piątek, 4 listopada 2011

Cześć ich pamięci / Mike

By tradycji stało się za dość wczoraj jak co roku udałem się w lasy nieopodal Jaryszewa, by odwiedzić mogiły pomordowanych przez Hitlerowców mieszkańców tych okolic, i zapalić świeczkę ku ich pamięci.
Pod Jaryszewem w dwóch zbiorowych mogiłach leży w sumie około 1100 osób, głównie mieszkańców okolicznych wsi. W Latach 1939-1945 padli oni ofiara chorej faszystowskiej ideologii. Bydlakom nawet nie chciało się za daleko w las jechać, bo mogiły usytuowane są w odległości mniej więcej kilometra od wsi Jaryszewo.

W chwili obecnej mogiły są ładnie utrzymane, posiadają tablice upamiętniające tę zbrodnie, flagi narodowe i kamienny krzyż. O całość dbają okoliczni mieszkańcy, nawet w środku surowej zimy jest utrzymany porządek i zawsze palą się jakieś znicze …
Jeżeli ktoś odczuwa potrzebę spełnienia naszego patriotycznego obowiązku i chciałby oddać pamięć pomordowanym najłatwiej będzie przez Obrzycko dotrzeć do Jaryszewa i tam zaraz za skrętem na osadę Ameryka rozpoczyna się oznakowana „ścieżka” prowadząca do mogił. W tym miejscu można zostawić samochód ( no chyba ze jedziemy rowerem :) ) i po 15 minutowym spacerku jesteśmy we właściwym miejscu.

Zdjęcia pozostawiam bez komentarza …

środa, 2 listopada 2011

Dzień 193 / TTR-N odcinek północny / PIO_TREK

Końcówkę udanego sezonu rowerowego 2011 postanowiłem uczcić wspólnie z Mike-m oraz innymi  zainteresowanymi kolarzami, poprzez przejechanie w ciągu jednego dnia całego północnego odcinka Transwielkopolskiej Trasy Rowerowej z Okonka do Poznania.

Poprzez bloga GPBT umówiliśmy się na niedziele 30.10.2011. Spotkaliśmy się o godzinie piątej rano na Dworcu Głównym PKP w Poznaniu, skąd pociąg miał nas przetransportować do Okonka, czyli na początek TTR-N.

O dziwo! Jak na tak wczesną porę dnia, do trzech czynnych kas biletowych stały już pokaźne kolejki, więc kupno biletów zajęło nam trochę czasu. Ale niektórym, jak na przykład Gaborowi, dodatkowo utrudniła to zmiana czasu z letniego na zimowy. Przestawiając czas w komórce i ustawiając budzik, musiał nieźle namieszać. Dlatego trochę zaspał i na ostatnią chwilę wpadł z rowerem na dworzec, a bilet kupował już u konduktora w pociągu.

W międzyczasie wraz z resztą ekipy zapakowaliśmy rowery na końcu składu pociągu, po czym każdy poszedł znaleźć sobie miejsce do siedzenia. Wspólnie z Mike-m, Stanisławem i panem Jackiem siedzieliśmy w "klimatyzowanym" przedziale, pilnując rowerów ...

Ścieśniaj! Ścieśniaj! :)
Pociąg wyjątkowo jak na standardy PKP ruszył z peronu dokładnie z rozkładem, i o godzinie 5.36 rozpoczęliśmy podróż do Okonka, czyli na miejsce startu naszej wyprawy. Jazda upływała w miłej atmosferze, z nowo poznanymi kolegami rozmawialiśmy na tematy rowerowe i nie tylko. W miedzy czasie naładowaliśmy nasze akumulatory węglowodanami, zjadając zabrane z domu różne pochodne makaronów.

PKP zaskoczyło nas tego dnia po raz drugi, kiedy na peron w Okonku wjechaliśmy zgodnie z rozkładem o godzinie 8.21. Na miejscu czekali już na nas czterej koledzy ze Złotowa, którzy postanowili nam towarzyszyć w pierwszej części wyprawy ...

Na dworcu w Okonku.
Z dworca PKP musieliśmy podjechać kawałek do miejsca w którym ma swój początek TTR-N.
Przed startem stanęliśmy wszyscy do pamiątkowego zdjęcia naszej czternastoosobowej ekipy w składzie ...

Ekipa poznańska;
Jacek Wichłacz, Marek Jeszka, Paweł Weber, Gabor Sass, Wojtek Sołtys, Stanisław Walkowiak, Demon, Filip, Mike, PIO_TREK

Ekipa złotowska;
Marek Dereszkiewicz, Wiesław Fidurski, Jan Biela, Sławek Dereszkiewicz

Na starcie; 12 osób na zdjęciu + 2 za obiektywem :)

Mapa z przebiegiem trasy.
Początek trasy i pytanie; Czy damy rade?
Kiedy ruszyliśmy około godziny 8.30 w powietrzu utrzymywała się jeszcze gęsta mgła. Niestety już na pierwszych kilometrach ekipa zaczęła rwać się na części. Z przodu mocno ciągnęli koledzy ze Złotowa, natomiast z tyłu mocno odstawał Filip, który chyba postanowił udowodnić sobie że da rade przejechać dystans 200 kilometrów na rowerze miejskim z koszykiem.

