piątek, 11 listopada 2011

Dzień 199 / Święto Niepodległości , Chojno - Szamotuły / PIO_TREK

W dniu Święta Niepodległości postanowiliśmy z Kasią sprawdzić jak wygląda jesień nad jeziorem Radziszewskim w Chojnie. Przy okazji zapakowaliśmy do samochodu "Mariana", bym później mógł nim wrócić do domu. Na miejsce dotarliśmy przed południem  i poszliśmy na krótki spacer nad jezioro ...

Nauczyłem "Mariana" chodzić grzecznie przy nodze ...

... a On nauczył mnie jak "pewnie" stać w miejscu :)

Gdy nasz wspólny jesienny spacer dobiegł końca, pożegnałem się z Kasią, która ruszyła w drogę powrotną do domu samochodem, a ja ruszyłem rowerem.

Na początku ruszyłem w kierunku wsi Chojno, mijając po drodze "dzielnicę" Suchy Las ...


Za Chojnem skręciłem w lewo do lasu i "na czuja" zmierzałem w kierunku Mokrza. Jak widać po mapie, szło mi to; raz lepiej, raz gorzej :) Suma-sumarum, w końcu dotarłem do Mokrza, gdzie przeciąłem linię kolejową Poznań-Szczecin i żółtym szlakiem podążałem do Wronek.

Po drodze spotkałem myśliwych, którzy czekali aż nagonka wypłoszy im zwierzynę z młodnika. Zatrzymałem się i zapytałem jednego z nich; Czy mogę mu zrobić zdjęcie ze sztucerem? Niestety Pan spojrzał na mnie dziwnie i odmówił :( Pewnie przez to że, nie zdając sobie sprawy z tego ze mam słuchawki w uszach i słucham muzyki, zadałem owy pytanie krzycząc :)

Ruszyłem więc dalej tam gdzie prowadził mnie żółty szlak. Tuż przed Wronkami zatrzymałem się jeszcze przy leśnej przystani ...


Z Wronek, moją stałą trasą przez las przejechałem do Obrzycka. Później za miastem zatrzymałem się na starym przejeździe kolejowym, by wysłać sms-a do Kasi że może już przygotowywać obiad.

Nic dodać, nic ująć. Po prostu; Złota Polska Jesień :)
Z Obrzycka przez kobylnickie lasy przejechałem do Twardowa, a następnie do Szczuczyna ...

Gdzie ku mojemu zdziwieniu, na kilku budowach ludzie pracowali jak w dzień powszedni!
Czyżbyśmy nie potrafili świętować, tak jak inne narodowości, tylko każdą wolną chwilę wykorzystujemy na pracę? Myślę że z patriotyzmem jest u nas słabo, a jak jest to w dużych miastach i raczej na pokaz.
Pewnie w razie wojny nie było by komu walczyć za Ojczyznę. Każdy obracałby się tylko na siebie!
Ale czego się dziwić, jak od wielu lat każdy tylko patrzy jak wymigać się od wojska. Strzelać to umiemy się tylko w grach komputerowych, albo w paintballu ...

"Jeszcze Polska nie zginęła! Póki ..." ??? No właśnie póki co ???

Ostatnie kilometry pokonałem ze Szczuczyna do Szamotuł, gdzie pod domem zakończyłem trening niepodległościowy. A po wszystkim; gorąca kąpiel, tradycyjny polski obiad ( fish & chips :) ) a na deser rogal
święto-marciński i kawa ...

Ślad treningu na sport-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/d41mqilqk96qmni6

W sumie pokonałem 49,10km w czasie 2h 00min 03sek ze średnią prędkością 24,50 km/h
HR śr. 138 , HR max. 162. Spalone kalorie; 1087 kcal , Przewyższenie; 230m , Kadencja śr. 81
Temp. śr. 4 st. C.

czwartek, 10 listopada 2011

Dzień 198 / ... bez celu, po lesie i nie tylko / PIO_TREK

... na jeden z ostatnich treningów ruszyłem przed siebie do lasu. Nie zakładałem konkretnej trasy. Na początku tak jak zwykle pojechałem przez Szczuczyn, Twardowo oraz kobylnickie lasy do Obrzycka, gdzie przed torami "zawróciłem" i skierowałem się w stronę Sycyna.

