wtorek, 16 sierpnia 2011

Co by tu napisać ...? / Mike

Nie za bardzo mam dzisiaj wenę do pisania, a w sumie trening bardzo przyjemny, spokojny
( jak to regeneracja ) przy ładnej pogodzie i w pięknych okolicznościach przyrody.
Dziś wybrałem górala i pojechałem w okolice Lipnicy i Zajączkowa. Cały trening spokojnie w 1 strefie, wiatr w pierwszej połowie przeszkadzał, ale w lesie nie był za bardzo uciążliwy.
Na polach wciąż trwają żniwa a zboża w krajobrazie stopniowo zastępują bale słomy…
Noga nadal ciężka, ale nie martwię się tym za bardzo do niedzieli powinno być już ok.
Miałem dziś czas by pstrykną parę fotek wiec mam nadzieje że się Wam spodobają :)



Dawno nie widziałem żadnej zwierzyny w lesie… a no tak jest okres wakacyjny pewnie wyjechały na urlop :)

Widzę że ostatnio podsumowania dokonań z tego sezony są w modzie. Chyba czas dołączyć do tego trendu. W tym sezonie spędziłem na rowerze 307.28 godzin i przejechałem w tym czasie 7903.1 kilometrów.

1h 543min 6sek
Hr avg 126, Hr max 148, dist 46km, spd avg 24km/h ( zaniżona przez przerwy na fotki ), cad avg 94, asc 70, kcal 953, zmęczenie 2

Myśl dnia: Niektóre Bociany to fleje..

Podsumowanie dotychczasowych treningów ... / PIO_TREK

Siedząc sobie przed komputerem postanowiłem podsumować kilometry jakie przejechałem w tym roku na rowerach ...

Pierwsza część sezonu ( grudzień, styczeń, luty i połowa marca ) to treningi na rowerze spiningowy.
W sumie "wysiedziałem" 122h podczas 72 treningów.

Druga część sezonu wykonana na rowerach; MTB i szosowym, przedstawia się następująco;
  • Marzec      / 441,02km  / 14h 54min / 29,597 km/h
  • Kwiecień  / 1327,27km / 43h 43min / 30,355 km/h
  • Maj         / 1377,48km / 50h 53min / 27,062 km/h
  • Czerwiec /   894,76km / 43h 58min / 20,062 km/h
  • Lipiec     / 1042,69km / 37h 06min / 28,068 km/h + 3h na rowerze spiningowym
  • Sierpień /   529,80km / 17h 25min / 30,373 km/h ( ...do 15 sierpnia )

Na 87 treningach przejechałem 5613,02 km w czasie 207h 59min ze średnią prędkością 26,988 km/h

P.S.
Nie wiem czy to dużo, czy to mało? To mój pierwszy sezon "startowy", i mam nadzieję że nie ostatni.
Niech te dane posłużą wyciągnięciu "mądrych" wniosków, w celu osiągnięcia lepszych wyników w przyszłości ...

W czerwcu średnia prędkość dość mocno spadła, bo część treningów przejechałem w tempie rekreacyjnym na urlopie z żoną Kasią :)

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Rozjazd / Mike

Dziś z rana nie bardzo wiedziałem jak się czuje. Nogi niby nie bolały, ale czułem ogólne zmęczenie.
Chciałem dziś wykonać kolejny trudny trening, ale rano postanowiłem najpierw przekonać się jak tam się na rowerze będę czuł i wtedy podjąć decyzje jakie ćwiczenia wykonać.

