piątek, 19 sierpnia 2011

"Generalka" po Suchym Lesie ...

Z radością informujemy wszystkich zainteresowany, że w klasyfikacji generalnej Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB, zawodnicy GPBT zajmują pierwsze miejsce w swoich kategoriach wiekowych !!!

Przed bardzo trudnym niedzielnym maratonem w Hermanowie, klasyfikacja generalna po czterech wyścigach przedstawia się następująco;

Kategoria M2
  1. 1753 pkt. Wiktor Michał        / Great Poland Bike Team    ( 4 wyścigi )
  2. 1498 pkt. Swat Sebastian        / Swat Team                         ( 3 wyścigi )
  3. 1375 pkt. Radomski Wojciech / Rybczyński Team                 ( 3 wyścigi )
  4. 1167 pkt. Figaj Andrzej          / GKKG  Gniezno                    ( 3 wyścigi )
  5. 1093 pkt. Bejm Bartosz          / Corratec Team                     ( 3 wyścigi )

Kategoria M3
  1. 1825 pkt. Kustoń Piotr           / Great Poland Bike Team ( 4 wyścigi )
  2. 1754 pkt. Wasilewski Mateusz / Aves Murowana Cykloza    ( 4 wyścigi )
  3. 1475 pkt. Lonka Radosław       / Corratec Team                 ( 3 wyścigi )
  4. 1406 pkt. Zbroszczyk Michał    / Pyrcyk Poznań                  ( 4 wyścigi )
  5. 1391 pkt. Badowski Michał      / Nieświadomi Września      ( 3 wyścigi )
  6. 1371 pkt. Szukalski Michał      / Rybczyński Team               ( 3 wyścigi )
  7. 1305 pkt. Sołtys Wojciech       / Emed Racing Team            ( 3 wyścigi )

http://www.tt.home.pl/gogolmtb/www/wynikimaraton/grand_prix_gen11.pdf

P.S.
Pewnie niektórym nie spodoba się to, że się chwalimy i będą nam zarzucać że wyniki są wypaczone bo jako nieliczni startowaliśmy we wszystkich edycjach ...

Jednak my i na swoją obronę napiszemy ...
Skoro jest czym to będziemy się chwalić :)
Jeśli my mogliśmy wystartować we wszystkich edycjach to i inni też mogli wystartować.
Nic nie dostaliśmy za darmo tylko dzięki ciężkiej walce na trasie wypracowaliśmy sobie swoje pozycje.
Prawdą jest że liczy się sukces końcowy w którym brane pod uwagę będzie pięć najlepszych wyników danego zawodnika w siedmiu edycjach. I być może nie obronimy naszych pozycji ?

Najtrafniej obecną sytuację opisał w pewnym komentarzu Mike ;
"Może i nie utrzymamy naszych pozycji ale nie oddamy ich bez walki i świetnej zabawy przy tym :)"

Pozdrawiamy wszystkich rywali ! I do zobaczenia na trasie :) Niech zwycięży lepszy !

PIO_TREK & Mike

czwartek, 18 sierpnia 2011

Dzień 162 / Układanie szprych ... / PIO_TREK

Wczoraj odebrałem u Gabora w Bikepark-u naprawione koła. a właściwie przerobione.  Modyfikacja polegała na wymianie wszystkich nypli DT z aluminiowych na stalowe w obu kołach. Po tym jak na treningu pękły kolejne nyple, stwierdziłem że nie będę ryzykował usterki na maratonie. I dlatego wymieniłem nyple na mocniejsze.

Dzisiaj założyłem koła do roweru i ruszyłem na spokojny trening w teren, żeby szprychy miały czas ułożyć się jeszcze przed maratonem w Hermanowie i żeby ewentualnie był czas na modyfikacje.

