środa, 12 października 2011

Dzień 185 / Asfalt , piach , błoto ... / PIO_TREK

Niestety pogoda robi się coraz gorsza i nie sprzyja treningom czy tez przejażdżką rowerowym. Wczoraj cały dzień padał deszcz więc odpuściłem sobie wypad na trening, bo skończyłoby się to kompletnym przemoczeniem a być może nawet chorobom.

Dzisiaj sytuacja pogodowa uległa poprawie. Co prawda niebo nadal pokryte jest chmurami, ale bardzo często przebija się przez nie słońce, więc ulice i chodniki za oknem są suche. Ubrałem się w długi strój rowerowy i czapkę pod kask, bo mimo że raz po raz świeciło słońce to także dość mocno wiało.

Gdy byłem już gotowy do drogi wsiadłem na "Mariana" i ruszyłem w drogę. Dzisiaj postanowiłem pojechać do lasu, na trasę której dawno nie odwiedzałem;

Szamotuły - Piotrkówko - Sycyn - Obrzycko - Wronki - Obrzycko - Sycyn - Piotrkówko - Szamotuły

Pierwsze kilometry to dojazd asfaltem do wsi Piotrkówko, a następnie prawie cały czas lasami do Wronek. Niestety pomiędzy Obrzyckiem a Wronkami z lasów wywożone jest drewno a ciężkie ciężarówki kompletnie zniszczyły leśne dogi. Na domiar złego po wczorajszych opadach na trasie zalegało też trochę błota.
Można jednak uznać że cały sezon przejechałem "suchą stopą", więc odrobina dzisiejszego błota wcale mnie nie zmartwiła :)

Całą trasę starałem się przejechać dość mocno, można powiedzieć że prawie w wyścigowym tempie.
Jednak zalegające błoto, a miejscami także piach oraz dość silny wiatr mocno utrudniały uzyskanie wysokich prędkości. Mimo to trening uznaję za udany i cieszę się z kolejnych przejechanych kilometrów.

P.S.
Na zakończenie udanego sezonu chcieliśmy wspólnie z Mike oraz każdą chętną osobom, przejechać; Północny odcinek Transwielkopolskiej Trasy Rowerowej ( TTR-N ) z Okonka do Szamotuł ( ok.156km ).
Pogoda się popsuła i jest trochę niestabilna, ale być może uda się jakoś zgrać terminy i znaleźć chętnych do wspólnej wyprawy? Czas pokaże :)

Czytasz bloga! Podoba Ci się nasz pomysł! Daj znać w komentarzu do posta :)

W sumie pokonałem 56,40 km w czasie 2h 01min 19sek ze średnią prędkością 27,90 km/h
HR śr 161 , HR max 174  , Spalone kalorie: 2141 kcal. Przewyższenie 160m. Kadencja śr. 83.
Temp. 12 st. C.

niedziela, 9 października 2011

Wybory parlamentarne / Mike

Dziś Wybory! Obywatelu idź i zagłosuj. To nasz Patriotyczny obowiązek!
Jeśli to Cię nie rusza to miej chociaż podstawy, by później przez 4 lata narzekać :)

Pozdrawiam! Mike

sobota, 8 października 2011

Dzień 184 / Krótki jesienny trening / PIO_TREK

Przedwczoraj cieszyłem się z treningu na "krótko", a dzisiaj okazało się że był to chyba ostatni taki trening w tym roku :( Ale i tak pogoda w tym roku sprzyjała rowerzystą. Dzisiaj natomiast mimo że świeciło słoneczko temperatura powietrza była już raczej jesienna, dlatego ubrałem na rower długie spodnie i kurteczkę z "windstoperem". I powiem wam że jadąc rowerem wcale nie było mi za ciepło. Niezłą amplitudę temperatur zafundowała nam w tym tygodniu pogoda.

Trening wykonałem dzisiaj na "Marianie", na którego wsiadłem około godziny drugiej i ruszyłem w kolejną treningową trasę. Na początku z Szamotuł przejechałem asfaltem przez Gałowo, Jastrowo do Ostrolesia, a następnie drogami leśnymi przez Koźle dotarłem do Zajączkowa. Pierwsza część trasy jechałem cały czas pod wiatr, który był dość silny i zimny, rzekł bym nawet że polarny :)

Powrót wykonałem na tej samej trasie z tą różnicą że po drodze parę razy się zatrzymałem i zrobiłem zdjęcia "Złotej Polskiej Jesieni", która właśnie do nas zawitała w pełnej krasie ...