Co ty pisać szosa i drzewa przy niej :)
Po pierwszych paru kilometrach jasne stało się że dziś raczej na spokojnie. Wczoraj najwyraźniej naprawdę dałem sobie niezły wycisk, więc dziś noga była ciężka i nie chciała kręcić.
Pogada była wyśmienita, mimo zmęczenia ochota do jazdy była więc pojechałem sobie dziś troszkę dłuższą regeneracje :)
Wiatr bo nie sposób o nim nie wspomnieć był dziś z resztą jak zawsze i jak zwykle bardziej przeszkadzał niż pomagał …
Na polach żniwa w pełni, cały ten dzisiejszy trening jak sobie teraz pomyśle był fajniutki i nastrojowy no i spokojny.
Po jakieś godzinie nogi puściły i jak to nastąpiło, rozkręciłem je do 35km/h i tak trzymałem do końca treningu.


Na szosie spokój, bardzo mały ruch i we wsiach pusto na ulicach. W Kuźnicy Zbąskiej zatrzymałem się by z fotografować moje nie zrealizowane marzenie. Od małego marzyłem by mieć domek ze Szrotem Samochodowym przed nim. Móc popołudniami ciąć fury i mieć jubel w ogrodzie… :)
No cóż widocznie tak jak z stawaniem na podium, nie jest mi to pisane.

Marzenie z dzieciństwa :)
Moja ulubiona "Szosa Bólu"
Dziś jechałem tą samą trasą co wczoraj i tak sobie spokojnie pokonując kolejne kilometry doszedłem do wniosku, że ta noc musiała być jakaś specyficzna… Dziś na trasie leżało kilkanaście martwych (potrąconych) zwierzaków, koty, lisy, pies.. Wczoraj ich nie było. Coś sprawiło że tej nocy, bądź poranka były mniej czujne i miały pecha. Smutny widok …

Cholera muszę zwolnić!!!
Jadąc dalej zauważyłem przed sobą rolnika wracającego ze żniw. Musiał być bardzo zmęczony, bo powoli i niepewnie stawiał kroki. Do tego miał trudności z utrzymaniem kierunku … Jak do niego dojeżdżałem to mnie nagle zauważył i się tak wystraszył że wpadł do rowu. Obejrzałem się by sprawdzić czy nie potrzebuje pomocy, ale z typową dla pijanego gracją zbierał się do kupy :)

Praca na roli bywa naprawdę męcząca …

Ta jasne... Akurat nie pojadę! I co mi zrobicie?
Reasumując, trening spokojny, przy pięknej pogodzie, cały no prawie cały w 1 strefie, z przeszkadzającym wiatrem. Dziś zwyczajnie cieszyłem się jazdą na rowerze :)

2h 28min 15sek
Hr avg 140, Hr max 167, dist 81km, spd avg 33km/h, asc 85m, kcal 1745, zmęczenie 4

Dzień 161 / Trening w święto WNMP i Wojska Polskiego / PIO_TREK

Wczorajsza służba była na szczęście spokojna. Zastęp SD-30 (samochód specjalny z drabiną o wysięgu 30m), na którym byłem dowódcą nie wyjechał do żadnego zdarzenia. W rejonie działania JRG-1 w Poznaniu, nie stało się nic takiego, co wymagało by użycia w/w sprzętu.

Dzisiaj w dniu święta Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny oraz święta Wojska Polskiego, wyruszyłem  po pracy w drogę powrotną do domu. Tym razem do połowy drogi czyli do Rokietnicy jechałem wspólnie z kolegą Bartoszem.

Zaraz po wyjeździe ze strażnicy Bartosz narzucił ostre tempo. W szybkiej jeździe pomagał mu rower na wąskich 28" kołach. Nie dałem jednak za wygraną i trzymałem się w jego cieniu :) W ten sposób dojechaliśmy do parku Sołackiego, gdzie tempo naszej jazdy trochę się uspokoiło.

Kolejne kilometry tak jak wczoraj przebiegały szlakiem rowerowym wzdłuż Jeziora Rusałka i Jeziora Strzeszyńskiego, gdzie jechało się przyjemnie w cieniu drzew i w osłonie od wiatru.