Niestety jeszcze na ulicach Szamotuł z okolic kół zaczął dobiegać metaliczny dźwięk. Nie mogłem zorientować się skąd dokładnie  ten dźwięk pochodzi. Zawróciłem więc do garażu i sprawdziłem szprychy i poprawiłem zaciski hamulców. Mała poprawa była, ale to jeszcze nie było to o co mi chodziło, bo dźwięk nadal był słyszalny.
Jedynym wyjściem żeby uniknąć wyjazdu do Bikeparku, był telefon do Royal Imperial Mechanic-a czyli Mike-a :) Brat wracał właśnie z pracy i wpadł na chwilę by mi pomóc. Zdjął koła z rowery zastosował kilka trików i pojawiła się poprawa, choć raz po raz charakterystyczny dżwięk był nadal słyszalny. Podziękowałem za pomoc, a Mike pojechał na obiadek ...

Pomyślałem że mimo wszystko pojadę na trening i szprychy same się ułożą. Wsiadłem na "Mariana" i z Szamotuł ruszyłem w stronę Szczuczyna i Twardowa, za którym wjechałem do lasu ... Założeniem treningu była jazda po Kobylnickich lasach. Najpierw  pojechałem w okolice Obrzycka, przed którym za torami skręciłem w prawo i jechałem wzdłuż linii średniego napięcia ( chyba? :) )

Po chwili ponownie jechałem wzdłuż nieczynnej linii kolejowej Oborniki - Wronki. Obecnie jest ona tak mocno zarośnięta że przed jadącym pociągiem musieli by iść drwale. Zatrzymałem się na chwilę żeby zrobić zdjęcia i o mało nie przypłaciłem tego życiem. Od razu zaatakowała mnie chmara krwiożerczych komarów ...




Uciekając przed komarami nadal jechałem wzdłuż torów i dotarłem do Brączewa, gdzie wyjechałem za wiaduktem kolejowym ...


Za Brączewem wjechałem na szlak, który doprowadził mnie do mogił z czasów drugiej wojny światowej. Spoczywają w nich ciała ludności ziemi szamotulskiej rozstrzelanej przez hitlerowców ...



I w tym miejscu zatrzymałem się na chwilę, zrobiłem kolejne zdjęcia i ruszyłem dalej. Tym razem pojechałem nad stawy w okolicach Kobylnik, które wielokrotnie mijałem z daleka, ale nigdy nie miałem okazji przyjrzeć się im bliżej. Dziś nadarzyła się znakomita okazja i odwiedziłem to ciekawe miejsce. Nie obyło się jednak bez przygód, podczas krótkiego zjazdu zarzuciło mnie głębokim sypkim  piachu ... i zaliczyłem piękną glebę :)
Połączenie spoconego ciała i sypkiego piasku, spowodowało że wyglądałem jak kurczak w panierce :)
Całe szczęście że był to upadek bez konsekwencji zdrowotnych i sprzętowych tzw. miękkie lądowanie !

Mijając "kobylnickie stawy" dojechałem do drogi po której jechałem na początku treningu. Doprowadziła mnie ona do Twardowa, a po minięciu Szczuczyna ponownie byłem w Szamotułach ...

Trening a raczej wycieczka rowerowa zakończyła się sukcesem. Dzięki pomocy Mike-a i mojej spokojnej długiej jeździe, szprychy w kołach ułożyły się "idealnie" a niepokojące dźwięki ustały ...
Dziękuje za pomoc Bracie !

W sumie pokonałem 39,50 km w czasie 1h 58min 31sek ze średnią prędkością 20,0 km/h
HR śr 114 , HR max 162 , Spalone kalorie: 1114 kcal
Temp; 27 °C , Wiatr: płd. o prędkości 8 km/h



Regenrecja... / Mike

Dwa ostatnie treningi ( wczorajszy i dzisiejszy ) to spokojna jazda regeneracyjna po lesie. Tradycyjnie w tym celu udałem się w lasy w okolicach Lipnicy i Koźla. Wczoraj noga jeszcze troszkę zmęczona ale dziś już na świeżości :)

Przez cały lipiec i sierpień padało, ładnie zrobiło się może z trzy dni temu a w lesie już taka susza że ja pierd…:) I to w lesie mieszanym w którym i tak jest stosunkowo wysoka wilgotność podłoża w porównaniu z lasem sosnowym rosnącym na morenach. No ale nie ma co narzekać jesteśmy skazani na piaseczek i nic na to nie poradzimy.