Próbowałem ratować sytuacje i zatrzymałem się by poczekać na Filipa, a następnie dociągnąć go do reszty ekipy. Czekałem! Czekałem! a kolega nie nadjeżdżał. Później okazało się że zawrócił na stację do Okonka :(
Najciekawsze w tym wszystkim jest to że, Filip pozostawił w domu sprawny rower MTB w rozmiarze 29''

W miedzy czasie, stojąc samotnie na drodze zrobiłem zdjęcie konia w gęstej mgle, bo to przecież taki rzadki widok :)

Koń jaki jest każdy widzi :)
Znudzony czekaniem ruszyłem w pogoń za resztą ekipy. Nie mogliśmy sobie przecież pozwolić na zbyt duże straty czasowe oraz zbyt wolne tempo jazdy, bo przed nami był jeszcze szmat drogi, a dzień przecież o godzinę krótszy.

Wkrótce dojechałem do skrzyżowania, gdzie czekali na mnie pozostali kolarze by kontynuować wspólną jazdę ...

A gdzie jest Filip?
Od tego momentu tempo trochę wzrosło i coraz szybciej pokonywaliśmy kolejne kilometry trasy.
Wkrótce dotarliśmy do pierwszej atrakcji nanaszym szlaku, którą był zniszczony most na rzece Gwdzie ...

Historia mostu w "pigułce", bo Mike zabronił mi dodawania długich opisów :)
Most zrobił na nas duże wrażenie, jednak przed nami była daleka droga i musieliśmy ruszyć dalej.

Jadąc lasami każdy z nas poznawał się na wzajem z innymi, nie znanymi wcześniej uczestnikami wyprawy. Kilometry uciekały co raz szybciej, i wkrótce przyszedł czas rozstania z kolegami ze Złotowa, którzy we wsi Piecewo odbili w stronę swojego rodzinnego miasta. My natomiast pojechaliśmy w stronę Skórki, gdzie zatrzymaliśmy się na przejeździe kolejowym ...


Podczas postoju Mike zauważył pękniętą szprychę w tylnym kole. Naprawa szprychy na miejscu nie była możliwa, więc zagiął ją w 'klucz wiolinowy", wsiadł na rower i kontynuował jazdę ...

Awaryjne zaplatanie pękniętej szprychy a'la Mike :)

Ze Skórki żwawo podążamy naprzód i wkrótce docieramy do Piły, gdzie zatrzymujemy się przy dworcu kolejowym ...

Perełka wśród dworców kolejowych :)
W tym miejscu pożegnaliśmy się z Demonem, który jadąc w jeansach i czapce z daszkiem (bez urazy!), dzielnie trzymał koło w peletonie! Niestety stwierdził że dalsza jazda jest ponad jego siły i nie ma sensu.
Udał się na dworzec, by najbliższym pociągiem wrócić do Poznania.

A ja wraz z resztą ekipy, postanowiłem zorganizować sobie pierwszy dłuższy postój w pobliski barze o wielu tajemniczo brzmiących nazwach; Win Race , China Wok Bar :)


Kiedy wszedłem do środka baru, przypomniały mi się "Kuchenne rewolucje". Postanowiłem nie ryzykować i zamówiłem tylko kawę. Inni uczestnicy podróży wykazali się większą odwagą i zamówili do jedzenia typowe dania kuchni chińskiej; pierogi ruskie , zapiekanki :)

Wypoczęci, napici i najedzeni ruszyliśmy dalej. Nie wiem co było w tych posiłkach, ale jak po wyjeździe z Piły wyszliśmy na zmiany to tempo było zawrotne. Jak zwykle lokomotywa ciągnącą pociąg był Josip, który nie pozwalał nikomu wyjść na czoło! On jechał swoje, a my z tyłu doszliśmy wspólnie do wniosku że; Zostawił włączone żelazko i spieszy się o domu :) Żarty żartami, ale trzeba przyznać Wojtek że masz nogę !

Kilometry uciekały, a nam w końcu dało się spotkać ze Zbyszkiem i Wojtkiem Wiktorami, którzy mieli do nas dołączyć już w okolicach Skórki. Jednak okolice Piły tak ich zauroczyły, że postanowili je najpierw całe objechać, a później dołączyć do naszego peletonu :) 

Po paru kilometrach wspólnej jazdy przyszedł czas by pójść "za potrzebą" i zrobiliśmy sobie mały postój ...


... po którym bracia "W" wyszli na czoło i rozpoczęli swoja ciężka pracę. To naprawdę robiło wielkie wrażenie, kiedy Zbyhoo ciągnął całą naszą drużynę ze "spadochronem" na plecach! W w/w plecaku miał podobno 5kg ziemniaków z "ubiegło-nocnego" ogniska :)

Wkrótce dojechaliśmy do Trzcianki, gdzie na jednym z rond trochę pogubiliśmy drogę. Zatrzymaliśmy się akurat przy kościele, budząc wielkie zainteresowanie wychodzących po mszy parafian. kiedy Mike odszukał na mapie właściwą trasę, wsiedliśmy ponownie na nasze rumaki i skierowaliśmy się w stronę Czarnkowa. 

