Trening wykonałem dzisiaj na rowerze szosowym. Zaplanowałem powtórzenia podjazdów i dlatego celem podróży były Łężeczki. Z Szamotuł wyjechałem około godziny jedenastej i po wyjeździe z miasta wiedziałem, że nie będzie to łatwy trening. Największą przeszkoda był bardzo silny wiatr. Co gorsza całą trasę do Łężeczek jechałem pod wiatr, a przede mną były jeszcze powtórzenia podjazdów :)
Trasa treningu przebiegała przez;
Szamotuły - Ostroróg - Wróblewo - Chrzypsko Wielkie - Łężeczki - Chrzypsko Wielkie - Wróblewo - Ostroróg - Szamotuły
Do Łężeczek dojechałem w czasie 1h 10min 29sek po przejechaniu 35,2km. Całą trasę przejechałem na twardszym niż zwykle przełożeniu, mimo nie sprzyjającego wiatru. Między innymi dlatego prędkość średnia oscylowała poniżej 30km/h. Po dojeździe na miejsce od razu rozpocząłem powtórzenia podjazdów, także na twardszym niż zwykle przełożeniu. Ściankę podjeżdżałem na stojąco, a następnie siadałem na siodełku i dojeżdżałem do szczytu ...
1. Podjazd , 3min 06sek , HR max 162 , HR śr 155, zjazd 4min 32sek HR śr 130
2. Podjazd , 3min 05sek , HR max 159 , HR śr 151, zjazd 4min 31sek HR śr 130
3. Podjazd , 3min 09sek , HR max 158 , HR śr 151, zjazd 4min 35sek HR śr 127
4. Podjazd , 3min 17sek , HR max 158 , HR śr 149, zjazd 4min 40sek HR śr 129
5. Podjazd , 3min 13sek , HR max 157 , HR śr 149, zjazd 4min 42sek HR śr 127
6. Podjazd , 3min 24sek , HR max 160 , HR śr 152, zjazd 4min 47sek HR śr 124
... po ostatnim podjeździe zatrzymałem się za punktem widokowym i zrobiłem pamiątkowe zdjęcie ...
... a następnie zjechałem do sklepiku, gdzie urządziłem sobie mały bufet z Coca-colą i dwoma batonikami zbożowymi.
Po krótkim postoju ruszyłem tą samą trasą co wcześniej do domu. Wykorzystując wiejący w plecy wiatr, wykonałem bardzo długą tempówkę od sklepu w Łężeczkach do domu w Szamotułach. Trasę długości 34,9km pokonałem w czasie 58min 03seki zakończyłem wyczerpujący trening :)
W sumie pokonałem 90,70 km w czasie 2h 55min 09sek ze średnią prędkością 31,3 km/h
HR śr 144 , HR max 163 , Spalone kalorie: 2612 kcal
Temp; 17 °C , Wiatr: zach. o prędkości 29 km/h
Drużyna ambitnych amatorów zakręconych na punkcie rowerów i wszystkiego co z nimi związane.
środa, 10 sierpnia 2011
wtorek, 9 sierpnia 2011
Chill Out po Lesie / Mike
Dziś po dniu przerwy i dość zabieganym dniu w pracy, późno wsiadałem na rower. Postanowiłem jeszcze dziś dać odpocząć nogą, w końcu napracowały się w Niedziele goniąc stracony czas …
Wybrałem się w lasy pomiędzy Lipnicą a Zajączkowem. Do Zajączkowa wiał bardzo silny burzowy wiatr.
W sumie to na trening wyjeżdżałem w padającym deszczu. Ale bardzo szybko się przejaśniło i zrobiło się pięknie. Nogi super. Kręciły jak należy, ale pilnowałem by ich nie podcinać i nie wychodzić z 1 strefy.
W słuchawkach fajna spokojna muzyczka więc i taki był trening, spokojny i nastrojowy pozwalający oderwać się na chwile… i tak jadąc sobie wpadłem na pewien pomysł ...
Właściwie pomysł narodził się już dużo wcześniej, ale dziś w głowie powstał precyzyjny plan jego realizacji.
Już pisze o co chodzi. Mianowicie spróbujemy zorganizować maraton MTB w Szamotułach.