Wczoraj po treningu przyszły zamówione pedały. Shimano XT 2012. Śliczniutkie… no ale najpierw należało odkręcić zużyte bloki od butów. A to po 4 latach jazdy zarówno latem jak i zimą nie było łatwym zadaniem. Z jednym butem poszło bez problemów ale w drugi śruba się tak zapiekła że bez „gumówki” się nie obyło. Iskry leciały że hej:) Ale się udało, inaczej musiałbym chyba nowe buty kupić a to zdecydowanie pogorszyłoby relacje z moim sponsorem ( Żoną:) ).





Dziś trening poświęciłem na regulację bloków i samych pedałów tak by na niedziele wszystko już było dopięte na ostatni guzik.

Do niedzielnego wyścigu w Hermanowie odstawiam rower. Odpoczynek i serwis, oto przebiegły plan na te dwa dni:)

A i oficjalnie mogę ogłosić że odpuszczam Bike Maraton w Poznaniu. We wrześniu co tydzień wyścig a „Eska” w Poznaniu to płaski, raczej nudny wyścig. Dodatkowo nie mam tam żadnych punktów więc jazda dla samej jazdy nie ma sensu, lepiej wypocząć …

wtorek, 16 sierpnia 2011

Co by tu napisać ...? / Mike

Nie za bardzo mam dzisiaj wenę do pisania, a w sumie trening bardzo przyjemny, spokojny
( jak to regeneracja ) przy ładnej pogodzie i w pięknych okolicznościach przyrody.
Dziś wybrałem górala i pojechałem w okolice Lipnicy i Zajączkowa. Cały trening spokojnie w 1 strefie, wiatr w pierwszej połowie przeszkadzał, ale w lesie nie był za bardzo uciążliwy.
Na polach wciąż trwają żniwa a zboża w krajobrazie stopniowo zastępują bale słomy…
Noga nadal ciężka, ale nie martwię się tym za bardzo do niedzieli powinno być już ok.
Miałem dziś czas by pstrykną parę fotek wiec mam nadzieje że się Wam spodobają :)



Dawno nie widziałem żadnej zwierzyny w lesie… a no tak jest okres wakacyjny pewnie wyjechały na urlop :)

Widzę że ostatnio podsumowania dokonań z tego sezony są w modzie. Chyba czas dołączyć do tego trendu. W tym sezonie spędziłem na rowerze 307.28 godzin i przejechałem w tym czasie 7903.1 kilometrów.

1h 543min 6sek
Hr avg 126, Hr max 148, dist 46km, spd avg 24km/h ( zaniżona przez przerwy na fotki ), cad avg 94, asc 70, kcal 953, zmęczenie 2

Myśl dnia: Niektóre Bociany to fleje..

Podsumowanie dotychczasowych treningów ... / PIO_TREK

Siedząc sobie przed komputerem postanowiłem podsumować kilometry jakie przejechałem w tym roku na rowerach ...

Pierwsza część sezonu ( grudzień, styczeń, luty i połowa marca ) to treningi na rowerze spiningowy.
W sumie "wysiedziałem" 122h podczas 72 treningów.

Druga część sezonu wykonana na rowerach; MTB i szosowym, przedstawia się następująco;
  • Marzec      / 441,02km  / 14h 54min / 29,597 km/h
  • Kwiecień  / 1327,27km / 43h 43min / 30,355 km/h
  • Maj         / 1377,48km / 50h 53min / 27,062 km/h
  • Czerwiec /   894,76km / 43h 58min / 20,062 km/h
  • Lipiec     / 1042,69km / 37h 06min / 28,068 km/h + 3h na rowerze spiningowym
  • Sierpień /   529,80km / 17h 25min / 30,373 km/h ( ...do 15 sierpnia )

Na 87 treningach przejechałem 5613,02 km w czasie 207h 59min ze średnią prędkością 26,988 km/h

P.S.
Nie wiem czy to dużo, czy to mało? To mój pierwszy sezon "startowy", i mam nadzieję że nie ostatni.
Niech te dane posłużą wyciągnięciu "mądrych" wniosków, w celu osiągnięcia lepszych wyników w przyszłości ...