Jechałem jak na mnie raczej spokojnie, cieszyłem się promykami słońca, suchym podłożem, na twarzy czułem powiew chłodnego albo raczej zimnego, polarnego powietrza. Meteorologiem nie jestem, ale myślę że śnieg jest bliżej niż nam się wydaje :)



Tak rozmyślając; o tym i o tamtym, dojechałem do szkoły w Sycynie, gdzie po dzieci przyjechał właśnie "gimbus". Minąłem je szybko, gdy krzyczały; "O! kolarz! :)" i skierowałem się w stronę wsi Ludwikowo.
Ostatnia część dzisiejszej wycieczki przebiegała obok ogródków działkowych "Łowiza", następnie przez Nowy Folwark do Szamotuł. Na "ostatniej" prostej urządziłem sobie jeszcze dwa długie sprinty, po których zameldowałem się w domu.

P.S.
Dziś rano na koniec służby wydarzył się w moim rejonie działania tragiczny wypadek. Po zderzeniu z innym samochodem, BMW ( Bez Mózgu We łbie, może to stereotyp, których staram się unikać, ale nie mogłem się oprzeć! ) prowadzone przez 19-to latka wpadło na stojące przy przejściu dla pieszych dwie osoby, które na skutek odniesionych obrażeń zmarły :(

Niby wypadek jakich wiele, ale ten choć nie bylem na nim osobiście, zapadł mi jakoś w pamięć i nie dawał spokoju. Tym bardziej że po powrocie do domu, w TV usłyszałem że;

"Wtedy gdy czekając na przejściu 30-latek został śmiertelnie potracony przez samochód, jego żona weszła na chwilę do cukierni obok, by kupić dla nich rogale święto-marcińskie!"

Jesteś, a za chwilę cie nie ma ! :( Jeden wypadek, a kilka ludzkich tragedii!
Żyjmy więc tak, jakby ten dzień miałby być naszym ostatnim! Każdy tak, jak ma na to ochotę ...

Przepraszam że zaśmiecam bloga takimi wywodami, ale strasznie mnie to męczyło.

Ślad treningu na sport-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/54cm47chu9k804j8

W sumie pokonałem 32,80km w czasie 1h 18min 47sek ze średnią prędkością 24,90 km/h
HR śr. 138 , HR max. 162. Spalone kalorie; 1087 kcal , Przewyższenie; 210m , Kadencja śr. 80
Temp. śr. 7 st. C.

wtorek, 8 listopada 2011

Dzień 197 / Między wsiami dookoła Szamotuł / PIO_TREK

Pomysł na dzisiejszy trening przyszedł mi po spojrzeniu na mapę. Postanowiłem wtedy, że przejadę się dookoła Szamotuł, zakreślając pętlę pomiędzy  wsiami położonymi najbliżej mojego rodzinnego miasta.

W samo południe wskoczyłem więc na "Mariana" i ruszyłem w kierunku wsi Ludwikowo, za którą skręcając w prawo w stronę ogródków działkowych "Łowiza" rozpocząłem pętlę. Trasa przebiegała kolejno przez;

Szamotuły - Ludwikowo - Nowy Folwark - Gąsawy - Kępa - Piaskowo - Myszkowo - Przyborowo - Przyborówko - Gałowo - Jastrowo - Śmiłowo - Gaj Mały - Szczuczyn - Grabówiec - Piotrkówko - Ludwikowo - Szamotuły

P.S.
Pogoda nadal piękna :)

Ślad treningu na sport-tracker.com ( tym razem niestety zerwany );
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/eq3n7782r4ogdgcc

W sumie pokonałem 41,40km w czasie 1h 26min 54sek ze średnią prędkością 28,80 km/h
HR śr. 149 , HR max. 166. Spalone kalorie; 1361 kcal , Przewyższenie; 145m , Kadencja śr. 86
Temp. śr. 13 st. C.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Dzień 196 / Runda po "klasycznej pętli" / PIO_TREK