Jadąc spokojnie dojechaliśmy do wsi Psarskie i wyjechaliśmy na asfalt pomiędzy przejazdami kolejowymi.
Po ich minięciu urządziłem sobie krótki sprint na pierwszym podjeździe zostawiając za sobą Bartosza.
Na szczycie na niego poczekałem i na zjeździe w stronę Jeziora Kierskiego urządziliśmy sobie kolejny sprint połączony z podjazdem na "górkę" przy kościele w Kiekrzu. I tym razem daleko za sobą zostawiłem Bartosza, ale na jego obronę dodam że jak większość  Polaków jest kolarzem rekreacyjnym nie jeżdżącym regularnie.
Po tym sprincie nastąpił kolejny zjazd i kolejny podjazd, który tym razem pokonałem na twardym przełożeniu i na stojąco. Tuż za podjazdem poczekałem na kolegę i do Rokietnicy jechaliśmy już spokojnym tempem.

Przy dworcu kolejowym Bartosz skręcił w stronę domu a pojechałem dalej ...
Tuż za Rokietnicą wjechałem na Trakt Napoleoński, który doprowadził mnie do miejsca w którym ustawiono brzozowy krzyż. Zatrzymałem się i zrobiłem pamiątkowe zdjęcie ...


W dniu święta Wojska Polskiego krzyż ten ma znaczenie symboliczne. Przypomina mi bowiem brzozowe krzyże ustawiane na grobach poległych polskich żołnierzy, którzy walczyli o to abyśmy dzisiaj mogli cieszyć się wolnością. Cześć ich pamięci !

Kończąc krótki postój połączony z chwilą zadumy, ruszyłem podążając dalej Napoleońskim Traktem, który doprowadził mnie do lasu przed Pamiątkowem. Tuż za nim przejechałem wzdłuż jeziora Pamiątkowskiego i dotarłem do w/w miejscowości.

Z Pamiątkowa przez Baborówko i Kępe dojechałem do Szamotuł. Jadąc asfaltem i słuchając muzyki z MP3, mimo wszystko usłyszałem "znajomy" dźwięk. Uznałem jednak że się przesłyszałem i kontynuowałem jazdę :)
Kończąc trening zatrzymałem się przy garażu i przyjżałem się dokładniej "Marianowi". W czasie oględzin okazało się że pękły dwa aluminiowe nyple w tylnym kole :(

Kulawy "Marian" :(
Coś ostatnio "Marianowi" koła nie domagają, bo po maratonie w czasie czyszczenia roweru też jeden nypel pękł. Chyba niezbędna będzie wymiana aluminiowych nypli na stalowe, być może to rozwiąże problem. Trudność polega na tym że pozostało niewiele czasu, bo maraton w Hermanowie w przyszłą niedzielę a wypadało by jeszcze przetestować rower po takiej naprawie.

P.S.
Jak wspomniałem  wcześniej dzisiaj jest święto Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny, potocznie zwane świętem Matki Boskiej Zielnej. Dlatego w kościołach święci się bukiety polnych kwiatów zebrane z pól naszej pięknej Wielkopolski. Często jadąc rowerem mamy okazję cieszyć oko darami nieba lub darami ...( każdy w to miejsce niech wstawi sobie, co uważa za stosowne ).
A gdyby ktoś miał ochotę, to jadąc rowerem, może nucić sobie Pieśń Maryjną ...  :)

"Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!

Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata.

Ona dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszymi.

Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję!"