W czerwcu średnia prędkość dość mocno spadła, bo część treningów przejechałem w tempie rekreacyjnym na urlopie z żoną Kasią :)

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Rozjazd / Mike

Dziś z rana nie bardzo wiedziałem jak się czuje. Nogi niby nie bolały, ale czułem ogólne zmęczenie.
Chciałem dziś wykonać kolejny trudny trening, ale rano postanowiłem najpierw przekonać się jak tam się na rowerze będę czuł i wtedy podjąć decyzje jakie ćwiczenia wykonać.

Co ty pisać szosa i drzewa przy niej :)
Po pierwszych paru kilometrach jasne stało się że dziś raczej na spokojnie. Wczoraj najwyraźniej naprawdę dałem sobie niezły wycisk, więc dziś noga była ciężka i nie chciała kręcić.
Pogada była wyśmienita, mimo zmęczenia ochota do jazdy była więc pojechałem sobie dziś troszkę dłuższą regeneracje :)
Wiatr bo nie sposób o nim nie wspomnieć był dziś z resztą jak zawsze i jak zwykle bardziej przeszkadzał niż pomagał …
Na polach żniwa w pełni, cały ten dzisiejszy trening jak sobie teraz pomyśle był fajniutki i nastrojowy no i spokojny.
Po jakieś godzinie nogi puściły i jak to nastąpiło, rozkręciłem je do 35km/h i tak trzymałem do końca treningu.


Na szosie spokój, bardzo mały ruch i we wsiach pusto na ulicach. W Kuźnicy Zbąskiej zatrzymałem się by z fotografować moje nie zrealizowane marzenie. Od małego marzyłem by mieć domek ze Szrotem Samochodowym przed nim. Móc popołudniami ciąć fury i mieć jubel w ogrodzie… :)
No cóż widocznie tak jak z stawaniem na podium, nie jest mi to pisane.

Marzenie z dzieciństwa :)
Moja ulubiona "Szosa Bólu"
Dziś jechałem tą samą trasą co wczoraj i tak sobie spokojnie pokonując kolejne kilometry doszedłem do wniosku, że ta noc musiała być jakaś specyficzna… Dziś na trasie leżało kilkanaście martwych (potrąconych) zwierzaków, koty, lisy, pies.. Wczoraj ich nie było. Coś sprawiło że tej nocy, bądź poranka były mniej czujne i miały pecha. Smutny widok …

Cholera muszę zwolnić!!!
Jadąc dalej zauważyłem przed sobą rolnika wracającego ze żniw. Musiał być bardzo zmęczony, bo powoli i niepewnie stawiał kroki. Do tego miał trudności z utrzymaniem kierunku … Jak do niego dojeżdżałem to mnie nagle zauważył i się tak wystraszył że wpadł do rowu. Obejrzałem się by sprawdzić czy nie potrzebuje pomocy, ale z typową dla pijanego gracją zbierał się do kupy :)

Praca na roli bywa naprawdę męcząca …

Ta jasne... Akurat nie pojadę! I co mi zrobicie?
Reasumując, trening spokojny, przy pięknej pogodzie, cały no prawie cały w 1 strefie, z przeszkadzającym wiatrem. Dziś zwyczajnie cieszyłem się jazdą na rowerze :)

2h 28min 15sek
Hr avg 140, Hr max 167, dist 81km, spd avg 33km/h, asc 85m, kcal 1745, zmęczenie 4

Dzień 161 / Trening w święto WNMP i Wojska Polskiego / PIO_TREK

Wczorajsza służba była na szczęście spokojna. Zastęp SD-30 (samochód specjalny z drabiną o wysięgu 30m), na którym byłem dowódcą nie wyjechał do żadnego zdarzenia. W rejonie działania JRG-1 w Poznaniu, nie stało się nic takiego, co wymagało by użycia w/w sprzętu.