Jakoś tak się ostatnio składało, że na treningach korzystałem tylko z roweru MTB czyli "Mariana".
Jednak dzisiaj zatęskniłem za szosą, a że pogoda także sprzyjała, nie pozostało nic innego jak ruszyć wspólnie w drogę. Trening / przejażdżkę wykonałem na mojej "klasycznej pętli" na której kiedyś codziennie trenowałem. Jednak dzisiaj przejechałem ja przeciwnie do ruchu wskazówek zegara;

Szamotuły - Obrzycko - Piotrowo - Wronki - Ostroróg - Lipnica - Szamotuły

Całą trasę starałem się przejechać w miarę mocno, ale nie na maksa. Niestety trochę przeszkadzały mi w tym zużyte bloki, przez które co jakiś czas stopy wypadały mi z pedałów i uniemożliwiały płynną pracę nóg. Będę musiał dopisać bloki do listy zapotrzebowania na przyszły rok :) Tylko co na to "współ-sponsor" ?

W połowie trasy zatrzymały mnie opuszczone szlabany na przejeździe kolejowym we Wronkach ...


Nadal utrzymuje się piękna pogoda, jednak sikorki po drodze śpiewały że to już ostatnie dni. Z drugiej strony może być zimno, bo zawsze można się cieplej ubrać. Jednak lepiej żeby nie padało, bo trening w zimnym jesiennym deszczu do przyjemnych nie należy.

Tak jak w roku ubiegłym, przygotowania zimowe mam zamiar przeprowadzić na rowerze spiningowym, ale będę trzymał kciuki za pogodę żeby sprzyjała wszystkim trenującym na dworze !!!

Zgodnie z założeniami treningowymi na ten rok, do przejechania pozostały mi jeszcze cztery dni, żeby dobić do 200 dni treningowych i zakończyć sezon 2011. Wtedy przyjdzie czas na podsumowanie i rozliczenia, a następnie 2-3 tygodnie zupełnego odpoczynku od roweru i planowanie sezonu 2012.

Ślad treningu na sport-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/d71m7s4vlts62mmj

W sumie pokonałem 53,90km w czasie 1h 39min 27sek ze średnią prędkością 32,50 km/h
HR śr. 155 , HR max. 170. Spalone kalorie; 1642 kcal , Przewyższenie; 180m , Temp. śr. 12 st. C.

sobota, 5 listopada 2011

Dzień 195 / ... na przystań w Stobnicy. / PIO_TREK

Myślałem że dzisiaj nie uda mi się wyskoczyć na rower, jednak bardzo szybko uporałem się z wykopaniem korzenia wiśni na działce u mamy, dzięki czemu zyskałem trochę cennego czasu.

Wróciłem więc szybko do domu, przebrałem w ciuchy rowerowe i ruszyłem w trasę. Jako cel podróży obrałem sobie Stobnicę, a właściwie przystań kajakowo-jachtową nad Wartą.

Z Szamotuł wyruszyłem chwilę po godzinie dwunastej i wybrałem klasyczny dojazd do Obrzycka, a więc przez Szczuczyn, Twardowo i kobylnickie lasy. Z Obrzycka w najkrótszy sposób, asfaltem przez Zielonągórę do Stobnicka, gdzie podjechałem sobie ściankę, a nas "szczycie" pstryknąłem fotę ...


Ze Stobnicka szybko do Stobnicy, a następnie zjazd nad Wartę i sesja zdjęciowa na przystani ...


Nie wiem czy przystań jest miejscem ogólnodostępnym, czy też prywatny. mnie udało się na nią wjechać bez przeszkód, nie było żadnej bramy ani płotu. Nie spotkałem tez żadnej żywej duszy, by zapytać o szczegóły.

Jest to miejsce które można wykorzystać zarówno do turystyki kajakowej jak i rowerowej, ponieważ wyposażone jest w wiaty; pod jedną można schować sprzęt, pod drugą jest stół i ławki, a tuż obok znajduje się miejsce na ognisko z paleniskiem.A jak ktoś lubi to z małego pomostu może łowić rybki. Czego chcieć więcej? :)

Kiedy już obejrzałem wszystko dookoła, ruszyłem w drogę powrotną do domu. Ponownie rzez Stobnicko, Zielonągórę dotarłem do Obrzycka, a następnie cały czas asfaltem przez Brączewo do Jaryszewa.
Ostatnia część dzisiejszej wycieczki prowadziła lasami z Jaryszewa przez Sycyn do Piotrkówka, i znowu asfaltem do Szamotuł.

