sierakowa. Ale żeby się tam dostać należało pokonać kilkadziesiąt kilometrów po wiatr. A wiało dzisiaj całkiem całkiem ( 25km/h )…

Pio_Trek chyba się na mnie obraził bo cały ten odcinek dojazdowy jechał z tyłu i nie odzywał się wcale. Nawet na przerwie na sikanie nie dał się sprowokować i wciągnąć do rozmowy… No nic pozostało zagryź zęby i przebijać się przez ten cholerny wiatr.
Przez 1.5h, bo tyle z lekkim okładem zajął dojazd jechałem w 4 i 5a strefie. Noga była ciężka ale jakoś kręciła. Takie dziwne uczucie, zmęczony ale daje rade… Tak analizując teraz to jazda w tak wysokich strefach przez tak długi okres wróży dobrze, bądź jestem przetrenowany ale wtedy raczej nie wszedł bym tak wysoko.

Po dotarciu do miejsca wykonywania zaplanowanych ćwiczeń bez zbędnego gadania i czułości przystąpiliśmy do pracy.

Wykonaliśmy 4 podjazdy, każdy o długości około 1.7km ( nie źle jak na Wielkopolskę:) ).
Na drugim powtórzeniu Pio_Trek tak pod cisnął że nie chwyciłem mu nawet koła. Robi się niebezpiecznie skoro z łatwością odjeżdża mi na podjazdach. Ten NTK, kimkolwiek jest, robi dobrą robotę:) Mimo prestiżowej porażki uważam moje samopoczucie na podjeździe i jakość wykonanej pracy na tym treningu wysoko. Bolało ale nie przeszkadzało to w utrzymaniu rytmu.

Po zakończonych ćwiczeniach i małym bufecie ruszyliśmy w drogę powrotną. Po paru kilometrach na zjeździe złapałem kapcia. Nie wiem i Pio_Trek też nie wie jak to jest że płasko leżąca na podłożu śruba wbija się pionowo w oponę!!!


Niestety moja pompka uległa awarii a Braciszka za 9.90zł kupiona w Lidl-u nie za bardzo chciała pompować. Na ale Piotr ma Łapę i nawet kamieniem by oponę napompował! Po kilkunastu minutach mocowania się z panom ruszyliśmy dalej.


Wracając mieliśmy wiatr w plecy więc jadąc na luzie w niezłym tempie raczyliśmy się rozmową o wierzę w boga lub jej braku, o wzajemnym szacunku pomiędzy ludźmi  o odmiennej wierze, o życiu i drogach jakie w nim wybieramy no i oczywiście, bezwzględnie o Dupie Marynii.

Reasumując trening ciężki, długi i wyczerpujący ale w takim towarzystwie to nawet do piekła…. Jestem zmęczony nie powiem, czuje jednak że plan treningowy zmierza w dobrym kierunku i że jest progres a to ważne bo kto się nie rozwija ten się cofa!

03:57:55

Hr avg 149, Hr max 189( max tego sezonu :) ), dist 86.6km, spd avg 25.5km/h, asc 435m, kcal 2921, zmęczenie 8.

czwartek, 29 marca 2012

Inteligętny trening... / Mike

Plan treningowy planem treningowym ale trenować należy z głową dlatego zamieniłem dni odpoczynku. Nie czułem się dziś za dobrze, byłem senny i choć to szokujące nie miałem ochoty na trening. Wykonam go jutro a dodatkowym bonusem będzie fakt ze wykonam go razem z Braciszkiem.

Nie chcąc jednak tracić całego popołudnia postanowiłem dotlenić troszkę szare komórki spacerując spokojnie z psem po lesie.

I wiecie co? zadziałało:) Już mi lepiej i zaczynam czuć głód roweru...



:)

Generał Patton wypatruje wroga!



środa, 28 marca 2012

E1 / Mike

Dziś w planie regeneracja. Wykonałem trening na rowerze MTB, spokojna jazda w 1 strefie, choć trudno nazwać ja spokojną bo dzisiejszy wiatr był chyba najmocniejszy w tym sezonie. Bez kitu wiało naprawdę mocno w okolicach 40km/h, momentami jak zacinał z boku trudno było się na rowerze utrzymać!

Po drodze wjechałem wprost w środek stada młodych jeleni. Były dosłownie wszędzie z prawej, z lewej, z przodu i z tyłu. I w dodatku ruszyły ze spokojem w tym samym kierunku co ja. Przez te kilkanaście sekund byłem członkiem tego stada. Niesamowite przeżycie, moment jedności człowieka z zwierzęciem:)

Po około godzinie jazdy skręciłem w kierunku powrotnym i od tego momentu wiatr zaczął pomagać.
Samopoczucie dobre, lekkie zmęczenie mięśni po wczorajszych testach ale ogólnie przyzwoicie.
Na koniec kilkunastu minutowa runda po Szamotułach.