Oczywiście w przyszłym sezonie. Tereny są, nie ma wielkich gór, ale w Suchym Lesie też nie i tak samo w Łopuchowie. Mamy innego rodzaju trudności takie jak piasek… bardzo dużo piasku i jakieś hopki też się znajdzie. A więc jutro ruszamy z Operacją „Beach Maraton Szamotuły 2012”.
Tak sobie jadąc i planując dotarłem z powrotem do Szamotuł. Tu na ulicach musiałem kilku kierowcą pokazać rękoma i palcem środkowym co o nich myślę. Im się wydaje, że wszyscy użytkownicy rowerów jadą 5km/h. A co jak ktoś jedzie 40km/h ? A no wielkie zaskoczenie i ten na rowerze musi hamować i wymijać … ale na całe szczęście obyło się bez „przygód”…
Plan na tydzień jest mniej więcej taki do piątku treningi skupione na wytrzymałości na podjazdach a w weekend moc i siła :) Czyli do poniedziałku dużo kwasu i bólu… Hip Hip Hura
1h 52min 06sek
Hr avg 134, hr max 155, dist 46.6km spd avg 28km/h, cad avg 96, asc 85, kcal 1053, zmęczenie 3
Wybrałem się w lasy pomiędzy Lipnicą a Zajączkowem. Do Zajączkowa wiał bardzo silny burzowy wiatr.
W sumie to na trening wyjeżdżałem w padającym deszczu. Ale bardzo szybko się przejaśniło i zrobiło się pięknie. Nogi super. Kręciły jak należy, ale pilnowałem by ich nie podcinać i nie wychodzić z 1 strefy.
W słuchawkach fajna spokojna muzyczka więc i taki był trening, spokojny i nastrojowy pozwalający oderwać się na chwile… i tak jadąc sobie wpadłem na pewien pomysł ...
Właściwie pomysł narodził się już dużo wcześniej, ale dziś w głowie powstał precyzyjny plan jego realizacji.
![]() |
| Gira w Lesie :) |
Oczywiście w przyszłym sezonie. Tereny są, nie ma wielkich gór, ale w Suchym Lesie też nie i tak samo w Łopuchowie. Mamy innego rodzaju trudności takie jak piasek… bardzo dużo piasku i jakieś hopki też się znajdzie. A więc jutro ruszamy z Operacją „Beach Maraton Szamotuły 2012”.
![]() |
| Trochę wiało ... |
![]() |
| Piss Stop 55.4sec |
![]() |
| Jeszcze trzy tygodnie temu była tu ścieżka na nie więcej niż dwa rowery... a teraz... :( |
1h 52min 06sek
Hr avg 134, hr max 155, dist 46.6km spd avg 28km/h, cad avg 96, asc 85, kcal 1053, zmęczenie 3
Dzień 156 / Regeneracja po maratonie / PIO_TREK
Po powrocie z pracy zjadłem śniadanko i poszedłem do garażu doprowadzić "Mariana" do porządku po maratonie w Suchym Lesie. W czasie czyszczenia kół jedna ze szprych wydała charakterystyczny dźwięk :) Okazało się że pękł nypel i rower został chwilowo uziemiony. Na szczęście stało się to dzisiaj na postoju, a nie na trasie Maratonu lub na linii startu ...
Z powodu awarii "Mariana" regeneracje musiałem wykonać na rowerze szosowy. Jednak i tu pojawił się problem, bo jakiś czas temu wykorzystałem ostatnią zapasową dętkę i zapomniałem kupić nową.
Dlatego przed treningiem pojechałem na ulicę Rolną do "największego" sklepu rowerowego w Szamotułach.
I co? Oczywiście dętki nie kupiłem, bo jej nie mieli :)
Pojechałem więc na rynek do sklepu motoryzacyjnego.
I co? Oczywiście dętkę kupiłem ! Co za miasto ? :)
Zaopatrzony w niezbędne na treningu części zapasowe, ruszyłem na trasę treningu regeneracyjnego. Przebiegała ona przez;
Szamotuły - Szczepankowo - Ostroróg - Binino -Wronki - Stróżki - Samołęż - Pęckowo - Szamotuły
Pierwsza część trasy to jazda pod silny wiatr i pilnowanie "niskiego" tętna, żeby regeneracja spełniła swoje zadanie. Z kolejnymi kilometrami było coraz łatwiej i na koniec jechałem już z wiatrem wiejącym z boku lub w plecy.