P.S.
Podczas dzisiejszej wycieczki stwierdziłem że podniecają mnie chyba wiadukty kolejowe, bo w jakiś dziwny i bliżej niewyjaśniony sposób przyciągają mnie do siebie :) Może w poprzednim życiu byłem Ernestem Malinowski, który zbudował kolej transandyjską? A swoją drogą fajnie było by ją kiedyś zobaczyć na żywo!

Ślad treningu na sport-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/995jo90tlehg3t3s

W sumie pokonałem 50,50km w czasie 1h 58min 52sek ze średnią prędkością 27,90 km/h
HR śr. 149 , HR max. 165. Spalone kalorie; 1698 kcal , Przewyższenie; 195m , Kadencja śr. 86
Temp. śr. 13 st. C.

piątek, 4 listopada 2011

Dzień 194 / Wiadukt koło Chrzypska Małego / PIO_TREK

Po przejeździe TTR-N nie miałem jakoś czasu wyskoczyć na rower. a to służba, a to Wszystkich Świętych, a to znowu inne obowiązki :( Dobrze że jestem już po typowym sezonie treningowym i nie muszę się napinać :)

Dzisiaj po służbie znalazłem w końcu czas i wyskoczyłem na dłuższą wycieczkę. Jako cel obrałem sobie nieczynny wiadukt kolejowy koło Chrzypska Małego, a jako środek lokomocji wybrałem "Mariana".
Na początku ruszyłem standardową trasą z Szamotuł przez Gałowo, Jastrowo a następnie lasami mijając Ostrolesie i Koźle dojechałem do Zajączkowa. Gdy wjechałem na asfalt skręciłem w lewo i fragmentem "Szlaku Stu Jezior" przejechałem do wsi Gnuszyn, gdzie odbiłem na Chrzypsko Małe a potem przejeżdżając przez tę wieś dojechałem do celu mojej wycieczki.

Pierwszą część trasy postanowiłem przejechać mocno i szybko, by po paru dniach odpoczynku choć trochę się spocić. Po przejechaniu 34,5 kilometra w 1h 7min, zameldowałem przy wiadukcie. Tam wdrapałam się na nasyp i pstryknąłem parę fotek ...


Kiedy zwiedziłem jedną stronę wiaduktu zszedłem na dół, przeprawiłem się po prowizorycznej kładce nad przepływającym w tym miejscu strumykiem i zwiedziłem drugą stronę budowli ...

Widok z nasypu na Chrzypsko Małe.
Zwiedzanie zakończyłem bufetem ( napój + baton zbożowy ) po czym ruszyłem w drogę powrotną do Szamotuł. Przebiegała ona przez Gnuszyn, Nojewo do Zajączkowa, jednak tym razem pojechałem w stronę Wielonka, a następnie do wsi Zapust ...

Ten krzak tak mnie zachwycił, że musiałem zrobić mu zdjęcie :)
Na koniec wycieczki przedostałem się do wsi Rudki i przez Jastrowo, Gałowo wróciłem do Szamotuł.

Ślad treningu:
Część 1; http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/4dmqvincs6ge5gqc
Część 2; http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/1epk4iikgl81g1h9

W sumie pokonałem 72,50km w czasie 2h 38min 02sek ze średnią prędkością 27,70 km/h
HR śr. 159 , HR max. 177. Spalone kalorie; 2732 kcal , Przewyższenie; 355m , Kadencja śr. 88
Temp. śr. 12 st. C.

Cześć ich pamięci / Mike

By tradycji stało się za dość wczoraj jak co roku udałem się w lasy nieopodal Jaryszewa, by odwiedzić mogiły pomordowanych przez Hitlerowców mieszkańców tych okolic, i zapalić świeczkę ku ich pamięci.
Pod Jaryszewem w dwóch zbiorowych mogiłach leży w sumie około 1100 osób, głównie mieszkańców okolicznych wsi. W Latach 1939-1945 padli oni ofiara chorej faszystowskiej ideologii. Bydlakom nawet nie chciało się za daleko w las jechać, bo mogiły usytuowane są w odległości mniej więcej kilometra od wsi Jaryszewo.