Do nadnoteckiego miasta dotarliśmy sprawnie po pokonaniu około dwudziestu kilometrów, i przy sklepie Żabka urządziliśmy sobie kolejny dłuższy postój w trakcie którego napełniliśmy m.in. nasze bidony ...


Wyjeżdżając z Czarnkowa nie mogłem sobie odmówić, by nie pojechać na 14% ściankę. Z mojej propozycji skorzystali jeszcze Wojtek W. i Stanisław. Starałem się pojechać w miarę mocno, ale to jak ją podjechał Wojtek ( pewnie na ćwierć gwizdka? :) ), zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Na prawdziwych zawodach pewnie by mu się z pod tylnej opony dymiło :) Po prostu ogień! I powiem wam że gość w pełni zasłużenie jeździ w stroju reprezentacji polski juniorów!

Gdy zjechaliśmy ze ścianki, uformowaliśmy ponownie cały peleton i ruszyliśmy w stronę okolic wsi Dębe. Trasa prowadziła droga wypłukaną przez spływająca po ulewach wodę. Był to najtrudniejszy fragment dzisiejszego przejazdu, który z trudem udało się przejechać, choć momentami trzeba było rower prowadzić.

Po jakimś czasie dotarliśmy do wsi Prusinowo, gdzie wjechaliśmy na drogę asfaltową. Niby powinno być łatwiej, ale wyjechaliśmy na otwarty teren i w jeździe trochę przeszkadzał wiatr. Na czele niezmiennie pracowali Zbyszek, Wojtków dwóch oraz Marek. Mijając kolejne wsie; Jędrzejewo, Młynkowo, Tarnówko, Zielonagórę, Obrzycko dotarliśmy do leśniczówki Daniele. 

Czekała tam na nas Agnieszka z ciepłą kawą i herbatą. Usiedliśmy więc wspólnie przy drewnianym tipi 
( a może Wigwamie? :) ) i odpoczęliśmy trochę w trakcie ostatniego tego dnia długiego postoju. Mike przygotował dla wszystkich miłą niespodziankę, wręczając każdemu z uczestników, firmowy kubek Parku Wodnego "Octopus" w którym mogli wypić w/w napoje ...


Czas upływał, a na dworze robiło się co raz ciemniej i co raz zimniej. Dlatego każdy z nas postanowił się ubrać trochę cieplej, a także wyposażył swojego rumaka w niezbędne oświetlenie. Niektórzy imponowali naprawdę potężnymi źródłami światła.

W zapadającym zmroku ruszyliśmy na ostatni odcinek naszej trasy. Minęliśmy most w Brączewie, jednak nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi. każdy chciał już jak najszybciej dotrzeć do mety. Myślę że gdyby było wcześniej, jaśniej i cieplej to każdy z przyjemnością obejrzałby to miejsce dokładniej. Może następnym razem :)

Po kilku kilometrach dojeżdżaliśmy do Szczuczyna, a ja postanowiłem zadzwonić do Mamy, która prosiła o wiadomość jak będziemy przejeżdżali przez Szamotuły. W grodzie Halszki przejechaliśmy przez rynek i skierowaliśmy się na ulicę Sportową.

Jadąc ścieżką rowerową, niespodziewanie przy markecie Polo czekał na nas komitet powitalny w składzie;
moja Mama, ciocia Helena, żona Kasia, przyjaciółka Ania, siostrzenica Agnieszka oraz kuzynka Sylwia z dziećmi Adą i Konradem, zorganizowany na szybko przez moją szaloną mamę :)

Dziękujemy za wsparcie, które bardzo przydało się na ostatnich kilometrach trasy !!!

Z Szamotuł cały jadąc czas drogami asfaltowymi przez; Kępę, Baborówko, Pamiątkowo, Przecław, Żydowo, Rokietnicę i Kiekrz dotarliśmy do przejazdów kolejowych we wsi Psarskie.

W tym miejscu wjechaliśmy na ścieżkę rowerową która prowadzi wzdłuż jeziora Strzeszyńskiego i jeziora Rusałka. I muszę powiedzieć że jazda przez te tereny w świetle rowerowych lampek robiła niezapomniane wrażenie! 

W ten sposób dotarliśmy do końca TTR-N w Parku Sołackim, jednak zgodnie z wcześniejszymi założeniami naszą dzisiejszą wycieczkę postanowiliśmy zakończyć na ulicy Półwiejskiej przy Starym Marychu. Na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i obiecaliśmy sobie kolejną wspólną wyprawę ...

Dziewięciu wspaniałych na zdjęciu, plus jeden za obiektywem :)
Udana wyprawa szczęśliwie dobiegła końca, i każdy jako pamiątkę otrzymał  atlas turystyczno-drogowy wielkopolski , po czym wszyscy szczęśliwie rozjechali się do swoich domów. Natomiast ja z Mike-m pojechałem na Dworzec Główny PKP by zapakować się z rowerami do samochodu i wrócic do Szamotuł.