01:58:23

Hr avg 126, Hr max 149, dist 46km, spd avg 25.5km/h, kcal 1142, zmęczenie 3

Dzień 73 / A1 po raz pierwszy ... / PIO_TREK

Po wczorajszym trudnym treningu na dzisiaj"NTK" zaplanował mi kolejną dawkę wysiłku. Tym razem do wykonania miałem ćwiczenie A1 a więc anaerobowe interwały wytrzymałościowe.

Dzisiejszy trening był wiec specyficzny pod wieloma względami. Po pierwsze - wykonałem go po raz pierwszy w tym sezonie na rowerze MTB czyli "Marianie". Po drugie - po raz pierwszy wykonałem ćwiczenie A1.
Po trzecie - po raz pierwszy testowałem nowe siodełko oraz chwyty.

Trener radził bym ćwiczenie A1 wykonał na asfalcie, dlatego na początku treningu ruszyłem z Szamotuł w kierunku Piotrkówka, następnie lasami przebiłem się do wsi Jaryszewo. Było to bardzo trudne bo droga wyglądała jak pustynia ale dzięki temu mogłem się odpowiednio rozgrzać przed czekającymi mnie trudami.

Na szczęście w Jaryszewie ponownie wjechałem na asfalt i przejechałem przez Brączewo ...

Most na Warcie pomiędzy Stobnicą a Brączewem
Za wsią rozpocząłem wykonanie ćwiczenia A1 ( Opis ćwiczenia znajdziecie w menu treningowym ).

Zgodnie z ustaleniami trenera wykonałem 4 serie na każdą składało się 3 minutowe ćwiczenie oraz następujący po nim odpoczynek. Zgodnie z nazwą jest to ćwiczenie anaerobowe więc podczas jego wykonywania powinienem jechać w strefie 5b ( 174-179 ). Niestety mnie dzisiaj nie udało się wejść do tej strefy :(  Przy pierwszym powtórzeniu zaliczyłem strefę 5a - 172 , a przy kolejnych trzech tylko strefę 4 - 165.

Być może wina leżała w tym że odcinek na którym wykonywałem to ćwiczenie, nie do końca był płaski. Być może ze względu na zbyt wysoko podniesione siodełko. Ale raczej na pewno wina leżała w "zmęczeniu" po wczorajszych sprintach i nie słuchaniu się wcześniejszych zaleceń "NTK" :( Człowiek uczy się na błędach, więc; PRZEPRASZAM TRENERZE ZA NIESUBODYNACJĘ !

Mając w głowie słowa "NTK"; "W drugiej części jedź spokojnie", w czasie tej części treningu postanowiłem utrzymywać tętno w zakresie stref 1 i 2 ( 112-151 ), i tylko momentami na podjazdach podkręcałem tempo i wchodziłem do strefy 3 ( 152-158 ).

Kończąc ostatni odpoczynek po ćwiczeniu ruszyłem przez Obrzycko, lasami do Wronek gdzie dotarłem po około 1,5 treningu. Przyszedł więc czas na pierwszy bufet. Zatrzymałem na ławeczce obok fabryki Samsunga...

Jeden z parkingów przy fabryce Samsunga ...

Gdy już posiliłem się odpowiednio ruszyłem w dalsza drogę. Przejechałem przez Wronki i skierowałem się do wsi Binino, gdzie ponownie zjechałem z asfaltu na nieutwardzone drogi. Zaprowadziły mnie one leśnymi duktami do wsi Zajączkowo, za którą zrobiłem sobie drugi bufet ...

"Marian" w leśnej szacie :)
Podczas tego postoju skorygowałem trochę wysokość siodełka, obniżając ja o około 2mm. Niby nie wiele ale różnica była dość odczuwalna i nogi jakby kręciły lepiej, bo biodra się już "nie bujały".

Ostatnia część treningu od wsi Zajączkowo do samych Szamotuł była znacznie łatwiejsza, bo jechałem z wiatrem i nie napinałem się też zbytnio na prędkość.

P.S.
Mimo że nie do końca udało mi się wykonać założenia treningowe, to dzisiejszy trening należał do wyjątkowo przyjemnych. A złożyło się na to; słoneczko, bez chmurne niebo i przyjemna temperatura :) Wiosno trwaj !!!