W sumie pokonałem 41,00 km w czasie 1h 17min 53sek ze średnią prędkością 31,9 km/h
HR śr 134 , HR max 154 , Spalone kalorie: 1030 kcal ,
Temp; 20 °C , Wiatr: zach. o prędkości 26 km/h
Z powodu awarii "Mariana" regeneracje musiałem wykonać na rowerze szosowy. Jednak i tu pojawił się problem, bo jakiś czas temu wykorzystałem ostatnią zapasową dętkę i zapomniałem kupić nową.
Dlatego przed treningiem pojechałem na ulicę Rolną do "największego" sklepu rowerowego w Szamotułach.
I co? Oczywiście dętki nie kupiłem, bo jej nie mieli :)
Pojechałem więc na rynek do sklepu motoryzacyjnego.
I co? Oczywiście dętkę kupiłem ! Co za miasto ? :)
Zaopatrzony w niezbędne na treningu części zapasowe, ruszyłem na trasę treningu regeneracyjnego. Przebiegała ona przez;
Szamotuły - Szczepankowo - Ostroróg - Binino -Wronki - Stróżki - Samołęż - Pęckowo - Szamotuły
Pierwsza część trasy to jazda pod silny wiatr i pilnowanie "niskiego" tętna, żeby regeneracja spełniła swoje zadanie. Z kolejnymi kilometrami było coraz łatwiej i na koniec jechałem już z wiatrem wiejącym z boku lub w plecy.
W sumie pokonałem 41,00 km w czasie 1h 17min 53sek ze średnią prędkością 31,9 km/h
HR śr 134 , HR max 154 , Spalone kalorie: 1030 kcal ,
Temp; 20 °C , Wiatr: zach. o prędkości 26 km/h
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Wyniki ... / Mike
Lepiej późno nisz wcale... ale są wyniki Maratonu w Suchym Lesie
PIO_TREK zajął 5 miejsce w M3 - Gratuluje braciszku jestem z Ciebie dumny !!!! Dobra robota :)
Mike zajął 10 miejsce w M2 - Zważywszy na defekt na starcie lepiej być nie mogło.
Jestem więcej niż zadowolony ze swojego wyniku :)
Dodatkowo z moich wstępnych obliczeń ( zaznaczam że z matmy zawsze byłem kiepski ... ) wynika że zarówno PIO_TREK jak i Ja prowadzimy w generalce w swoich kategoriach. Jak dla mnie super !
GPBT Rządzi w Wielopolskim Peletonie :) :) :)
PIO_TREK zajął 5 miejsce w M3 - Gratuluje braciszku jestem z Ciebie dumny !!!! Dobra robota :)
Mike zajął 10 miejsce w M2 - Zważywszy na defekt na starcie lepiej być nie mogło.
Jestem więcej niż zadowolony ze swojego wyniku :)
Dodatkowo z moich wstępnych obliczeń ( zaznaczam że z matmy zawsze byłem kiepski ... ) wynika że zarówno PIO_TREK jak i Ja prowadzimy w generalce w swoich kategoriach. Jak dla mnie super !
GPBT Rządzi w Wielopolskim Peletonie :) :) :)
niedziela, 7 sierpnia 2011
Dzień 155 / Maraton MTB w Suchym Lesie / PIO_TREK
Maraton MTB w Suchym Lesie rozpoczął się punktualnie o godzinie 11, choć nie wszystkim było dane ruszyć o tej godzinie, ale od początku ...
Dzisiaj wraz z Kasią, Ania, Agnieszką, Gaborem i Mike-m spotkaliśmy się przy pętli autobusowej na ul. Bogusławskiego, gdzie zlokalizowane było "miasteczko maratonowe".
Procedura przedstartowa taka jak zwykle; rejestracja w biurze zawodów, wypakowanie i złożenie rowerów, założenie numerów startowych, przebranie w stroje rowerowe i pyszny posiłek makaronowy.