W sumie pokonałem 37,70 km w czasie 1h 18min 19sek ze średnią prędkością 29,0 km/h
HR śr 140 , HR max 163 , Spalone kalorie: 1102 kcal
Temp; 22 °C , Wiatr: zach. o prędkości 14 km/h



niedziela, 14 sierpnia 2011

Szybowanie... / Mike

Po trzech przymusowych dniach odpoczynku od roweru, wypełnionych pracą i nerwami, udało się wreszcie wsiąść na rower. Pogoda za oknem słoneczna, wydawało się że nie wieje za bardzo ( jak się później okazało oczywiście wiało i to całkiem całkiem … ), więc spragniony treningu po śniadaniu wyruszyłem w trasę …

Trzy dni bez treningu to o wiele za dużo :)
W planie ćwiczenia mocy i może trochę zabawy na progu mleczanowym. Dojazd do mojej ulubionej w tych okolicach ( Grodzisk Wlkp. ) „Szosy Bólu” z wiaterkiem w plecy i przeszedłem do wykonywania ćwiczeń. Na pierwszy ogień poszły sprinty ( P1 ). Co do samego ćwiczenia i sposobu jego realizacji nie będę się rozpisywał, bo możecie poczytać o tym w dziale „Menu Treningowe”, serdecznie zapraszam :)


Wykonałem 8 serii po 6 powtórzeń a pomiędzy seriami odpoczywałem 4:50sek. Pięć z ośmiu wykonałem pod wiatr. Ostania seria wymagała dużej determinacji po nogi był już solidnie zakwaszone. Po drodze spotkałem trzech kolarzy również na rowerach szosowych. Pozdrowiliśmy się i wymieniliśmy uśmiechami… Nie wiem dlaczego, ale jakoś zawsze widok innego kolarza i pozdrowienia na trasie wywołują u mnie uśmiech na twarzy? Łączy nas ta sama pasja wiec pewnie dla tego :)

Martwi mnie fakt iż na mojej ulubionej trasie treningowej w tym rejonie pojawia się coraz więcej motocyklistów i to tych najgorszych, czyli jeżdżących na ścigaczach. Dobra właśnie ich zaszufladkowałem, a tego się nie powinno robić, ale dla mnie to banda debili. Jeden taki o mało na mnie nie wleciał… nie wiem ile miał na budziku, ale gdybym był na jego pasie to pewnie bym już tego tekstu nie napisał… Na całe szczęście jechałem w drugim kierunku :)

Zaznaczam że do motocyklistów ( tych normalnych ) naprawdę nic nie mam, bo sam sobie pewnie kiedyś motocykl kupię. Ale droga publiczna to nie tor …

Po sprintach urządziłem sobie bufecik, sikanko i wykonałem 20 minutowy rozjazd. A następnie przeszedłem do tempówek interwałowych. Wykonałem 3 tempówki 6 minutowe z 3 minutami przerwy pomiędzy nimi. Tętno w 4 i 5a strefie. Ćwiczenia wykonywałem jadąc pod wiatr. Po sprintach nogi były już mocno zmęczone więc każda tempówka to było droga przez piekło. Ale najważniejsze że udało się je wykonać :) Wszystko jest kwestią determinacji …

Bufecik
W czasie treningu ominął mnie samochód z motolotnią na przyczepie… i wróciły wspomnienia z kursu szybowcowego i z czasów gdy szybowcami latałem. Piękny sport, paradoksalnie bardzo podobny do kolarstwa. Szybownictwo to czysta, nieustana interakcja człowieka z przyrodą. Znajomość przyrody, kierunków wiatrów, umiejętność odnajdywania tzw „kominów” ( noszeń termicznych ), obserwacja zachowania ptaków w locie to podstawowe i nieodzowne elementy warsztatu pilota szybowcowego.
Do tego te przeciążenia i cisza tam u góry… coś pięknego! Wiecie co? Jeszcze wrócę do latania :)

Nie wiem jak Wam, ale mnie ten widok zawsze kojarzy się z nacierającą Dywizją Pancerną :)
Na koniec treningu wykonałem 10km rozjazdu, ale byłem już tak zmęczony że tętno nie spadło poniżej 3 strefy. Dziś naprawdę czuje zmęczenie po treningu. Jutro w trupa ponownie a potem wypoczynek do niedzieli. Maraton w Hermanowie zapowiada się na najtrudniejszy w tym sezonie więc mam zamiar być dobrze wypoczętym :)