Dzisiaj w dniu święta Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny oraz święta Wojska Polskiego, wyruszyłem  po pracy w drogę powrotną do domu. Tym razem do połowy drogi czyli do Rokietnicy jechałem wspólnie z kolegą Bartoszem.

Zaraz po wyjeździe ze strażnicy Bartosz narzucił ostre tempo. W szybkiej jeździe pomagał mu rower na wąskich 28" kołach. Nie dałem jednak za wygraną i trzymałem się w jego cieniu :) W ten sposób dojechaliśmy do parku Sołackiego, gdzie tempo naszej jazdy trochę się uspokoiło.

Kolejne kilometry tak jak wczoraj przebiegały szlakiem rowerowym wzdłuż Jeziora Rusałka i Jeziora Strzeszyńskiego, gdzie jechało się przyjemnie w cieniu drzew i w osłonie od wiatru.

Jadąc spokojnie dojechaliśmy do wsi Psarskie i wyjechaliśmy na asfalt pomiędzy przejazdami kolejowymi.
Po ich minięciu urządziłem sobie krótki sprint na pierwszym podjeździe zostawiając za sobą Bartosza.
Na szczycie na niego poczekałem i na zjeździe w stronę Jeziora Kierskiego urządziliśmy sobie kolejny sprint połączony z podjazdem na "górkę" przy kościele w Kiekrzu. I tym razem daleko za sobą zostawiłem Bartosza, ale na jego obronę dodam że jak większość  Polaków jest kolarzem rekreacyjnym nie jeżdżącym regularnie.
Po tym sprincie nastąpił kolejny zjazd i kolejny podjazd, który tym razem pokonałem na twardym przełożeniu i na stojąco. Tuż za podjazdem poczekałem na kolegę i do Rokietnicy jechaliśmy już spokojnym tempem.

Przy dworcu kolejowym Bartosz skręcił w stronę domu a pojechałem dalej ...
Tuż za Rokietnicą wjechałem na Trakt Napoleoński, który doprowadził mnie do miejsca w którym ustawiono brzozowy krzyż. Zatrzymałem się i zrobiłem pamiątkowe zdjęcie ...


W dniu święta Wojska Polskiego krzyż ten ma znaczenie symboliczne. Przypomina mi bowiem brzozowe krzyże ustawiane na grobach poległych polskich żołnierzy, którzy walczyli o to abyśmy dzisiaj mogli cieszyć się wolnością. Cześć ich pamięci !

Kończąc krótki postój połączony z chwilą zadumy, ruszyłem podążając dalej Napoleońskim Traktem, który doprowadził mnie do lasu przed Pamiątkowem. Tuż za nim przejechałem wzdłuż jeziora Pamiątkowskiego i dotarłem do w/w miejscowości.

Z Pamiątkowa przez Baborówko i Kępe dojechałem do Szamotuł. Jadąc asfaltem i słuchając muzyki z MP3, mimo wszystko usłyszałem "znajomy" dźwięk. Uznałem jednak że się przesłyszałem i kontynuowałem jazdę :)
Kończąc trening zatrzymałem się przy garażu i przyjżałem się dokładniej "Marianowi". W czasie oględzin okazało się że pękły dwa aluminiowe nyple w tylnym kole :(

Kulawy "Marian" :(
Coś ostatnio "Marianowi" koła nie domagają, bo po maratonie w czasie czyszczenia roweru też jeden nypel pękł. Chyba niezbędna będzie wymiana aluminiowych nypli na stalowe, być może to rozwiąże problem. Trudność polega na tym że pozostało niewiele czasu, bo maraton w Hermanowie w przyszłą niedzielę a wypadało by jeszcze przetestować rower po takiej naprawie.