"To już jest koniec i nie ma już nic..." :)
P.S.
Z mojej strony składam wielkie uznanie dla wszystkich uczestników wyprawy, bo dla każdego z nas  było to wielkie wyzwanie !!! Zwłaszcza o tej porze roku.
  1. Szczególne uznanie dla najstarszego uczestnika pana Jacka Wichłacza, który przez całą wyprawę był jej mocnym ogniwem !  
  2. Dla Mike-a za pomysł, realizację wyprawy oraz bezbłędną nawigację :)
  3. Dla Zbyszka i Wojtka W. za wspaniałą pracę na czele peletonu, po "nie przespanej" nocy :)
  4. Dla Josipa, który spieszył się do niewyłączonego żelazka, ciągnąc "nieświadomie" cały peleton :)
  5. Dla Pawła i Stanisława, którzy nie wierząc do końca w swoje możliwości dzielnie pokonali cały dystans!
  6. Dla Gabora za zabójcze poczucie humoru i wielka pogodę ducha :)
  7. Dla Agnieszki za ciepłą kawę, herbatę oraz wyjątkowe "loki" :)
  8. Dla ekipy ze Złotowa za mocny początek i wspólną jazdę.
  9. Dla Marka, który pracował na czele właśnie wtedy kiedy była tak potrzeba.
  10. Dla Demona za własny luzacki styl i utrzymanie tempa grupy jadąc w jeansach!
  11. Dla Filipa za samo podjęcie próby przejazdu TTR-N na rowerze miejskim ...
Kolejność wymienionych osób jest przypadkowa :)

Dziękuje że mogliśmy to razem przeżyć! Do zobaczenia na następnej wyprawie !

PIO_TREK

Ślad trasy na sports-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/dtgl76ilc6rlc2ne

W sumie pokonałem 215,00km w czasie 8h 24min 07sek ze średnią prędkością 25,60 km/h
HR śr. 146 , HR max. 179. Spalone kalorie; 7643 kcal , Przewyższenie; 805m , Kadencja śr. 82
Temp. śr. 11 st. C.


poniedziałek, 31 października 2011

TTR-N Zdobyta / Mike

Tylko kompletny świr wstaje w niedzielo o 3:30 w nocy po to by przejechać na rowerze 200km.
Takich świrów było wczoraj 11. O 5:05 meldujemy się na dworcu PKP w Poznaniu. Ku naszej wielkiej radości na miejscu są już pierwsi kolarze z naszej „przejazdowej” ekipy. Cześć cześć… krótka wymiana zdań i na horyzoncie choć horyzontu jeszcze nie ma bo jest ciemno :) Pojawiają się następni uczestnicy.
W kilka osób przechodzimy do kas, zakup biletów idzie sprawnie i podczas gdy zjeżdżają się kolejni koledzy zajmujemy miejsca w podstawionym już pociągu do Okonka. Ostatni wsiadają na 30sekund przed odjazdem. Ruszamy punktualnie o 5:36 w składzie 11 osobowym, mniej niż się zapisało ale i tak pokaźna grupka zwracająca na siebie uwagę w śród zaskoczonych przechodniów, co ci wariaci robią o 5 rano na rowerach?

Podróż mija w chłodnej atmosferze za sprawa włączonej „klimatyzacji” w końcu jedziemy w pierwszej klasie! Na nasze nie szczęcie okazało się ze tylko nasz przedział był taki chłodny, reszta chłopaków siedziała w ciepełku. No ale sympatyczna rozmowa rozgrzewała skutecznie :)

Po drodze zjedliśmy śniadanko, przygotowaliśmy wyposażenie i punktualnie o 8:21 wjeżdżamy na peron w Okonku. Niesamowite uczucie przyjechać PKP punktualnie do celu ...

Tu czekała na nas już grupka kolarzy z Złotowa w sile czterech bikerów. Przywitanie i w drogę bo zimno. Ładowałem kamerę całą noc, wiec nie powinien dziwić fakt ze mi padała już na dworcu w Okonku :(

Trudno, same fotki muszą wystarczyć. Dojazd do początku szlaku TTR-N to jakieś 3.5km, tam pamiątkowe zdjęcie.

Pierwsze kilometry wyprawy prowadziły po polnych piaszczystych drogach. I tu pierwszy z nas musiał się wycofać. No ale, jak ktoś zakłada ze przejedzie 200km szlaku terenowego na miejskiej damce, to nie ma się co dziwić. Jak koledze rzeczy zaczęły z koszyka na kierownicy wypadać zrozumiał że chyba nie ten sprzęt zabrał … Upewniwszy się że wie gdzie jechać ruszyliśmy dalej.

Następny odcinek biegł wzdłuż rzeki Gwda. Przepełniła mnie nostalgia i zaduma gdyż prawie równo rok temu razem z Tomkiem płynęliśmy Gwdą na kajaku, a teraz pedałuje w wzdłuż tej rzeki na rowerze :)
Dzięki za tamten wypad Przyjacielu.