3h 06min 33sek
Hr avg 149, Hr max 179, dist 103km, spd avg 32.88km/h, asc 100m, kcal 2265, zmęczenie 9

Myśl Dnia: Latanie to najbardziej podniecająca rzecz jaką można robić w spodniach :)

Dzień 160 / Poranna tempówka do pracy / PIO_TREK

Zgodnie z wcześniejszymi założeniami wstałem dzisiaj o godzinie 5.30. Zjadłem małe śniadanko przebrałem się w stój rowerowy, spakowałem plecak i o 6.05 ruszyłem w stronę Poznania ...

Z Szamotuł przez Kępę  do Baborówka, a następnie do Pamiatkowa. Tam zjechałem z asfaltu i szutrową drogą minąłem jezioro Pamiatkowskie, by nastepnie przejechać przez mały las.
Za lasem wyjechałem na polną drogę, króra miała doprowadzić mnie prosto do Rokietnicy. Niestety na jednym z rostajów dróg, skręciłem nie w tę stronę i dojechałem do Krzyszkowa.

Na szczęście na trasie spotkałem miłą panią z psem na spacerze, która zapytana o drogę do Rokietnicy, poinformowała mnie że muszę się kawałek wrócić się i wjechać na Trakt Napoleoński (mam nadzieję że dobrze zapamietałem nazwę?). Tak jak powiedziała. Tak też zrobiłem i po jakimś czasie byłem już na "przedmieściach" Rokietnicy.

Z Rokietnicy najkrótszą drogą pojechałem przez Kiekrz do wsi Psarskie, gdzie pomiędzy przejazdami kolejowymi wjechałem na szlak rowerowy prowadzacy wzdłuż jezior Strzeszyńskiego i Rusałka.
Droga ta prowadzi przez piekne tereny leśne z dala od ruchu drogowego. Jedynie w połowie drogi mędzy jeziorami, szlak w jednym miejscu przecina ruchliwą ulicę Lutycka by ponownie wjechac do lasu.

Zostawiajac za sobą Rusałkę przejechałem pod nasypem kolejowym i wyjechałem na Golęcinie. Następnie przejechałem pod ulicą Niestachowską i wyjechałem w parku Sołaskim,  gdzie zaczynają się lub kończą znane szlaki rowerowe.

Ostatnie kilometry dzisiejszego treningu to jazda aleją Wielkopolską, ulicą Nowowiejskiego oraz Solną i meta na ulicy Wolnica, gdzie znajdyje sie miejsce mojej pracy czyli Jednostka ratowniczo Gasnicza nr 1.

"Marian" na służbie :)
P.S.
Pogoda dzisiaj była cudowna! Bezchmurne niebo w połączeniu ze wschodzącym na horyzoncie słońcem tworzyły wspaniałą atmosferę na dzisiejszym treningu. Na dworze było bezwietrznie, do tego przyjemnie chłodne powierze sprawiało że jazda jakoś dzisij nie męczyła, a przynajmniej nie dało się tego odczuć. Wszystko to sprawiło że do pracy dotarłem z bananem natwarzy i maksymalnie naładowanymi akumulatorami. To powinien być dobry dzień :) I takiego dnia wszystkim życzę !!!

Miło mi poinformować że z jedenastu strażaków na dzisiejszej służbie, czterech przyjechało do pracy rowerem. Z miejscowości ; Baranowo, Swarzędz, Rokietnica, Szamotuły. Oby tak dalej ...
... a "Poland "jak "Holland" - rowerami będzie stała :)

W sumie pokonałem 39,60 km w czasie 1h 17min 52sek ze średnią prędkością 30,5 km/h
HR śr 150 , HR max 209? , Spalone kalorie: 1229 kcal
Temp; 16 °C , Wiatr: płn. o prędkości 3 km/h

sobota, 13 sierpnia 2011

Dzień 159 / Spokojna przejażdżka / PIO_TREK

Pogoda od samego rana była niepewna. Najpierw słońce, potem ulewny deszcz i ponownie słońce. Wydawało się że z treningu nici. Byłem jednak cierpliwy i cierpliwość została nagrodzona :) Po deszczu przyszło słońce i drogi bardzo szybko przeschły, co było znakiem by wyruszyć na trasę ...