Następnie postanowiliśmy ruszyć na rozgrzewkę. jednak przed nią zwróciłem uwagę, że Mike ma bardzo mocno napompowane koła. Myślałem że specjalnie zwiększył ciśnienie chcąc zminimalizować opory toczenia, bo znaczna część trasy prowadziła po asfalcie i drogach szutrowych. Niestety Mike nie przejął się moją uwagą, co niestety miało swój dalszy ciąg ...
Wcześniej z Mike-m i Gaborem dwa razy przejechaliśmy rundę rozjazdową i czekaliśmy na ustawienie w sektorach startowych. Jak na każdym maratonie na początku warto być z przodu by nie zostać przyblokowanym na trasie przez słabszych zawodników. Dlatego na starcie ustawiliśmy się już o 10.30 czyli 0,5h przed rozpoczęciem maratonu. Stojąc w pierwszym rzędzie zwróciłem uwagę że niedomaga mi opaska od pulsometru i Kasia bardzo szybko przyniosła mi z samochodu zapasową. Z którą było już wszystko ok.
Po raz pierwszy stalismy z Mike-m w pierwszym rzędzie, ponieważ na maraton nie dojechały wielkie nazwiska (czyt. Wiktor x 2 , Swat x 2 , Lonka ,Plucinski , Tecław ) Ale mnie na starcie najbardziej brakowało Magdaleny Hałajczak :)
Staliśmy w sektorze startowym i zagadywał nas Piotr Kurek ... Że jesteśmy z Mike-m trudni do rozróżnienia, Dlaczego jeżdzimy w stojach i na rowerach firmy Trek ? itp. itd ...
Wszystko odbywało sie w miłej atmosferze, a start zbliżał się nieubłaganie. W końcu rozpoczęło się końcowe odliczanie, kiedy trzydzieści sekund przed startem !!! Jeden ze stojących za nami zawodników zwrócił Mike-owi uwagę że ma "panę" w tylnym kole. To była tragedia ! Ale Wódz Siła Spokoju Mike, zszedł na bok i rozpoczął wymianę dętki. Ja na jego miejscu rzucił, bym chyba rower w krzaki :) Pełen podziw Bracie, znowu mnie czegoś nauczyłeś !
W czasie gdy Mike naprawiał rower, wraz z resztą zawodników ruszyłem na rundę rozjazdową. W tym miejscu muszę, zaznaczyć że chyba jestem debilem :) Dwa razy ja dzisiaj przejechałem na rozgrzewce, dwa razy na poprzednich maratonach, a i tak pomyliłem trasę ! Na szczęście z małymi konsekwencjami i straciłem tylko kilkanaście pozycji :)
Do okolic Złotnik trasa prowadziła wąską ścieżką na której goniłem czołówkę. Udało mi się tego dokonać przed wjazdem na asfaltowy odcinek drogi ze Złotnik do Biedruska i jechaliśmy na nim w większej grupie z prędkościami powyżej 40km/h ! Było szybko, ale nie na tyle żebym się zagotował :)
Za Bieduskiem, skręt w prawo do lasu i jazda wzdłuż brzegu Warty. Cały czas trzymałem się dzielnie czołówki i wymiękłem dopiero za Moraskiem, przed końcem pierwszej rundy kiedy nie byłem już w stanie utrzymać już koła. Powiedziałem sobie że nie odpuszczam dalej jadę swoje trzymając mocne tempo. Najwyżej się zagotuję :)
Przed końcem rundy czekały na mnie Kasia i Aga robiące zdjęcia, oraz Ania z butelką Isostar-a. Mimo że miałem jeszcze jeden pełen bidon i butelkę wody, to skorzystałem z oferowanej pomocy i zabrałem kolejny napój.
Pierwszą rundę pokonałem chyba w czasie około 1h 10min, i ruszyłem na drugą. Wiedziałem że będzie ona o wiele trudniejsza, bo jechałem już bez pomocnej grupy przede mną. Jedyną pomocą był inny zawodnik w stroju Shimano XT, którego udało mi się dogonić. Na asfaltowym odcinku prowadzącym przez poligon, dawaliśmy sobie zmiany, nie zważając na "pasożyta", czyli trzeciego zawodnika który nie miał ochoty udzielić wsparcia.