P.S.
Jak wspomniałem  wcześniej dzisiaj jest święto Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny, potocznie zwane świętem Matki Boskiej Zielnej. Dlatego w kościołach święci się bukiety polnych kwiatów zebrane z pól naszej pięknej Wielkopolski. Często jadąc rowerem mamy okazję cieszyć oko darami nieba lub darami ...( każdy w to miejsce niech wstawi sobie, co uważa za stosowne ).
A gdyby ktoś miał ochotę, to jadąc rowerem, może nucić sobie Pieśń Maryjną ...  :)

"Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!

Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata.

Ona dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszymi.

Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję!"

W sumie pokonałem 37,70 km w czasie 1h 18min 19sek ze średnią prędkością 29,0 km/h
HR śr 140 , HR max 163 , Spalone kalorie: 1102 kcal
Temp; 22 °C , Wiatr: zach. o prędkości 14 km/h



niedziela, 14 sierpnia 2011

Szybowanie... / Mike

Po trzech przymusowych dniach odpoczynku od roweru, wypełnionych pracą i nerwami, udało się wreszcie wsiąść na rower. Pogoda za oknem słoneczna, wydawało się że nie wieje za bardzo ( jak się później okazało oczywiście wiało i to całkiem całkiem … ), więc spragniony treningu po śniadaniu wyruszyłem w trasę …

Trzy dni bez treningu to o wiele za dużo :)
W planie ćwiczenia mocy i może trochę zabawy na progu mleczanowym. Dojazd do mojej ulubionej w tych okolicach ( Grodzisk Wlkp. ) „Szosy Bólu” z wiaterkiem w plecy i przeszedłem do wykonywania ćwiczeń. Na pierwszy ogień poszły sprinty ( P1 ). Co do samego ćwiczenia i sposobu jego realizacji nie będę się rozpisywał, bo możecie poczytać o tym w dziale „Menu Treningowe”, serdecznie zapraszam :)


Wykonałem 8 serii po 6 powtórzeń a pomiędzy seriami odpoczywałem 4:50sek. Pięć z ośmiu wykonałem pod wiatr. Ostania seria wymagała dużej determinacji po nogi był już solidnie zakwaszone. Po drodze spotkałem trzech kolarzy również na rowerach szosowych. Pozdrowiliśmy się i wymieniliśmy uśmiechami… Nie wiem dlaczego, ale jakoś zawsze widok innego kolarza i pozdrowienia na trasie wywołują u mnie uśmiech na twarzy? Łączy nas ta sama pasja wiec pewnie dla tego :)

Martwi mnie fakt iż na mojej ulubionej trasie treningowej w tym rejonie pojawia się coraz więcej motocyklistów i to tych najgorszych, czyli jeżdżących na ścigaczach. Dobra właśnie ich zaszufladkowałem, a tego się nie powinno robić, ale dla mnie to banda debili. Jeden taki o mało na mnie nie wleciał… nie wiem ile miał na budziku, ale gdybym był na jego pasie to pewnie bym już tego tekstu nie napisał… Na całe szczęście jechałem w drugim kierunku :)

Zaznaczam że do motocyklistów ( tych normalnych ) naprawdę nic nie mam, bo sam sobie pewnie kiedyś motocykl kupię. Ale droga publiczna to nie tor …

Po sprintach urządziłem sobie bufecik, sikanko i wykonałem 20 minutowy rozjazd. A następnie przeszedłem do tempówek interwałowych. Wykonałem 3 tempówki 6 minutowe z 3 minutami przerwy pomiędzy nimi. Tętno w 4 i 5a strefie. Ćwiczenia wykonywałem jadąc pod wiatr. Po sprintach nogi były już mocno zmęczone więc każda tempówka to było droga przez piekło. Ale najważniejsze że udało się je wykonać :) Wszystko jest kwestią determinacji …