Po wczorajszym długim i męczącym treningu, na dzisiaj zaplanowałem tylko spokojną i krótką przejażdżkę.
Wsiadłem na "Mariana" i z Szamotuł ruszyłem w stronę Szczuczyna a następnie za Twardowem wjechałem do lasu.
Po paru kilometrach wyjechałem na pola, między którymi wije się rzeka Sama. Zatrzymałem się w tym miejscu, bo bardzo zaciekawił mnie widok kilkudziesięciu balotów słomy zawiniętych w białą folię.
Wyglądało to jakby na polu wylądował desant. Pytanie brzmi; Desant czego?

Desant ...

Gdy zrobiłem zdjęcie, ruszyłem dalej i wjechałem ponownie do lasu. W ten sposób dojechałem do Obrzycka, gdzie osiągnąłem półmetek dzisiejszego treningu. Przed mostem na Warcie skręciłem w stronę rynku. Obrzycko to jedno z mniejszych miast w Wielkopolsce, a ma na rynku jeden ogródek piwny !
Szamotuły natomiast to stolica powiatu, a o ogródku piwnym na rynku mogą tylko pomarzyć :)
Zasmucony tym faktem ruszyłem z rynku w stronę Brączewa. Od Obrzycka przez Bręczewo do samego Jaryszewa droga prowadziła asfaltem, mogłem wiec jechać spokojnie i równo bez podcinania nóg. Zgodnie z dzisiejszymi założeniami.
Przed Jaryszewem zatrzymałem się przy lądowisku na którym stoi samolot gaśniczy "Dromader" i zrobiłem kolejne zdjęcie ...

Samolot gaśniczy Dromader w pogotowiu ...
Po kolejnym krótkim postoju przejechałem przez Jaryszewo a następnie ponownie wjechałem do lasu. Leśnymi duktami przejechałem przez wieś Sycyn i wyjechałem w Piotrówku. Tam ponownie poczułem asfalt pod kołami, który doprowadził mnie do domu w Szamotułach.

Dzisiejszy trening miał być swego rodzaju regeneracją, po wczorajszym treningu. Jutro rano, o ile nie będzie mocno padać zamierzam wykonać na "Marianie" długą tempówkę do pracy w Poznaniu.
Po drodze będę się starał złapać kolegów jadących na rowerach do pracy z Rokietnicy i Baranowa :)

W sumie pokonałem 31,70 km w czasie 1h 08min 31sek ze średnią prędkością 27,9 km/h
HR śr 132 , HR max 149 , Spalone kalorie: 886 kcal
Temp; 23 °C , Wiatr: płd-zach. o prędkości 13 km/h

Fotki z Suchego / Mike

Niestety przez niekompetencje kilku baranów zamiast iść na trening znowu siedzie w pracy.
Nie muszę chyba pisać jak bardzo jestem poirytowany ...mniejsza z tym.
Siostra podesłała mi swoje fotki z maratonu w Suchym Lasie. Oto kilka z nich;


Pozdrawiam :)

piątek, 12 sierpnia 2011

Dzień 158 / Dziewicza Góra / PIO_TREK

Już od dawna chodziła za mną chęć odwiedzenia Dziewiczej Góry. Wreszcie dzisiaj przyszedł czas, kiedy nic nie stało na przeszkodzie żeby zrealizować ten cel ...

Rano wróciłem samochodem po pracy, zjadłem śniadanko, pozwoliłem żołądkowi częściowo uporać się ze spożytymi pokarmami i wskoczyłem na "Mariana" ...