Gdy wróciłem do Szamotuł, przejechałem przez Park Zamkowy, z małym postojem na kolejna sesję zdjęciową ...

Baszta Halszki w jesiennej szacie.
W sumie pokonałem 44,30 km w czasie 1h 33min 51sek ze średnią prędkością 28,30 km/h
HR śr 149 , HR max 165  , Spalone kalorie: 1468 kcal. Przewyższenie 110m. Kadencja śr. 84.
Temp. 11 st. C.

piątek, 7 października 2011

Wełna z Pio_trkiem/ Mike

Piotr wszystko ładnie opisał więc nie będę się rozwodził na ten sam temat. Poniżej moja filmowa dokumentacja naszej wspólnej jesiennej wyprawy.

Miłego Oglądania :)

http://www.youtube.com/watch?v=Fno1sZyaIcU&feature=youtu.be

Niestety coś nie mogę umieścić okna You Tube :(

czwartek, 6 października 2011

Dzień 183 / Łężeczki na krótko / PIO_TREK

Wstałem rano, wyjrzałem przez okno a tam bezchmurne niebo i piękne słoneczko. Pomyślałem sobie w tak ładnym dniu trzeba czerpać radość z jazdy i cieszyć oczy pięknymi widokami.

Mimo że mamy szósty dzień października, to temperatura powietrza jest jeszcze letnia. Dlatego ubrałem krótki strój rowerowy, wsiadłem na rower szosowy i ruszyłem w "plenerową" trasę.

Z Szamotuł ruszyłem w kierunku Gałowa, i na otwartym terenie za wsią dowiedziałem się że pierwsza część treningu nie będzie należała do łatwych. Wszystko za sprawą bardzo silnego wiatru, wiejącego prosto w twarz z prędkością 29 km/h. Pokonując kolejne kilometry z trudem utrzymywałem prędkość powyżej 25 km/h.

Cały czas jechałem droga krajową "187" i kolejno przejeżdźałem przez ; Lipnicę , Otorowo , Deborzyce , Koninek , Podpniewki. Dopiero po godzinie jazdy dotarłem do Pniew. Przejechałem przez miasto i wyjechałem w kierunku Chrzypska Wielkiego. Na szczęście na tym odcinku drogi jechałem już z wiatrem w plecy, więc kilometry uciekały znacznie szybciej. Mijając Białokoszyce i Białokosz dotarłem do celu podróży czyli na punkt widokowy w Łężeczkach.

Zatrzymałem się tam na dłuższą chwilę, zrobiłem pamiątkowe zdjęcia i cieszyłem oczy pięknymi widokami Sierakowskiego Parku Krajobrazowego z jeziorem Chrzypskim w tle ...

Łężeczki w jesiennym słońcu.
Siedziałem sobie zamyślony i cieszyłem się chwila, jak tylko mogłem odwlekałem moment dalszego kontynuowania treningu. Niestety w końcu przyszedł czas pożegnania, bo być może po raz ostatni w tym roku odwiedzam to miejsce przy tak cudnej pogodzie.

Wsiadłem wiec ponownie na rower i ruszyłem w kierunku Chrzypska Wielkiego. Wiatr mi sprzyjał i prawie cały czas wiał w plecy, a przynajmniej nie przeszkadzał. Trasa powrotu prowadziła przez Śródke, Wróblewo, Ćmachowo i Stare Miasto, w którym zatrzymałem się by zrobić zdjęcie wijącej się rzeki Warty ...

Rzeka Warta widok ze Starego Miasta.
Ze Starego Miasta zjechałem do Wronek, jadąc ulicami wzdłuż torów kolejowych wyjechałem w kierunku wsi Stróżki. Przejechałem  przez nią i znalazłem się w Samołężu. Przede mną pozostała "ostatnia prosta", czyli około trzynastokilometrowy, bardzo prosty odcinek drogi, prowadzący przez Pęckowo do Szamotuł.
Na koniec przejeżdżając ulicami mojego miasta dotarłem do domu :)

W sumie pokonałem 79,90 km w czasie 2h 33min 56sek ze średnią prędkością 31,30 km/h
HR śr 144 , HR max 161  , Spalone kalorie: 2267 kcal. Przewyższenie 245m. Temp. 21 st. C.