Bufecik
W czasie treningu ominął mnie samochód z motolotnią na przyczepie… i wróciły wspomnienia z kursu szybowcowego i z czasów gdy szybowcami latałem. Piękny sport, paradoksalnie bardzo podobny do kolarstwa. Szybownictwo to czysta, nieustana interakcja człowieka z przyrodą. Znajomość przyrody, kierunków wiatrów, umiejętność odnajdywania tzw „kominów” ( noszeń termicznych ), obserwacja zachowania ptaków w locie to podstawowe i nieodzowne elementy warsztatu pilota szybowcowego.
Do tego te przeciążenia i cisza tam u góry… coś pięknego! Wiecie co? Jeszcze wrócę do latania :)

Nie wiem jak Wam, ale mnie ten widok zawsze kojarzy się z nacierającą Dywizją Pancerną :)
Na koniec treningu wykonałem 10km rozjazdu, ale byłem już tak zmęczony że tętno nie spadło poniżej 3 strefy. Dziś naprawdę czuje zmęczenie po treningu. Jutro w trupa ponownie a potem wypoczynek do niedzieli. Maraton w Hermanowie zapowiada się na najtrudniejszy w tym sezonie więc mam zamiar być dobrze wypoczętym :)

3h 06min 33sek
Hr avg 149, Hr max 179, dist 103km, spd avg 32.88km/h, asc 100m, kcal 2265, zmęczenie 9

Myśl Dnia: Latanie to najbardziej podniecająca rzecz jaką można robić w spodniach :)

Dzień 160 / Poranna tempówka do pracy / PIO_TREK

Zgodnie z wcześniejszymi założeniami wstałem dzisiaj o godzinie 5.30. Zjadłem małe śniadanko przebrałem się w stój rowerowy, spakowałem plecak i o 6.05 ruszyłem w stronę Poznania ...

Z Szamotuł przez Kępę  do Baborówka, a następnie do Pamiatkowa. Tam zjechałem z asfaltu i szutrową drogą minąłem jezioro Pamiatkowskie, by nastepnie przejechać przez mały las.
Za lasem wyjechałem na polną drogę, króra miała doprowadzić mnie prosto do Rokietnicy. Niestety na jednym z rostajów dróg, skręciłem nie w tę stronę i dojechałem do Krzyszkowa.

Na szczęście na trasie spotkałem miłą panią z psem na spacerze, która zapytana o drogę do Rokietnicy, poinformowała mnie że muszę się kawałek wrócić się i wjechać na Trakt Napoleoński (mam nadzieję że dobrze zapamietałem nazwę?). Tak jak powiedziała. Tak też zrobiłem i po jakimś czasie byłem już na "przedmieściach" Rokietnicy.

Z Rokietnicy najkrótszą drogą pojechałem przez Kiekrz do wsi Psarskie, gdzie pomiędzy przejazdami kolejowymi wjechałem na szlak rowerowy prowadzacy wzdłuż jezior Strzeszyńskiego i Rusałka.
Droga ta prowadzi przez piekne tereny leśne z dala od ruchu drogowego. Jedynie w połowie drogi mędzy jeziorami, szlak w jednym miejscu przecina ruchliwą ulicę Lutycka by ponownie wjechac do lasu.

Zostawiajac za sobą Rusałkę przejechałem pod nasypem kolejowym i wyjechałem na Golęcinie. Następnie przejechałem pod ulicą Niestachowską i wyjechałem w parku Sołaskim,  gdzie zaczynają się lub kończą znane szlaki rowerowe.

Ostatnie kilometry dzisiejszego treningu to jazda aleją Wielkopolską, ulicą Nowowiejskiego oraz Solną i meta na ulicy Wolnica, gdzie znajdyje sie miejsce mojej pracy czyli Jednostka ratowniczo Gasnicza nr 1.

"Marian" na służbie :)
P.S.
Pogoda dzisiaj była cudowna! Bezchmurne niebo w połączeniu ze wschodzącym na horyzoncie słońcem tworzyły wspaniałą atmosferę na dzisiejszym treningu. Na dworze było bezwietrznie, do tego przyjemnie chłodne powierze sprawiało że jazda jakoś dzisij nie męczyła, a przynajmniej nie dało się tego odczuć. Wszystko to sprawiło że do pracy dotarłem z bananem natwarzy i maksymalnie naładowanymi akumulatorami. To powinien być dobry dzień :) I takiego dnia wszystkim życzę !!!