W chwili obecnej mogiły są ładnie utrzymane, posiadają tablice upamiętniające tę zbrodnie, flagi narodowe i kamienny krzyż. O całość dbają okoliczni mieszkańcy, nawet w środku surowej zimy jest utrzymany porządek i zawsze palą się jakieś znicze …
Jeżeli ktoś odczuwa potrzebę spełnienia naszego patriotycznego obowiązku i chciałby oddać pamięć pomordowanym najłatwiej będzie przez Obrzycko dotrzeć do Jaryszewa i tam zaraz za skrętem na osadę Ameryka rozpoczyna się oznakowana „ścieżka” prowadząca do mogił. W tym miejscu można zostawić samochód ( no chyba ze jedziemy rowerem :) ) i po 15 minutowym spacerku jesteśmy we właściwym miejscu.

Zdjęcia pozostawiam bez komentarza …

środa, 2 listopada 2011

Dzień 193 / TTR-N odcinek północny / PIO_TREK

Końcówkę udanego sezonu rowerowego 2011 postanowiłem uczcić wspólnie z Mike-m oraz innymi  zainteresowanymi kolarzami, poprzez przejechanie w ciągu jednego dnia całego północnego odcinka Transwielkopolskiej Trasy Rowerowej z Okonka do Poznania.

Poprzez bloga GPBT umówiliśmy się na niedziele 30.10.2011. Spotkaliśmy się o godzinie piątej rano na Dworcu Głównym PKP w Poznaniu, skąd pociąg miał nas przetransportować do Okonka, czyli na początek TTR-N.

O dziwo! Jak na tak wczesną porę dnia, do trzech czynnych kas biletowych stały już pokaźne kolejki, więc kupno biletów zajęło nam trochę czasu. Ale niektórym, jak na przykład Gaborowi, dodatkowo utrudniła to zmiana czasu z letniego na zimowy. Przestawiając czas w komórce i ustawiając budzik, musiał nieźle namieszać. Dlatego trochę zaspał i na ostatnią chwilę wpadł z rowerem na dworzec, a bilet kupował już u konduktora w pociągu.

W międzyczasie wraz z resztą ekipy zapakowaliśmy rowery na końcu składu pociągu, po czym każdy poszedł znaleźć sobie miejsce do siedzenia. Wspólnie z Mike-m, Stanisławem i panem Jackiem siedzieliśmy w "klimatyzowanym" przedziale, pilnując rowerów ...

Ścieśniaj! Ścieśniaj! :)
Pociąg wyjątkowo jak na standardy PKP ruszył z peronu dokładnie z rozkładem, i o godzinie 5.36 rozpoczęliśmy podróż do Okonka, czyli na miejsce startu naszej wyprawy. Jazda upływała w miłej atmosferze, z nowo poznanymi kolegami rozmawialiśmy na tematy rowerowe i nie tylko. W miedzy czasie naładowaliśmy nasze akumulatory węglowodanami, zjadając zabrane z domu różne pochodne makaronów.

PKP zaskoczyło nas tego dnia po raz drugi, kiedy na peron w Okonku wjechaliśmy zgodnie z rozkładem o godzinie 8.21. Na miejscu czekali już na nas czterej koledzy ze Złotowa, którzy postanowili nam towarzyszyć w pierwszej części wyprawy ...

Na dworcu w Okonku.
Z dworca PKP musieliśmy podjechać kawałek do miejsca w którym ma swój początek TTR-N.
Przed startem stanęliśmy wszyscy do pamiątkowego zdjęcia naszej czternastoosobowej ekipy w składzie ...

Ekipa poznańska;
Jacek Wichłacz, Marek Jeszka, Paweł Weber, Gabor Sass, Wojtek Sołtys, Stanisław Walkowiak, Demon, Filip, Mike, PIO_TREK

Ekipa złotowska;
Marek Dereszkiewicz, Wiesław Fidurski, Jan Biela, Sławek Dereszkiewicz

Na starcie; 12 osób na zdjęciu + 2 za obiektywem :)

Mapa z przebiegiem trasy.
Początek trasy i pytanie; Czy damy rade?
Kiedy ruszyliśmy około godziny 8.30 w powietrzu utrzymywała się jeszcze gęsta mgła. Niestety już na pierwszych kilometrach ekipa zaczęła rwać się na części. Z przodu mocno ciągnęli koledzy ze Złotowa, natomiast z tyłu mocno odstawał Filip, który chyba postanowił udowodnić sobie że da rade przejechać dystans 200 kilometrów na rowerze miejskim z koszykiem.