Odcinek do Piły przebiegał głównie terenem, po w miarę równych i szybkich duktach. Tempo było naprawdę przyzwoite, zresztą jak podczas całego przejazdu … ale o tym później. W między czasie zadzwonił Zbyhoo, który razem z Wojtkiem miał do nas dołączyć przed Piłą, ale jakoś im to za bardzo nie wychodziło… raz byli przed nami, raz za, na północ od Piły, a potem na zachód, nie ma co trochę ich nosiło po okolicy. Koniec końców dołączyli do nas przed Trzcianką :)

Na 56km trasy pękła mi szprycha w tylnim kole, które zaczęło solidnie bić na boki, trochę się obawiałem że nie wytrzyma do końca …
Wysadzony przez Ruskich most na Gwdzie
W Pile odłączył od nas jeszcze jeden kolega ( Demon ) który po prostu nie wytrzymał tempa. Ale przyznam że walczył dzielnie, następnym razem będzie lepiej. Pożegnaliśmy się, a następnie urządziliśmy sobie postój w pobliskim barze.

Nasz Peleton
Gdyby Pani prowadząca go brała udział w konkursie na najbardziej niemiła obsługę, na bank zajęła by jedno z czołowych miejsc. W karcie były cztery rodzaje pierogów ( z mięsem, z serem, z kapustą i grzybami i ruskie ) zamawiam więc pierożki podkreślając że proszę o ruskie, na co babka „ Mam Tylko Ruskie!!! „. No tak przecież to oczywiste, kretyn ze mnie…. Na całe szczęście pierogi były smacznie i nie dostałem po nich sraczki.

Uwierzcie! Naprawde, w gruncie rzeczy ten facet jest normalny !!!!
Za Piłą wyjechaliśmy na otwarte tereny, a drogi leśne zastąpił asfalt. Tempo poszło do góry, ustawiliśmy wachlarz i mknęliśmy przed siebie. Po jakimś czasie dogonili nas wreszcie Zbyhoo i Wojtek. Tak więc peleton powiększył się o dwie pary nóg do pracy. Do Trzcianki, a następnie do Czarnkowa utrzymywaliśmy rytm i zmiany. Po drodze zaliczyliśmy kilka podjazdów, nic wielkiego ale stanowiły miłe urozmaicenie wśród krajobrazu doliny Noteci. W Czarnkowie zatrzymaliśmy się przy sklepie na kolejną chwilkę odpoczynku i naładowanie „baterii”. Cola, buła i Powerade do bidonu. Po wyruszeniu z Czarnkowa natrafiliśmy na wypłukany przez deszcze podjazd w kierunku wsi Dębie. Taki techniczny odcinek przejazdu. Po zbiórce u góry ruszyliśmy przez Młynkowo i Tarnówko w kierunku Obrzycka. Na tym odcinku, zupełnie odsłoniętym, wiatr nabrał na sile. Huraganowy to on nie był, ale my już mieliśmy 150km w nogach …

Mały podjazd
Za Obrzyckiem na początku Ścieżki Dydaktycznej „Świetlista Dąbrowa” przy Leśniczówce „Daniele” mieliśmy umówiony Pit Stop na kawę i herbatę. Tym razem rozgrzaliśmy się dzięki uprzejmości i pomocy Agnieszki, która dowiozła „towar” z Poznania. Był to jeden z sympatyczniejszych momentów całego dnia.

Słońce chyliło się już ku zachodowi, więc „uzbroiliśmy się” w lampki, kurtki i kamizelki odblaskowe, dodatkową ciepłą odzież, bo ostatni odcinek był do pokonania już w zupełnych ciemnościach.
Ubrałem cieplejsze rękawiczki, ochraniacze na buty i dodatkowa ocieplaną kamizelkę. I to była bardzo mądra decyzja, bo do samego końca był cieplutko i przyjemnieJ :)

W Szamotułach było już całkowicie ciemno i nasz mały peleton oświetlony lampkami i odblaskami robił spore wrażenie. Dalej przez Pamiątkowo, Żydowo, Rokietnice i Kiekrz dojechaliśmy do odcinka trasy biegnącego wzdłuż Strzeszynka i Rusałki.

Jazda w zupełnej ciemności przez las w grupce doborowych kolarzy mających jedynie kilka lampek jako oświetlenie robi niesamowite wrażenie. Normalnie nie mogłem się napatrzeć i nacieszyć tym odcinkiem naszego wypadu. Gdy dojechaliśmy do Sołacza ( końca TTR-N ) ogarnęło mnie uczucie smutku, w tamtej chwili mógłbym tak jechać bez końca. Zwłaszcza że po kilku kryzysach wreszcie nogi puściły …

Jednak założenie było takie że jedziemy pod Starego Marycha by pstryknąć sobie pamiątkową wspólną fotkę. Uczyniwszy to pogratulowaliśmy sobie nawzajem, podziękowaliśmy za wspaniały dzień, sprawną zgraną jazdę i obiecaliśmy że należy to powtórzyć.

Nie ma oficjalnych statystyk na ten temat, ale ustanowiliśmy chyba rekord trasy. 200km pokonaliśmy w 7h 49min ze średnią 25.7km/h.

Należy podkreślić że trasa TTR-N jest naprawdę wyśmienicie oznakowania, po za jednym krótkim odcinkiem za Czarnkowem całą można przejechać praktycznie bez spoglądania w mapę, nawigując jedynie po znakach, które są czytelne, umieszczone w logiczny sposób z odpowiednim wyprzedzeniem ( np. przed skrętem )

Wyprawa nie byłaby tak udana gdyby nie przepiękna pogoda która nam towarzyszyła. Był to jeden z nielicznych dni w którym Matka Natura okazała swoją łaskę… Dzięki wielkie o Matko!