środa, 5 października 2011

Dzień 182 / Nad Wełnę z Mike-m / PIO_TREK

Jakoś ostatnio po za maratonami nie mogliśmy się z Mike-m umówić na rowery. jednak co sie odwlecze to nie uciecze, i w końcu się udało ...

Rano brat przysłał do mnie sms-a "Czy idziesz dzisiaj na rower?" , Odpisałem; "Chce iść, ale nie mam pomysłu na trasę." , Mike odpisał; "To może zabierzesz mnie nad Wełnę?"  Odpowiedziałem; "...." :) i umówilismy się na godzinę 11.30.

Z Szamotuł wyjechaliśmy polna drogą w stronę Sycyna, pozostawiając po lewej stronie wieś Mutowo.
Za Sycynem wjechaliśmy do lasu i mijając Ruks i leśniczówkę Niemieczkowo dojechaliśmy do Uścikowca, gdzie wjechaliśmy na asfalt. Doprowadził on nas do Obornik w których przejechaliśmy starym mostem przez Wartę, a następnie na rynek. Okrążając go udaliśmy się w stronę wyjazdu na Czarnków.
Minęliśmy pływalnię i przejechaliśmy przez przejazd kolejowy, a po wyjechaniu z miasta skręciliśmy w prawo na polną drogę, szukając szlaku rowerowego. Po chwili trafiliśmy na jego trop, który prowadził leśnymi duktami.

Dojechaliśmy w ten sposób do Kowanówka. Minęliśmy Szpital Kardiologiczny i znaleźliśmy się na ścieżce prowadzącej wzdłuż rzeki Wełny. Trudno opisać piękne okoliczności przyrody jakie nam towarzyszyły, zwłaszcza o tej porze roku jest to wyjątkowe miejsce. w dole koryto rzeki, a dookoła pełna paleta jesiennych barw. Po prostu cudnie :)

W pewnym momencie postanowiliśmy się zatrzymać, usiąść spokojnie na skarpie i nacieszyć oczy pięknymi widokami. Przy okazji urządziliśmy sobie sesje "epickich" zdjęć ...

Mike w sieci ...
... a PIO_TREK w liściach :)
:) :) :)
Po chwili wytchnienia ruszyliśmy dalej, jednak szlak był momentami słabo oznakowany i trochę pobłądziliśmy. Na szczęście dzięki atlasowi wielkopolski i zmysłowi lokalizacyjnemu Mike szybko wjechaliśmy na właściwą drogę. Doprowadziła ona nas do Mogił Rożnowskich ...

Tablica opisująca historie Mogił Rożnowskich.

Kiedy poznaliśmy już historię mogił, ruszyliśmy dalej, a szlak doprowadził nas do wsi Jaracz w której znajduje się Muzeum Młynarstwa ...


Niestety nie mieliśmy czasu na jego zwiedzanie, wiec po kolejnej sesji zdjęciowej pokonywaliśmy kolejne kilometry ...


Przed wsią Piłka zatrzymaliśmy się na chwilę, by nakręcić kamerą parę ciekawych ujęć do kolejnego filmiku.

Po dotarciu do wsi Nowa Lipa, przecięliśmy drogę krajową "178" i wjechaliśmy na szlak, który prowadził nas do Stobnicy. Po drodze niechcący zboczyliśmy do Rezerwatu "Bagno Chlebowo" i Mike mógł nakręcić kolejne ujęcia, a ja rzuciłem okiem na atlas by sprawdzić dalszą drogę. Musiało mi to słabo pójść bo chwilę później zastanawialiśmy się nad dalszą drogą :) "Jechać szlakiem, czy zboczyć?" Stanęło jednak na oznakowanym szlaku :) To był trafny wybór bo w końcu dotarliśmy do Stobnicy.