Próbowałem ratować sytuacje i zatrzymałem się by poczekać na Filipa, a następnie dociągnąć go do reszty ekipy. Czekałem! Czekałem! a kolega nie nadjeżdżał. Później okazało się że zawrócił na stację do Okonka :(
Najciekawsze w tym wszystkim jest to że, Filip pozostawił w domu sprawny rower MTB w rozmiarze 29''

W miedzy czasie, stojąc samotnie na drodze zrobiłem zdjęcie konia w gęstej mgle, bo to przecież taki rzadki widok :)

Koń jaki jest każdy widzi :)
Znudzony czekaniem ruszyłem w pogoń za resztą ekipy. Nie mogliśmy sobie przecież pozwolić na zbyt duże straty czasowe oraz zbyt wolne tempo jazdy, bo przed nami był jeszcze szmat drogi, a dzień przecież o godzinę krótszy.

Wkrótce dojechałem do skrzyżowania, gdzie czekali na mnie pozostali kolarze by kontynuować wspólną jazdę ...

A gdzie jest Filip?
Od tego momentu tempo trochę wzrosło i coraz szybciej pokonywaliśmy kolejne kilometry trasy.
Wkrótce dotarliśmy do pierwszej atrakcji nanaszym szlaku, którą był zniszczony most na rzece Gwdzie ...

Historia mostu w "pigułce", bo Mike zabronił mi dodawania długich opisów :)
Most zrobił na nas duże wrażenie, jednak przed nami była daleka droga i musieliśmy ruszyć dalej.

Jadąc lasami każdy z nas poznawał się na wzajem z innymi, nie znanymi wcześniej uczestnikami wyprawy. Kilometry uciekały co raz szybciej, i wkrótce przyszedł czas rozstania z kolegami ze Złotowa, którzy we wsi Piecewo odbili w stronę swojego rodzinnego miasta. My natomiast pojechaliśmy w stronę Skórki, gdzie zatrzymaliśmy się na przejeździe kolejowym ...


Podczas postoju Mike zauważył pękniętą szprychę w tylnym kole. Naprawa szprychy na miejscu nie była możliwa, więc zagiął ją w 'klucz wiolinowy", wsiadł na rower i kontynuował jazdę ...

Awaryjne zaplatanie pękniętej szprychy a'la Mike :)

Ze Skórki żwawo podążamy naprzód i wkrótce docieramy do Piły, gdzie zatrzymujemy się przy dworcu kolejowym ...

Perełka wśród dworców kolejowych :)
W tym miejscu pożegnaliśmy się z Demonem, który jadąc w jeansach i czapce z daszkiem (bez urazy!), dzielnie trzymał koło w peletonie! Niestety stwierdził że dalsza jazda jest ponad jego siły i nie ma sensu.
Udał się na dworzec, by najbliższym pociągiem wrócić do Poznania.

A ja wraz z resztą ekipy, postanowiłem zorganizować sobie pierwszy dłuższy postój w pobliski barze o wielu tajemniczo brzmiących nazwach; Win Race , China Wok Bar :)


Kiedy wszedłem do środka baru, przypomniały mi się "Kuchenne rewolucje". Postanowiłem nie ryzykować i zamówiłem tylko kawę. Inni uczestnicy podróży wykazali się większą odwagą i zamówili do jedzenia typowe dania kuchni chińskiej; pierogi ruskie , zapiekanki :)

Wypoczęci, napici i najedzeni ruszyliśmy dalej. Nie wiem co było w tych posiłkach, ale jak po wyjeździe z Piły wyszliśmy na zmiany to tempo było zawrotne. Jak zwykle lokomotywa ciągnącą pociąg był Josip, który nie pozwalał nikomu wyjść na czoło! On jechał swoje, a my z tyłu doszliśmy wspólnie do wniosku że; Zostawił włączone żelazko i spieszy się o domu :) Żarty żartami, ale trzeba przyznać Wojtek że masz nogę !