Na początku z Szamotuł skierowałem się w okolice Sycyna, by dalej lasami dojechać nad Ruks.
Gdy jechałem przez las przez drogę przebiegły mi dwie sarny, a następnie utknąłem za bryczką przewożącą turystów, którzy byli zachwyceni otaczającą ich okolicą.
Ja jednak tym razem nie zatrzymałem się nad Ruksem, ale pojechałem dalej szlakiem i mijając leśniczówkę Niemieczkowo dojechałem do wsi Uścikowiec, a następnie do Obornik.

Pierwszą część trasy w terenie przejechałem dość mocno, dlatego na ulicach Obornik postanowiłem trochę odpocząć jadąc spokojnie. Szczęście mi sprzyjało, bo wyjeżdżając drogą w kierunku Murowanej Gośliny musiałem zatrzymać się przed opuszczonym szlabanem, na przejeździe kolejowym.
Wykorzystałem to jednak i zrobiłem pierwsze zdjęcie ...

Rogatki w Obornikach.

Gdy szlabany poszły w górę, ruszyłem w dalszą drogę. Drogą krajową "187" dojechałem do Łukowa.
Na trasie pomiędzy Łukowem, a Starczanowem zorientowałem się że pulsometr ustawiony jest na rozmiar kół w rowerze szosowym i dlatego zatrzymałem się by to zmienić :) Akurat wtedy wybiła pierwsza godzina jazdy.

Jadąc dalej lasami dotarłem do okolic rezerwatu "Śnieżycowy Jar" ...


... gdzie zatrzymałem się przy domku "Allegro all for planet" i pstryknąłem kolejne zdjęcia ...


Tu byłem, TUBYLEC.

Po krótkim postoju ruszyłem dalej Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym, i przez Starczanowo, Mściszewo, Promnice dotarłem do Bolechowa. Żeby jak najszybciej dotrzeć do celu podróży, pojechałem w kierunku drogi krajowej "196", która przez Owińska doprowadziła mnie do Czerwonaka. Tam skręciłem na szlak, który prowadził bezpośrednio na Dziewiczą Górę.
Początek podjazdu to droga asfaltowa do parkingu, a następnie szlak pieszy na sam szczyt. Pierwszy podjazd przejechałem rozpoznawczo, a na szczycie zatrzymałem się i urządziłem sobie pierwszy bufet i zrobiłem kolejne zdjecie ...

Wieża widokowa na Dziewiczej Górze.

... po krótkim postoju, zjechałem ponownie do parkingu i po raz kolejny wjechałem na Dziewiczą Górę.
Następnie zjechałem z góry tym razem innym szlakiem, by po raz ostatni wykonać męczący podjazd na szczyt. Na większe męczarnie nie miałem już ochoty, zjechałem więc do parkingu, a następnie asfaltem do Czerwonaka.
Żeby nie jechać dwa razy tą samą drogą, z Czerwonaka skierowałem się przez Koziegłowy na most Lecha nad Wartą ...

Rzeka Warta z mostu Lecha, w kierunku Koziegłów.
Kolejne kilometry treningu to jazda ścieżkami rowerowymi i ulicami Poznania ...z ulicy Bałtyckiej, kolejno ulicami; Lechicką, Naramowicką, Łużycką, Stoińskiego, Umultowską. Tam skręciłem w stronę Tesco przy ulicy Opieńskiego, a następnie mijając pętlę autobusową na Piątkowie pojechałem w kierunku przejazdu kolejowego na ulicy Morasko.

Przejeżdżając przez tory kolejowe skierowałem się w stronę Suchego Lasu, by jego ulicami dojechać do restauracji Estella. Przy restauracji spotkałem się z Kasią i zakończyłem kolejny udany trening.

Trzy godziny w siodle sprawiły że byłem już trochę głodny, dlatego szybko zamówiłem a następnie zjadłem pyszny makaron z owocami morza. Naprawdę polecam!