Niestety dla mnie, parę kilometrów przed tą wsią Mike-owi puściła noga i zaczął zapierdzielać jak Kaiser na maratonie. Z trudem mogłem mu koło utrzymać, ale widocznie gaz mu się zaciął :) Po tej wyczerpującej tempówce przy potoku w Stobnicy, urządziliśmy sobie mały bufet. Ja żel energetyczny i Mike batonik :)


Gdy zaspokoiliśmy już głód, przyszedł czas na dalszą jazdę. Wtedy Mike znowu szarpnął i musiałem go znowu gonić. Jednak tym razem zebrałem siły i po "jakimś" czasie dałem mu zmianę. Na tyle ile miałem jeszcze sił to pociągnąłem do Zielonejgóry.

Z Zielonejgóry przez Obrzycko dojechaliśmy do Słopanowa, gdzie skręciliśmy w lewo do lasu i dotarliśmy do Kobylnik. Za Kobylnikami wjechaliśmy na długą prostą drogę brukową, która wytrzęsła z nas resztki sił.
Do Szczuczyna dojechaliśmy więc wymasowani od stóp do głów, ale zadowoleni bo meta była coraz bliżej.
Ostatnie kilometry przejechaliśmy ścieżką rowerową ze Szczuczyna do Szamotuł, a także kilkoma ulicami grodu Halszki i wróciliśmy do swoich domów ...

P.S.
To była kolejna wspólna wycieczka, podczas której nie brakowało rozmów na bardzo ciekawe tematy. Niektóre były tak abstrakcyjne że trudno je opisać, ale spróbuję;

Czy można zamówić banana bez skórki? Skoro potrzebujemy tylko środek :)

Czy Mike może jechać drogą z ograniczeniem do 30 ? Bo zatrzymał się z rozwojem przed 30 :) Ale z jakim rozwojem zatrzymał się przed 30 ? Fizycznym , emocjonalnym czy umysłowym ? I czy w ogóle się zatrzymał?

Czy człowiek sikając w lesie, znaczy tak jak każdy ssak swój teren? I wybiera "podprogowo konkretne" miejsce? Czy jest to zwykła czynność fizjologiczna?

I dlaczego jeśli mógłbym być super bohaterem, nazywałbym się; "NoShadowMan" ?

Sami widzicie ze jesteśmy nieźle szurnieci, ale to właśnie dla tego mimo wielu dzielących nas różnic, świetnie czujemy się w swoim towarzystwie. Dzięki za super wycieczkę! Wielki Bracie :)

W sumie pokonałem 88,20 km w czasie 3h 38min 20sek ze średnią prędkością 24,30 km/h
HR śr 133 , HR max 173  , Spalone kalorie: 2849 kcal. Przewyższenie 210m. Kadencja śr. 79.
Temp. 18 st. C.

Kaczmarek Electric w Wolsztynie / Mike

Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem takie opóźnienie w relacji z zawodów… Właściwie to chyba przez tak długo jeszcze nie milczałem na blogu. No ale byłem ostatnio trochę zajęty…
Nie bardzo jest o czym i nie bardzo chce mi się pisać o wyścigu w Wolsztynie, bo jest on przykładem jak perfekcyjnie można dać dupy na całej linii. No ale zaraz odezwie się PIO_TREK że nie pisze się tylko o sukcesach, ale o porażkach również…
Dobra przejdźmy do konkretów i miejmy to już za sobą.

Dojazd na zawody we mgle i to takiej fajowej czyli gęstej. Było tak fajnie że raz o mało dzwona nie zaliczyłem jak jakiś Wieśniak próbował znaleźć wjazd na pole nie posiadając żadnych działających świateł z tyłu i jadąc 5km/h. Pisk opon i na żyletki "wciskanko" pomiędzy niego, a jakieś auto jadące  z na przeciwka…
W Opalenicy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mgła ustąpiła miejsce słoneczku… ta sielankowa atmosfera nie zapowiadała tego co miało nadejść.