Bym zapomniał :)
Nowe siodełko Ritchey WCS Streem jest dużo wygodniejsze, a "łapy" dzięki chwytom Ritchey WCS Ergo trzymają kierownice jak nigdy przedtem :)

Ślad treningu;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/f6ootq4a1cdtckte

W sumie pokonałem 82,10km w czasie 3h 00min 06sek ze średnią prędkością 27,5 km/h
HR śr. 142 , HR max. 172. Spalone kalorie; 2578 kcal , Przewyższenie; 210m
Temp. śr. 18 st. C.

wtorek, 27 marca 2012

Dzień 73 / P1 na początek nowego mikrocyklu / PIO_TREK

Dzisiaj rozpocząłem ostatni trzytygodniowy mikro-cykl przed pierwszym startem w Dolsku. Do wykonania miałem ćwiczenie P1 czyli sprinty. Chyba już po raz ostatni wykorzystałem do tego celu rower szosowy.
Od jutra zacznę "wdrażać" treningi na rowerze MTB ( czyt. "Marianie" )

Pierwszą część treningu postanowiłem wykonać pod wiatr, dlatego na początku ruszyłem w kierunku Lubasza. Jak zwykle zacząłem od 15 minutowej rozgrzewki, w czasie której powoli zwiększałem tętno przez pierwszą,
a potem drugą strefę.

Gdy bylem już odpowiednio rozgrzany, przeszedłem do wykonania ćwiczenia właściwego...
Tym razem na polecenie "NTK" wykonałem 8 serii po 6 sprintów. Każda seria składała się 6 około 10 sekundowych sprintów oraz następującego po każdym z nich 50 sekundowego odpoczynku.
Pomiędzy seriami odpoczywałem także przez 6 minut jadąc w drugiej strefie tętna ( 139-151 ).
W sumie wykonałem 49 sprintów ponieważ przy jednej serii się zagapiłem i wykonałem ich 7 :)

Ostatni z dzisiejszych sprintów wykonałem tuż przed Wronkami, a przypadający po tej serii odpoczynek wykonałem na ulicach tego miasta by następnie wyjechać w kierunku Szamotuł. Okazało się wtedy, że cały odcinek do naszego miasta pojadę z wiatrem :) Postanowiłem to wykorzystać i wykonałem 20 minutową tempówkę w trzeciej strefie tętna ( 151- 158 ) podczas której prędkość jazdy oscylowała w granicach 40-45 km/h :)

Na koniec treningu jak zwykle mały "lans" na ulicach Szamotuł który wykorzystałem do wykonania rozjazdu.

Ślad treningu;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/9sdsvbt5th1sl9t4

W sumie pokonałem 83,00km w czasie 2h 31min 43sek ze średnią prędkością 33 km/h
HR śr. 146 , HR max. 163. Spalone kalorie; 2266 kcal , Przewyższenie; 175m
Temp. śr. 14 st. C.

P.S.
Po dzisiejszym treningu postanowiłem umyć wszystkie rowery. "Zimówka" umyta i wypieszczona wylądowała na strychu :) Do "Mariana" założyłem czujniki prędkości oraz kadencji, napompowałem widelec, a także ustawiłem "odpowiednio" nowe siodełko :) Można więc powiedzieć że póki co jest gotowy do pierwszego terenowego treningu. Wkrótce czeka go jeszcze wymiana opon, napędu oraz środka suportu, ale póki co musi dawać radę z tym co ma. Na koniec przyszła pora na kosmetykę i pielęgnację "Erwina", która zakończyła dzisiejszy rowerowy dzień.

Siła Ducha i Umysłu... / Mike

Po wczoraszym popołudniowo-późnonocnym świętowaniu 2 narodziń mojej Siostrzyczki nie czułem się za bardzo bojowo…
Pomimo tego po tygodniu regeneracji postanowiłem sprawdzić jak tam „noga” i wykonałem test w terenie. W planie miałem M4 ale lekko zmodyfikowałem to ćwiczenie wykonując wspomniany test po pętli w terenie. W tym celu pojechałem do Stobnicka na pętle interwałową która wyznaczyłem w zeszłym sezonie.

Niestety przez działalność leśników końcówka przestała istnieć, ale wiem ze ten odcinek jeździłem w 3 minuty i też tyle odjąłem od czasu do pobicia…

Noga podawał dziś że hej, już na dojeździe pod silny wiatr czułem moc i siłę, „wiaterek” wcale mi nie przeszkadzałJ

Gdy byłem już porządnie rozgrzany rozpocząłem ćwiczenie. Jechałem jak na początku wyścigu czyli na maksa i w trupa. Tętno w 4 i 5 strefie, cały czas na bólu. Myślałem tylko o jednym, o dokręcaniu gdzie się tylko da. Dawno nie jeździłem z takimi prędkościami po lesie więc musiałem troszkę popracować nad rytmem. Po kilku minutach było już przyzwoicie. Koniec pętli wiódł pod wiatr i w trudnym  „wyhamowującym” terenie, nie ukrywam że pętle kończyłem solidnie „podcięty” i „wyjechany”, na wysokim tętnie.