Po chwili odpoczynku w restauracji, spakowałem rower do samochodu i wspólnie z żoną wróciliśmy do domu Szamotułach.

Przepraszam za kolejny nudny opis treningu, ale jakoś nie mam pomysłu by inaczej to opisać. Mam nadzieje że z czasem będzie coraz lepiej ... Proszę dajcie mi jeszcze szansę!

P.S.
To był kolejny udany trening, który udało się przejechać suchą stopą. Pozostaje tylko żal, że nie mogłem przejechać go wspólnie z Mike-m który jest ostatnio strasznie zapracowany. Ale jak mawiają;  "Bez pracy, nie ma kołaczy". Dzięki takim ludziom nie jesteśmy teraz w sytuacji Grecji ! Gdyby Mike, miał profil na Facebook-u, bez wahania wcisnął bym; TO LUBIĘ :)

W sumie pokonałem 77,00 km w czasie 2h 52min 30sek ze średnią prędkością 27,7 km/h
HR śr 151 , HR max 184 , Spalone kalorie: 2769 kcal
Temp; 17 °C , Wiatr: płd-zach. o prędkości 7 km/h

"Rybka" w Radojewie / Mike

Dużo pracy ostatnio więc brakowało czasu na pisanie …

Wczoraj miałem dzień przerwy od roweru, ale dwa dni temu udałem się na popularną ” Rybkę” w Radojewie. W planie miałem ćwiczenia wytrzymałości na podjazdach. Po rozgrzewce wykonałem cztery powtórzenia. Założenie było takie by pierwszy podjazd pojechać na max-a i w każdym następnym starać się poprawić czas. Noga jakoś nie bardzo kręciła tego dnia do tego wiał bardzo silny wiatr w twarz więc w sumie płaski podjazd nabrał tego dnia innego, trudniejszego wyrazu :)

Czasy podjazdów:

1. 2min 28sek 40set / Hr avg 156, Hr max 170 ( wykonany za startu lotnego )
2. 2min 29sek 50set / Hr avg 155, Hr max 172 ( wykonany ze startu zatrzymanego )
3. 2min 24sek 60set / Hr avg 157, Hr max 176 ( wykonany ze startu zatrzymanego )
4. 2min 22sek 90set / Hr acg 157, Hr max 178 ( wykonany ze startu zatrzymanego )

Jak widać nie miałem dobrego dnia, tętno nie chciało się wkręcić do 5 strefy ( mimo iż prędkość oscylowała w granicach 32-38km/h ) a powtórzenia strasznie mnie męczyły i jechało się ciężko.
Do tego z trening wykonywałem w przerwie od pracy więc telefon dzwonił co po chwila …

Następnie wykonałem rozjazd do Biedruska i po powrocie na „Rybkę” wykonałem kolejne dwa podjazdy ale tym razem na twardym przełożeniu w pozycji stojącej. Nie odkryje niczego nowego stwierdzając iż na stojąco jedzie się znacznie wolniej … czasy podjazdów to potwierdzają:

1. 2min 46sek 00set / Hr avg 154, Hr max 162
2. 2min 54sek 70set / Hr avg 149, Hr max 159

Chciałem wykonać jeszcze kilka powtórzeń, ale telefon rozdzwonił się na dobre i musiałem wracać do pracy gasić parę pożarów … Po drodze spotkałem jeszcze Gabora jadącego do Radojewa z ramą do chromowania.

Trening taki sobie, źle się czułem, byłem rozdrażniony i co po chwilę ktoś przeszkadzał. Udało się wykonać założenia treningowe na ten dzień, ale co do ich jakości mam wiele zastrzeżeń. Jednak dobre samopoczucie psychiczne to nieodzowny element dobrze wykonanego treningu …

2h 03min 51sek
Hr avg 131, Hr max 179, dist 56km, spd avg 30.91km/h, asc 340m, kcal 1106, zmęczenie 7