Kilometry uciekały, a nam w końcu dało się spotkać ze Zbyszkiem i Wojtkiem Wiktorami, którzy mieli do nas dołączyć już w okolicach Skórki. Jednak okolice Piły tak ich zauroczyły, że postanowili je najpierw całe objechać, a później dołączyć do naszego peletonu :) 

Po paru kilometrach wspólnej jazdy przyszedł czas by pójść "za potrzebą" i zrobiliśmy sobie mały postój ...


... po którym bracia "W" wyszli na czoło i rozpoczęli swoja ciężka pracę. To naprawdę robiło wielkie wrażenie, kiedy Zbyhoo ciągnął całą naszą drużynę ze "spadochronem" na plecach! W w/w plecaku miał podobno 5kg ziemniaków z "ubiegło-nocnego" ogniska :)

Wkrótce dojechaliśmy do Trzcianki, gdzie na jednym z rond trochę pogubiliśmy drogę. Zatrzymaliśmy się akurat przy kościele, budząc wielkie zainteresowanie wychodzących po mszy parafian. kiedy Mike odszukał na mapie właściwą trasę, wsiedliśmy ponownie na nasze rumaki i skierowaliśmy się w stronę Czarnkowa. 

Do nadnoteckiego miasta dotarliśmy sprawnie po pokonaniu około dwudziestu kilometrów, i przy sklepie Żabka urządziliśmy sobie kolejny dłuższy postój w trakcie którego napełniliśmy m.in. nasze bidony ...


Wyjeżdżając z Czarnkowa nie mogłem sobie odmówić, by nie pojechać na 14% ściankę. Z mojej propozycji skorzystali jeszcze Wojtek W. i Stanisław. Starałem się pojechać w miarę mocno, ale to jak ją podjechał Wojtek ( pewnie na ćwierć gwizdka? :) ), zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Na prawdziwych zawodach pewnie by mu się z pod tylnej opony dymiło :) Po prostu ogień! I powiem wam że gość w pełni zasłużenie jeździ w stroju reprezentacji polski juniorów!

Gdy zjechaliśmy ze ścianki, uformowaliśmy ponownie cały peleton i ruszyliśmy w stronę okolic wsi Dębe. Trasa prowadziła droga wypłukaną przez spływająca po ulewach wodę. Był to najtrudniejszy fragment dzisiejszego przejazdu, który z trudem udało się przejechać, choć momentami trzeba było rower prowadzić.

Po jakimś czasie dotarliśmy do wsi Prusinowo, gdzie wjechaliśmy na drogę asfaltową. Niby powinno być łatwiej, ale wyjechaliśmy na otwarty teren i w jeździe trochę przeszkadzał wiatr. Na czele niezmiennie pracowali Zbyszek, Wojtków dwóch oraz Marek. Mijając kolejne wsie; Jędrzejewo, Młynkowo, Tarnówko, Zielonagórę, Obrzycko dotarliśmy do leśniczówki Daniele. 

Czekała tam na nas Agnieszka z ciepłą kawą i herbatą. Usiedliśmy więc wspólnie przy drewnianym tipi 
( a może Wigwamie? :) ) i odpoczęliśmy trochę w trakcie ostatniego tego dnia długiego postoju. Mike przygotował dla wszystkich miłą niespodziankę, wręczając każdemu z uczestników, firmowy kubek Parku Wodnego "Octopus" w którym mogli wypić w/w napoje ...


Czas upływał, a na dworze robiło się co raz ciemniej i co raz zimniej. Dlatego każdy z nas postanowił się ubrać trochę cieplej, a także wyposażył swojego rumaka w niezbędne oświetlenie. Niektórzy imponowali naprawdę potężnymi źródłami światła.

W zapadającym zmroku ruszyliśmy na ostatni odcinek naszej trasy. Minęliśmy most w Brączewie, jednak nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi. każdy chciał już jak najszybciej dotrzeć do mety. Myślę że gdyby było wcześniej, jaśniej i cieplej to każdy z przyjemnością obejrzałby to miejsce dokładniej. Może następnym razem :)

Po kilku kilometrach dojeżdżaliśmy do Szczuczyna, a ja postanowiłem zadzwonić do Mamy, która prosiła o wiadomość jak będziemy przejeżdżali przez Szamotuły. W grodzie Halszki przejechaliśmy przez rynek i skierowaliśmy się na ulicę Sportową.