Na zawodach standardowo rejestracja, sprzęcik itp. 
Bardzo dobrym rozwiązaniem w cyklu Kaczmarek Electric jest ustawianie w pierwszym sektorze zawodników z czołówki cyklu, Gogol mógłby też to wprowadzić… I tu popełniłem pierwszy z wielu błędów, myślałem ze jak jestem rozstawiony w 1 sektorze to nie musze warować na linii startu 30min przed godziną „zero”. No i się okazało ze jak podjechałem do sektora to już była do niego kolejka. Stałem wiec w 5 linii, sporo za moim głównym rywalem w generalce. Dodatkowo oddzielała mnie od niego masa zawodników z starszych kategorii i z dystansu mini. Nie odbieram im prawa do bycia liderami w swoich grupach bo sobie na to swoją jazdą w pełni zasłużyli, no ale nie oszukujmy się szybkie starty nie są ich domeną …

Na starcie w pierwszej linii czołówka, Kaiser, Dorożała, Konwa, zawodnicy z Legii no i Magda H.
Po starcie najważniejsze było przebić się do przodu tak by pilnować głównego konkurenta. Po jakimś czasie się to udało, po drodze mijałem Marka Konwę który się bawił i raz przyspieszał raz zwalniał, oglądał się za siebie…. czekał widocznie na kogoś. Tempo wariackie tak jakby wszyscy Mini jechali, do tego piach i korzenie, za cholerę nie mogłem kadencji utrzymać . Po jakimś czasie uznałem że pilnowanie mojego konkurenta jest lekko nudne więc mu uciekłem i jechałem w trzy osobowej grupie razem z Magdą H. i jeszcze jakimś zawodnikiem. Niestety tu popełniłem, a właściwie popełniliśmy kolejny błąd gubiąc trasę.
Po tym jak ktoś na nas krzyknął że nie tędy droga, zawróciliśmy ale niestety kolejne kilometry wiodły singletrack-iem i to po górkach, ni jak nie można było wyprzedzać. Tak więc czołówka odjechała ,a ja
„dusiłem„ się za maruderami …
Nagle zacząłem słabnąć, mięsnie piekły i bolały niemiłosiernie, brakowało sił i traciłem pozycje za pozycją.
Do tego moje wkurwienie na piach ( i opony Gato ), korzenie, dziury i całkowitą nie możność złapania rytmu pedałowania, osiągnęło stan krytyczny.

Podjąłem decyzje że jadę tylko Mini! Po jakimś czasie o dziwo doszedłem „mojego” zawodnika i na chwile pojawił się promyk nadziei że może jakoś przemęczę drugą rundę… No ale na odcinku przed metą/początkiem drugiej rundy tempo wzrosło poszło kilka ataków, a ja nie miałem czym odpowiedzieć… Ok wycofuje się, szybka kalkulacja punktów w generalce i powinienem być i tak wysoko. I to był największy błąd całego sezonu. Co ja sobie myślałem, że co można sobie przeliczać punktacje w pamięci ( z matmy jak wiecie zawsze byłem słaby )…
Już po wyścigu, w czasie dekoracji okazało się że jakbym tylko razem z Adrianem Brychem wjechał na metę to wygrałbym cały cykl !!! Miałem nad nim 8 punktów przewagi przed startem, a on został zwycięzcą generalki.

W niedziele okryłem się hańbą, największa kompromitacja sezonu. Była szansa na 1 miejsce, a jest jedynie 4 miejsce… Jadąc, co prawda nie wiedziałem że są szanse na najwyższe miejsce na podium, ale cóż to za usprawiedliwienie! Mam nauczkę i wyciągnę wnioski z tej lekcji. Nigdy prze nigdy nie odpuszczać, nawet jak miałbym zdechnąć na tej drugiej pętli!
Jak na to wszystko teraz patrzę to może i lepiej się stało. Taki pstryczek w nos ( a raczej solidny kop w tyłek  ) na koniec sezonu startowego… Wiem jakie błędy popełniłem, jestem zdeterminowany do jeszcze  cięższej pracy w przyszłym sezonie.

Nie jest chyba źle V-ce Mistrz GP Wlkp w Martaonach MTB i 4 w Kaczmarek Electric.
Zrozumiałem też co organizm chciał mi powiedzieć w niedziele… czas odpocząć i cieszyć się jazdą dla samego przebywania na łonie natury…

1:29:53 
Hr avg 158, Hr max 179, dist 35,5km, spd avg 23.8km/h, cad avg 98, asc 175m, kcal 1352, zmęczenie 10

poniedziałek, 3 października 2011

Dzień 181 / Góra Moraska / PIO_TREK

Mike dzisiaj pewnie robił rozjazd po maratonie w Wolsztynie, wiec nie chciałem zaprzątać mu głowy dłuższą wycieczką. Zresztą miejsce które dzisiaj chciałem odwiedzić, on w ostatnim czasie odwiedzał dosyć często i pewnie nie miałby ochoty jechać tam ponownie.