W wyprawie udział wzięli: Jacek Wichłacz, Marek Jeszka, Paweł Weber, Gabor Sass, Wojtek Sołtys, Zbyszek Wiktor, Wojtek Wiktor, Stanisław Walkowiak, Demon, Filip, PIO_TREK, Mike

Ekipa ze Złotowa : Marek Dereszkiewicz, Wiesław Fidurski, Jan Biela, Sławek Dereszkiewicz.

Dziękuje że mogłem z wami chłopaki jechać tego dnia. Było super :)

10:49:34 ( czas brutto )
Hr avg 134, Hr max 230 :), dist 220.3km, spd avg 25.7km/h, cad avg 89, asc 550m, zmęczenie 8

Relacja Sławka Dereszowskiego
http://expedition-mtb.blogspot.com/2011/10/trasa-turystyczno-rowerowa-czyli.html

sobota, 29 października 2011

TTR-N The Rules / MIke

Bardzo nam miło że nasz pomysł spotkał się z takim szerokim zainteresowaniem ze strony Wielkopolskiego środowiska rowerowego. Wychodzi na to że pojedzie nas spora grupka. Czyżbyśmy nie potrafili rozstać się z rowerami i kolegami kolarzami po sezonie… :)
Peleton jak już wspomniałem będzie spory wiec ustalmy kilka podstawowych zasad dotyczących organizacji i bezpieczeństwa wyprawy:

  1.  Aż głupio o tym pisać, ale sztywny kask to wymagany obowiązek od każdego z uczestników. 
  2. Oświetlenie, przód/tył obowiązkowe, do tego jeszcze jakaś kurtka lub kamizelka odblaskowa. 
  3. Po drogach publicznych jedziemy maksymalnie w podwójnej kolumnie. Żadnego rozjeżdżania się po całej szerokości jezdni!
  4. Utrzymujemy tempo najwolniejszego uczestnika. 
  5. Nie ścigamy się, z tym poczekajmy do wiosny.  
  6. Żadnego wyrywania do przodu, gonienia skuterów, ciągników, i tubylców wracających z siatkami z zakupów z pobliskiego sklepy Tęcza :)
  7. Na postojach obowiązuje dyscyplina. Kupujemy co trzeba, konsumpcja i dalej w drogę, bo dzień krótki i czasu szkoda. Dodatkowo nie ma sensu się wyziębiać.
Jedziemy w grupie i każdy odpowiada ze swoje osobiste, jak również kolegów bezpieczeństwo. Jeździmy na rowerach od lat więc wykorzystajmy nasze doświadczenie i bawmy się przy tym wyśmienicie.

Ok troszkę na temat zbiórki. Jak już wiecie jedziemy pociągiem ( złoto-niebieskim, jak określił to Pio_trkowi Pan na dworcu ) o 5:36 z dworca PKP w Poznaniu. Koszt przejazdu to około 25zł + 5.50zł za rower. Proponuję zbiórkę na PKP o godzinie 5:00.

W razie jakichkolwiek pytań/problemów proszę o kontakt; PIO_TREK (+48668826090) lub na skrzynkę; greatpolandbiketeam@gmail.com
     
Do zobaczenia jutro! Mike

piątek, 28 października 2011

TTR-N / Aktualna lista uczestników ...

Jak już wiecie planujemy z PIO_TRKIEM przejazd północnego odcinka Transwielkopolskiej Trasy Rowerowej ( TTR-N) z Okonka do Poznania około 196 km ...

http://pedaluj.pl/trasa/1346/transwielkopolska-trasa-rowerowa-odcinek-polnocny/

Chcemy zaprosić do wspólnej jazdy wszystkich chętnych i z tego powodu uważam że temat ten zasługuje na osobny post.

Termin; niedziela 30.10.2011
Start z Okonka, do którego dojeżdżamy pociągiem. Odjazd ze stacji Poznań Główny o godzinie 5.36.

PROSZĘ UWZGLĘDNIĆ ZMIANĘ CZASU Z LETNIEGO NA ZIMOWY !!!

Na miejscu w Okonku jesteśmy o godzinie 8.21 :)

Przy paskudnej pogodzie odwołujemy imprezę ( informacje na bieżąco na blogu ).