Miło mi poinformować że z jedenastu strażaków na dzisiejszej służbie, czterech przyjechało do pracy rowerem. Z miejscowości ; Baranowo, Swarzędz, Rokietnica, Szamotuły. Oby tak dalej ...
... a "Poland "jak "Holland" - rowerami będzie stała :)

W sumie pokonałem 39,60 km w czasie 1h 17min 52sek ze średnią prędkością 30,5 km/h
HR śr 150 , HR max 209? , Spalone kalorie: 1229 kcal
Temp; 16 °C , Wiatr: płn. o prędkości 3 km/h

sobota, 13 sierpnia 2011

Dzień 159 / Spokojna przejażdżka / PIO_TREK

Pogoda od samego rana była niepewna. Najpierw słońce, potem ulewny deszcz i ponownie słońce. Wydawało się że z treningu nici. Byłem jednak cierpliwy i cierpliwość została nagrodzona :) Po deszczu przyszło słońce i drogi bardzo szybko przeschły, co było znakiem by wyruszyć na trasę ...

Po wczorajszym długim i męczącym treningu, na dzisiaj zaplanowałem tylko spokojną i krótką przejażdżkę.
Wsiadłem na "Mariana" i z Szamotuł ruszyłem w stronę Szczuczyna a następnie za Twardowem wjechałem do lasu.
Po paru kilometrach wyjechałem na pola, między którymi wije się rzeka Sama. Zatrzymałem się w tym miejscu, bo bardzo zaciekawił mnie widok kilkudziesięciu balotów słomy zawiniętych w białą folię.
Wyglądało to jakby na polu wylądował desant. Pytanie brzmi; Desant czego?

Desant ...

Gdy zrobiłem zdjęcie, ruszyłem dalej i wjechałem ponownie do lasu. W ten sposób dojechałem do Obrzycka, gdzie osiągnąłem półmetek dzisiejszego treningu. Przed mostem na Warcie skręciłem w stronę rynku. Obrzycko to jedno z mniejszych miast w Wielkopolsce, a ma na rynku jeden ogródek piwny !
Szamotuły natomiast to stolica powiatu, a o ogródku piwnym na rynku mogą tylko pomarzyć :)
Zasmucony tym faktem ruszyłem z rynku w stronę Brączewa. Od Obrzycka przez Bręczewo do samego Jaryszewa droga prowadziła asfaltem, mogłem wiec jechać spokojnie i równo bez podcinania nóg. Zgodnie z dzisiejszymi założeniami.
Przed Jaryszewem zatrzymałem się przy lądowisku na którym stoi samolot gaśniczy "Dromader" i zrobiłem kolejne zdjęcie ...

Samolot gaśniczy Dromader w pogotowiu ...
Po kolejnym krótkim postoju przejechałem przez Jaryszewo a następnie ponownie wjechałem do lasu. Leśnymi duktami przejechałem przez wieś Sycyn i wyjechałem w Piotrówku. Tam ponownie poczułem asfalt pod kołami, który doprowadził mnie do domu w Szamotułach.

Dzisiejszy trening miał być swego rodzaju regeneracją, po wczorajszym treningu. Jutro rano, o ile nie będzie mocno padać zamierzam wykonać na "Marianie" długą tempówkę do pracy w Poznaniu.
Po drodze będę się starał złapać kolegów jadących na rowerach do pracy z Rokietnicy i Baranowa :)

W sumie pokonałem 31,70 km w czasie 1h 08min 31sek ze średnią prędkością 27,9 km/h
HR śr 132 , HR max 149 , Spalone kalorie: 886 kcal
Temp; 23 °C , Wiatr: płd-zach. o prędkości 13 km/h