No ale wynik mnie samego zaskoczył. Po kalkulacjach związanych z skróceniem zeszłorocznej wersji pętli okazało się że poprawiłem lipcowy ( sezon w pełni ) wynik o 1 minute a nie mamy jeszcze kwietniaJ Jak dla mnie super!!!

Nie mówię ze jestem w startowej formie parę elementów musze jeszcze znacząco poprawić ale jest potencjał. Teraz należy go oszlifować, lekko wykalibrować i może być naprawdę fajnieJ

Dane z testu:

Hr avg 169, Hr max 180, dist 9km, czas 19:26:05 NOWY REKORD

Po teście wykonałem 20 minutowy rozjazd, oczywiście w 1 strefie, a następnie kolejną 20 minutową tempówkę na progu. Na koniec kilkanaście minut spokojnego pedałowanie.
Droga ku zakwaszeniu...


W sumie wykonałem 40 minut jazdy na progu, całkiem sporo jak na pierwsze ćwiczenie tego rodzaju. Jestem zmęczony ale nie „zajechany” jak koń po westernie:)

Niestety powrót w teren uświadomił mi jak wiele piachu mamy w okolicy. Niby początek wiosny dopiero parę ładnych ciepłych dni a w lesie, plaża….:(

A i jeszcze jedna rzecz, na ostatnim treningu musiałem zgubić czytnik kadencji… i znowu wydatkiL

02:00:38

Hr avg 146, Hr max 180, dist 51.7km, spd avg 27km/h, asc 125m, kcal 1602, zmęczenie 5

Dedykacja  Dnia:

Agnieszka pokazałaś że jesteś twarda że siłą woli i umysłu można osiągnąć niesamowite rzeczy. Pokonałaś chorobę! Jesteś jak Lance…, co ja pieprze, On jest jak TY!

Dla mnie jesteś bohaterką, inspiracją i motywacją. KOCHAM CIĘ SIOSTRZYCZKOJ


niedziela, 25 marca 2012

E1 na płónoc od Szamotuł / Mike

Dziś E1 po lesie na Treku 8500. Spokojnie w 1 strefie, wiatr zachodni cały czas przeszkadzający. Pogoda wyśmienita, co wpłynęło na pozytywne odczucia z dzisiejszego treningu. Fajnie tak czasami sobie po prostu popedałować ciesząc się jazdą i widokami:)

01:29:30

Hr avg 131, Hr max 154, dist 37.1, spd avg 26.3, asc 70m, kcal 977, zmęczenie 2

P.S. Od wtorku znowu zakwaszamy:)



Dzień 72 / Łężeczki po raz pierwszy ... / PIO_TREK

Na dzisiejszym treningu wykonałem ćwiczenie E1 czyli aktywna regenerację choć momentami było to raczej E2. Wszystko za sprawą mocnego wiatru.

Pierwsza część treningu to właśnie zmaganie się z wiatrem. Jako cel podroży obrałem dzisiaj punkt widokowy w Łeżeczkach wiec prawie cały czas jechałem pod wiatr. Po przeszło godzinie dotarłem na miejsce, jednak tym razem były to odwiedziny czysto turystyczne bez wykonywania ćwiczeń na naszym ulubionym podjeździe.

Punkt widokowy w Łężeczkach w promieniach wiosennego słońca :)
 Na punkcie zatrzymałem się na chwile by zrobić zdjęcie oraz zjeść banana, by następnie ruszyć w dalszą drogę. Prowadziła ona przez Chrzypsko i Wronki do Szamotuł. Tym razem było dużo łatwiej, bo wiatr zaczął pomagać i jechałem znacznie szybciej :)

P.S.
Mimo że przekroczyłem o 20 minut zakładane na dzisiaj 2 godziny treningu to nie mam wyrzutów sumienia, bo było warto podróżować trochę dłużej i cieszyć się pięknym słonecznym wiosennym dniem. Dzięki temu "baterie życiowe" zostały naładowane do pełna by sprostać trudom nadchodzącego tygodnia!

Ślad treningu;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/cbq81i4m64ull52i

W sumie pokonałem 75,70km w czasie 2h 23min 08sek ze średnią prędkością 31,9 km/h
HR śr. 136 , HR max. 158. Spalone kalorie; 1914 kcal , Przewyższenie; 230m
Temp. śr. 16 st. C.