Parę minut przed południem wsiadłem na "Mariana" i ruszyłem w kolejną samotną wycieczkę, której celem była Góra Moraska koło Poznania. Pierwsze kilometry prowadziły polna drogą obok Mutowa, którą dojechałem do Sycyna. Za wsią wjechałem do lasu i podążałem wzdłuż Warty, minąłem Ruks, leśniczówkę Niemieczkowo ...

Droga leśna w okolicach leśniczówki Niemieczkowo.
... i w okolicach wsi Uścikowiec wjechałem na asfalt, który doprowadził mnie do Obornik. W Obornikach przeciąłem drogę krajowa "11" i skierowałem się na Gołaszyn ...

Widok na okolicę z górki za Gołaszynem.
Droga rowerowa którą jechałem od Obornik jest częścią trasy Maratonu MTB w Suchym Lesie.
Jednak zazwyczaj pokonujemy ją w odwrotnym kierunku i zazwyczaj strasznie wieje, i zazwyczaj "w pysk".

Po minięciu Gołaszyna przejechałem przez Świerkówki, Chludowo, wjechałem do lasu i dotarłem do Rezerwatu Gogulec ...


Rezerwat przyrody Gogulec - torfowiskowy rezerwat przyrody położony w w gminie Suchy Las, powiecie pozanńskim. Znajduje się na północny wschód od Złotkowa. Powierzchnia: 5,29 ha.
Został utworzony w 2001 roku w celu ochrony torfowiska przejściowego z cenną florą i fauną. W rezerwacie stwierdzono występowanie 6 gatunków objętych prawną ochroną: grążel żółty, rosiczka okrągłolistna, kruszyna, konwalia majowa, kalina koralowa, porzeczka czarna.

Za rezerwatem, minąłem Złotniki i dojechałem do Suchego Lasu. Zatrzymałem się przy pętli autobusowej, gdzie zawsze znajduje się start/meta maratonu oraz miasteczko maratonowe. Jednak dzisiaj to miejsce wyglądało zupełnie inaczej ...

Gdzie się podziały; płotki, banery i samochody ?
Po krótkim postoju ruszyłem dalej i po paru kilometrach dotarłem do Rezerwatu Morasko ...


Rezerwat "Meteoryt Morasko" – rezerwat przyrodniczo-astronomiczny utworzony 24 maja 1976 roku, o powierzchni 54,5 ha. Znajduje się on w północnej części Poznania, na Morasku. Na jego terenie mieszczą się kratery, które zdaniem większości badaczy powstały w wyniku upadku meteorytu Morasko ok. 5 tys. lat temu. Rezerwat podlega Nadleśnictwu Czerwonak, a bezpośrednią opiekę nad nim sprawuje Leśnictwo Morasko, z siedzibą w północnej części rezerwatu.

Ścieżka rowerowa doprowadziła mnie na szczyt Góry Moraskiej ...

Zniszczona tablica informacyjna na Górze Moraskiej.

Góra Moraska i widoki zapierające dech  :)
Ze "szczytu" góry zjechałem i podjechałem kolejno w trzech różnych kierunkach. Jeden z podjazdów okazał się dość wymagający technicznie, ale udało się go podjechać za pierwszym razem ...

Techniczny podjazd na górę Moraską
Gdy "zwiedziłem" już Górę Moraską, zjechałem z niej i ścieżką rowerową pojechałem na wzniesienie, na którym znajduje się chyba ujecie wody firmy Aquanet ...


 Z tego wzniesienia roztacza się piękny widok na Poznań i jego północne osiedla ...

Dzielnica Piątkowo w oddali ...
W tym miejscu osiągnąłem półmetek wycieczki, mogłem wiec zawrócić i rozpocząć powrót do domu. Pierwsza jego część prowadziła tą samą trasą co dojazd do tego miejsca.