Wszystkich chętnych do wspólnej integracji na rowerach prosimy o kontakt na adres:

greatpolandbiketeam@gmail.com

Na podstawie zgłoszeń będziemy aktualizować listę chętnych:

1. PIO_TREK
2. Mike
3. Gabor
4. Filip
5. Zbyhoo
6. Wojtek
7. Josip
8. Seba Swat
9. Sylwek Swat
10. Demon
11. Głowa
12. Marc
13. Paweł Weber
14. Jacek Wichłacz
15. Drogbas
16. ... - to miejsce czeka właśnie na Ciebie :)

+ "kilku osobowa" grupa za Złotowa, która będzie nam towarzyszyć przez "pierwszą część" trasy :)

Pozdrawiamy

Mike & PIO_TREK

czwartek, 27 października 2011

Dzień 192 / Rowerowanie po "Classic route" / PIO_TREK

Po bardzo ciężkiej służbie z nieprzespaną nocą we wtorek ( ... dwa pożary; piwnicy i kotłowni itp. ),
wczoraj czułem się jak wypluty z czarnej dziury. Niby chciało mi się spać, ale jak próbowałem zasnąć to bezskutecznie. Ogólnie cały dzień spędziłem w łóżku dochodząc do siebie. Mimo ciężkiego dnia, najbardziej rozbawiła mnie Kasia, która stwierdziła że i tak mogę się cieszyć bo mam niedzielę w środę. Trudno!
Co zrobić? :)

Kiedy wstałem dzisiaj, wszystko już było ze mną w porządku. Zjadłem śniadanko wypiłem kawkę, i zastanawiałem się; Gdzie pojechać rowerem?  I na jak długo? Ostatecznie stwierdziłem że na długą przejażdżkę nie mam ochoty i wyskoczę sobie tylko na jakąś godzinkę ...

Chwilę po dwunastej wskoczyłem więc na "Mariana" i ruszyłem w klasyczna trasę; z Szamotuł przez Szczuczyn do Twardowa, następnie kobylnickimi lasami do Obrzycka. Z Obrzycka w kierunku Jaryszewa. Na początku single-trackiem wzdłuż Warty a następnie asfaltem dojechałem do leśniczówki Daniele.
Zrobiłem sobie w tym miejscu krotki postój, by pstryknąć zdjęcia; leśnej budko-skrzynki pocztowej oraz drewnianego tipi. Być może zatrzymamy się tutaj także w trakcie niedzielnego przejazdu TTR-N ...

Z Danieli przejechałem leśnym szlakiem do Brączewa i zatrzymałem się po raz kolejny na salowym kolejowym moście ...

Ostatni odcinek dzisiejszego treningu prowadził z Brączewa przez Jaryszewo, Sycyn i Piotrkówko do Szamotuł.

P.S.
Dzisiaj mimo że było pochmurno ale nie padało i wiatr nie wiał zbyt mocno. Dlatego wydawało mi się że pogoda jest optymalna do długich wycieczek rowerowych, i tka mogła by też być w niedzielę. Po treningu Polar pokazał temperaturę średnią 12 st. C.

Ślad treningu na sport-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/9bepkapjnhfdnp48

W sumie pokonałem 31,50 km w czasie 1h 06min 53sek ze średnią prędkością 28,30 km/h
HR śr 156 , HR max 171 , Spalone kalorie:25176 kcal. Przewyższenie 80m. Kadencja śr. 89.
Temp. 12 st. C.

TTR-N prezent dla uczestników / Mike

Departament Sportu Wielkopolskiego Urzędu Marszałkowskiego

( pomysł i realizacja Transwielkopolskiej Sieci Szlaków Rowerowych )

ufundował upominki dla uczestników naszej wyprawy.

Wielkopolski Atlas Turystyczny-Drogowy



Wydawnictwo zawiera precyzyjne mapy w skali 1:75000, szlaki turystyczne ( rowerowe, piesze, konne, wodne... ), informacje na temat najciekawszych atrakcji turystycznych. Takie nasze Wielkopolskie kompendium informacji krajoznawczo-turystycznych.

Ilość atlasów ograniczona... decyduje kolejność zgłoszeń.

Pozdrawiamy

Mike & PIO_TREK

środa, 26 października 2011

Pogoda na przejazd / Mike

Według ostatniej prognozy w Niedziele ma być bezchmurnie w nocy 7 stopni a w dzień 14, wiatr 7km/h z południa :(

Myślę że te informacje przydadzą się na etapie planowania ubioru...

Mike

poniedziałek, 24 października 2011

Dzień 191 / Ósemka po okolicy ... / PIO_TREK

Piękna Złota Jesień trochę nam zbrzydła, słoneczko zniknęło, zrobiło się chłodno i ponuro. Mimo że pogoda nie nastraja do wycieczek rowerowych, to i tak postanowiłem pokręcić się na rowerze po okolicach Szamotuł.

Przy okazji postanowiłem sprawdziłem, jak mniej-więcej ubrać się na przejazd  TTR-N. Dzisiaj założyłem na siebie komplet długiej bielizny termo aktywnej, na to długie spodnie z cienkiego polara, kolejną bluzkę bez rękawów a na nią oddychającą bluzkę z długim rękawem. Wszystko dopełniła kurtka z wind-stopem, ochraniacze na buty i kominiarka z cienkiego polara. Tak ubrany na cebulkę ruszyłem w trasę, ale o odczuciach dotyczących ubioru napiszę na końcu posta ...

Ponieważ na dworze było dość chłodno i wiał wiatr, dzisiejszy trening postanowiłem wykonać na "Marianie" po drogach leśnych, by choć trochę schować sie przed wiatrem.

Z Szamotuł ruszyłem do Piotrkówka, a gdy przejeżdżałem przez tę wieś o mal nie spadłem z roweru na widok pewnego samochodu. Nie wiem co autor miał na myśli? Różne rodzaje tuningu widziałem, ale to jest mieszanka wszystkich stylów ...