Jadąc ścieżką rowerową, niespodziewanie przy markecie Polo czekał na nas komitet powitalny w składzie;
moja Mama, ciocia Helena, żona Kasia, przyjaciółka Ania, siostrzenica Agnieszka oraz kuzynka Sylwia z dziećmi Adą i Konradem, zorganizowany na szybko przez moją szaloną mamę :)

Dziękujemy za wsparcie, które bardzo przydało się na ostatnich kilometrach trasy !!!

Z Szamotuł cały jadąc czas drogami asfaltowymi przez; Kępę, Baborówko, Pamiątkowo, Przecław, Żydowo, Rokietnicę i Kiekrz dotarliśmy do przejazdów kolejowych we wsi Psarskie.

W tym miejscu wjechaliśmy na ścieżkę rowerową która prowadzi wzdłuż jeziora Strzeszyńskiego i jeziora Rusałka. I muszę powiedzieć że jazda przez te tereny w świetle rowerowych lampek robiła niezapomniane wrażenie! 

W ten sposób dotarliśmy do końca TTR-N w Parku Sołackim, jednak zgodnie z wcześniejszymi założeniami naszą dzisiejszą wycieczkę postanowiliśmy zakończyć na ulicy Półwiejskiej przy Starym Marychu. Na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i obiecaliśmy sobie kolejną wspólną wyprawę ...

Dziewięciu wspaniałych na zdjęciu, plus jeden za obiektywem :)
Udana wyprawa szczęśliwie dobiegła końca, i każdy jako pamiątkę otrzymał  atlas turystyczno-drogowy wielkopolski , po czym wszyscy szczęśliwie rozjechali się do swoich domów. Natomiast ja z Mike-m pojechałem na Dworzec Główny PKP by zapakować się z rowerami do samochodu i wrócic do Szamotuł.

"To już jest koniec i nie ma już nic..." :)
P.S.
Z mojej strony składam wielkie uznanie dla wszystkich uczestników wyprawy, bo dla każdego z nas  było to wielkie wyzwanie !!! Zwłaszcza o tej porze roku.
  1. Szczególne uznanie dla najstarszego uczestnika pana Jacka Wichłacza, który przez całą wyprawę był jej mocnym ogniwem !  
  2. Dla Mike-a za pomysł, realizację wyprawy oraz bezbłędną nawigację :)
  3. Dla Zbyszka i Wojtka W. za wspaniałą pracę na czele peletonu, po "nie przespanej" nocy :)
  4. Dla Josipa, który spieszył się do niewyłączonego żelazka, ciągnąc "nieświadomie" cały peleton :)
  5. Dla Pawła i Stanisława, którzy nie wierząc do końca w swoje możliwości dzielnie pokonali cały dystans!
  6. Dla Gabora za zabójcze poczucie humoru i wielka pogodę ducha :)
  7. Dla Agnieszki za ciepłą kawę, herbatę oraz wyjątkowe "loki" :)
  8. Dla ekipy ze Złotowa za mocny początek i wspólną jazdę.
  9. Dla Marka, który pracował na czele właśnie wtedy kiedy była tak potrzeba.
  10. Dla Demona za własny luzacki styl i utrzymanie tempa grupy jadąc w jeansach!
  11. Dla Filipa za samo podjęcie próby przejazdu TTR-N na rowerze miejskim ...
Kolejność wymienionych osób jest przypadkowa :)

Dziękuje że mogliśmy to razem przeżyć! Do zobaczenia na następnej wyprawie !

PIO_TREK

Ślad trasy na sports-tracker.com;
http://www.sports-tracker.com/#/workout/Piotrek19754/dtgl76ilc6rlc2ne

W sumie pokonałem 215,00km w czasie 8h 24min 07sek ze średnią prędkością 25,60 km/h
HR śr. 146 , HR max. 179. Spalone kalorie; 7643 kcal , Przewyższenie; 805m , Kadencja śr. 82
Temp. śr. 11 st. C.