Ścieżka rowerową przejechałem przez rezerwat Morasko, minąłem Suchy Las ...


... a w Złotnikach przeciąłem drogę krajową "11", przejechałem przez tory kolejowe przy "dworcu" Złotniki a następnie skierowałem się w stronę Pawłowic.

W Pawłowicach skręciłem w prawo i wjechałem na szlak rowerowy po którym jednocześnie biegną Trans Wielkopolska Trasa Rowerowa i Szlak Stu Jezior. Przed wsią Sobota minąłem budowę północnej obwodnicy Poznania ...

POlska w budowie :)

Z Soboty lasami dojechałem do Roztworowa, gdzie wjechałem na drogę asfaltową, po której prowadziła ostatnia część dzisiejszej wycieczki. Przejeżdżając kolejno przez; Żydowo, Przecław, Pamiątkowo, Baborówko i Kępę wróciłem do Szamotuł.

P.S.
To był chyba jeden z ostatnich treningów w tak pięknej pogodzie i przy w miarę ciepłym powietrzu.
Czas pokarze czy właśnie dzisiaj pożegnałem krótki strój? Po cichu liczę na to że jeszcze nie :)

W sumie pokonałem 85,80 km w czasie 3h 21min 41sek ze średnią prędkością 25,70 km/h
HR śr 140 , HR max 166  , Spalone kalorie: 2859 kcal. Przewyższenie 335m. Kadencja śr. 81.
Temp. 22 st. C.

WICEMISTRZOWIE WIELKOPOLSKI !!! / Mike & PIO_TREK

Na stronie "Gogola" pojawiły się oficjalne wyniki; Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB
Wynika z nich że po prologu i sześciu kolejnych edycjach wywalczyliśmy tytuły;

WICEMISTRZÓW WIELKOPOLSKI W MARATONACH MTB !!!


 Kategoria M2
  1. 2500 pkt. Tecław Radosław    / Corratec Team                    ( 5 wyścigów )
  2. 2219 pkt. Wiktor Michał     / Great Poland Bike Team     ( 5 wyścigów )
  3. 2027 pkt. Figaj Andrzej        / GKKG Gniezno                     ( 5 wyścigów )
  4. 1991 pkt. Swat Sebastian     / Swat Team                           ( 4 wyścigi )
  5. 1922 pkt. Rachowski Robert / Active Xtreme Bike               ( 5 wyścigów )
  6. 1919 pkt. Banasik Bartosz    / Torq Superior MTB                ( 5 wyścigów )
  7. 1781 pkt. Bejm Bartosz       / Corratec Team                      ( 5 wyścigów )
               
Kategoria M3
  1. 2360 pkt. Lonka Radosław       / Corratec Team                ( 5 wyścigów ) 
  2. 2294 pkt. Kustoń Piotr          / Great Poland Bike Team ( 5 wyścigów )
  3. 2181 pkt. Wasilewski Mateusz / Aves Murowana Cykloza   ( 5 wyścigów )
  4. 2168 pkt. Sołtys Wojciech       / Emed Racing Team          ( 5 wyścigów )
  5. 2142 pkt. Bączyk Sławomir      / Torq Superior MTB           ( 5 wyścigów )
  6. 2041 pkt. Gackowski Marcin    / Rowerowa Brzoza             ( 5 wyścigów )
  7. 2008 pkt. Wetrel Maciej          /                                       ( 5 wyścigów )

Dokładne wyniki na stronie; http://www.bikecrossmaraton.pl/  w zakładce;  wyniki / klasyfikacja generalna

niedziela, 2 października 2011

Ostatni start sezonu 2011 / Mike

Ok więc to już ten dzień. Dzień ostatniego startu w tym sezonie... sezonie bardzo interesującym i owocnym:) Mam nadzieje że i wyścig w Wolsztynie taki będzie. Znam te okolice jak własną kieszeń więc przygotować się należy na piach, dużo piachu... krótkie podjazdy i korzenie. Czyli wytrzęsie i "wypiaskuje" siły.

Jedzie Marek Konwa, jak będzie grzeczny i miły na starcie to dam mu od czasu do czasu trochę koła ...
Hi Hi :)