Ale o co chodzi ?
Zastanawiając się; Jak taki samochód przeszedł przegląd techniczny? i Jaki kolor ma wpisany w dowód rejestracyjny? ruszyłem w dalszą drogę.

Leśnymi duktami przez wieś Sycyn i kobylnickie lasy dojechałem do Obrzycka, gdzie przeciąłem drogę "185" i przez lasy dotarłem do Wronek. Od początku treningu nogi ładnie kręciły, dlatego w "więziennym mieście" zameldowałem się po niespełna godzinie.

Przez Wronki przejechałem w miarę spokojnie, a następnie skierowałem się w stronę dostrzegalni przeciwpożarowej zlokalizowanej na górce w lesie przy Rondzie Europa ...



Po krótkim postoju rozpocząłem drogę powrotną do domu. Na początku asfaltem przejechałem do Nowego Krakowa, gdzie odbiłem w prawo do lasu i przez wsie Antoniny i Modrak wróciłem do Obrzycka.

Ostatnia część dzisiejszej wycieczki prowadziła z Obrzycka do Słopanowa, a następnie znowu lasami do wsi Kobylniki. Natomiast za tą wsią wjechałem na długą brukowaną drogę, na której trochę mnie wytrzęsło, aż w końcu po kompleksowym masażu zjechałem z bruku meldując się we wsi Szczuczyn. W tym momencie do pokonania pozostał mi tylko dojazd do Szamotuł, kończący dzisiejszy trening.

Pokonując dzisiejszą trasę nakreśliłem na mapie specyficzną ósemkę, albo jak kto woli znak nieskończoności.

Gdy skończyłem jazdę spojrzałem na Polar, który pokazał temperaturę średnią z treningu 7 st.C. Niby nie za ciepło, raczej chłodno :) Jednak w sumie nie było źle. Jak pisałem wcześniej, ubrałem się dzisiaj na cebulkę a odczucia z jazdy są następujące;

Do Wronek jechałem dość szybko, jak się w trakcie jazdy okazało raczej z wiatrem, ale nie było mi zimno. Powiedziałbym że tak akurat. Jednak z Wronek jechałem raczej pod wiatr, a temperatura odczuwalna wydawała mi się trochę niższa. Może było to też spowodowane wilgotną do potu bielizną. Nie powiem że było mi zimno, ale w czułem dyskomfort. Dlatego na przejazd na pewno zabiorę bluzkę lub bluzki do przebrania po przepoceniu. Za to kominiarka, ochraniacze na buty oraz rękawiczki spisały się super!
Zero chłodu, temperatura optymalna.

Ślad treningu na sport-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/7pjhpcjomqshgorc

W sumie pokonałem 55,90 km w czasie 2h 04min 39sek ze średnią prędkością 27,10 km/h
HR śr 160 , HR max 179 , Spalone kalorie: 2176 kcal. Przewyższenie 115m. Kadencja śr. 86.
Temp. 7 st. C.

niedziela, 23 października 2011

Nowy BB w Treku MTB / Mike

Heja, hej !

Maiłem o gali napisać, ale PIO_TREK zrobił to tak pięknie i precyzyjnie że nie ma co dodać :)

Wczoraj dzień serwisowy. Wymieniłem w Szosie blat, kasetę i łańcuch ( kaseta świeci się teraz ja psu jaja :) no i suport w Góralu.

Dziś postanowiłem sprawdzić jak ów suporcik działa. Udałem się w okolic Lipnicy i Zajączkowa na moją ulubioną regeneracyjno-tempókowo-zmęczeniowo-płaską trasę. Pogoda była ok bo nie padało, poza tym zimno i słonko za chmurami. Aż chciało się zaśpiewać:

"Słoneczko nasze rozchmurz buzie
Bo nie do twarzy Ci w tej chmurze
Słoneczko nasze rozchmurz się
Pedałować będzie lżej ..."

A propos pedałowania, noga puściła dopiero po godzinie ale jak już puściła to pełen odlot ...

Jesień :(
Nie wie czy pamiętacie, ale ostatnio w sieci krążył filmik z jakiegoś wyścigu MTB w Afryce, na którym kolarz został potrącony przez Antylopę.

No wiec, dziś, jakieś 4 metry, dzieliły mnie od potrącenia ... przepraszam staranowania przez Jelenia.
Piękne dorodne zwierze wyskoczyło tuż przede mną z młodnika i kurna hamować musiałem!

Jak by nazwać po angielsku; Dzwon z Jeleniem ... Deer Bell? a może Deer Crash? albo Dzwon Deer..
Wiem !!! "There is so many things that You can axpect to hit You in the forest... but not fucking Deer."

Dawno nie widziałem żadnego zwierzaka w czasie treningu ... ale żeby od razu go na klatę brać?
O nie ja dziękuje :)

Potem tradycyjnie lans po wsi i do Pio_trka i Kasi kamerkę podrzucić.

Rower w pełni sprawny, gotów do przejazdu TTR-N.

1:50:00
Hr avg 138, hr max 165, dist 46.9km, spd avg 26.6, cad avg 96, asc 75, kcal 1472, zmęczenie 4