Dając z siebie wszystko, utrzymałem jeszcze koło "Shimano XT", tylko na początku nadwarciańskiego odcinka. Następne kilometry pokonywałem własnym tempem, ale nadal z "pasożytem" na plecach :)
Zgubiłem go po jakimś czasie kiedy nawalił mu napęd i chyba spadł łańcuch. Niestety byłem już wtedy mocno zmęczony, samotną jazdą na prowadzeniu, przy nie sprzyjającym na tym odcinku trasy wietrze.
Dogoniony zostałem przez grupę około pięciu zawodników z którymi rozpocząłem współpracę na zmianach.
Dojechaliśmy tak do podjazdu prze wysypiskiem, gdzie postanowiłem zaatakować. Skoczyłem, a z pozostałej grupy, skoczył i poprawił tylko jeden zawodnik. Po podjeździe rozpoczęliśmy karkołomny zjazd na końcu którego skręciliśmy do lasu i wjechaliśmy na "piaszczysty" odcinek trasy. Do mety pozostały ostatnie trzy kilometry ale byłem już tak zmęczony, że wyprzedziła mnie jeszcze trójka zawodników którym wcześniej odjechałem. Przede mną był już tylko ostatni zjazd i linia mety.
Zgodnie ze wskazaniami Polar-a, na metę wpadłem po pokonaniu 73,1 km z czasem 2h 26min 06sek. Przekraczając linie mety byłem bardzo wyczerpany, co świadczy o tym że więcej z siebie nie byłem w stanie dać. Mimo to z osiągniętego czasu jestem bardzo zadowolony.
Mike jadąc cały maraton samotnie uzyskał czas (netto), taki sam jak ja !!!
Kilka szczegół odnośnie suplementacji ... Pierwszy żel "wciągnąłem" już na 15 minut przed startem, kolejne po; 45min, 1h 10min, 1h 45min a ostatni po 2h 5min. Po za tym wypiłem dwa bidony Isostara, 0,5l wody do popicia żeli, butelkę 0,5l Isostar-a od Ani oraz kilka kubków na bufetach. Wszystko chyba wyparowało, bo obyło się bez sikania na trasie :)
Gdy trochę ochłonąłem, poszliśmy umyć siebie i rowery przy samochodzie gaśniczym zaprzyjaźnionej OSP Suchy Las. To była naprawdę przyjemna i potrzebna kąpiel. Aż nie chciało się z pod węża wychodzić :)
Następnie przebraliśmy się w czyste ciuchy przy samochodzie, po czym zabraliśmy koc i poszliśmy przed scenę główną na ogłoszenie wyników i rozdanie nagród.
Jak nakazuje tradycja maratonu w Suchym Lesie, podczas ogłoszenia wyników zawsze mocno pada.
Nie inaczej było i tym razem. Gdy zaczęło padać, wszyscy pochowali się pod parasolami i namiotami.
Na początek tombola, czyli losowanie nagród rzeczowych. Przy prawie każdym kolejnym wyczytanym nazwisku, zgromadzonych swoimi anegdotami raczył niezastąpiony "konferansjer" Piotr Kurek. Dzisiaj był naprawdę w wyśmienitej formie. Anegdota, goniła anegdotę. Jedna lepsza od drugiej :)
Po tomboli, odbyła się dekoracja zwycięzców. Niestety w tym momencie wraz z Mike-m i Gaborem nie znaliśmy własnych rezultatów, bo system Gogola na każdym maratonie szwankuje, a swoje miejsca znają chyba tylko zawodnicy dekorowani na podium :( Zniesmaczeni wsiedliśmy do samochodów i odjechaliśmy do Szamotuł.
P.S.
Mój oficjalny czas to 2h 25min 58sek. Dzieki temu zająłem 19 miejsce w Open i 5 w M3 :)
W sumie pokonałem 73,10 km w czasie 2h 26min 06sek ze średnią prędkością 30,0 km/h
HR śr 174 , HR max 184 , Spalone kalorie: 3053 kcal , Cad śr. 93 , Cad max 132
Temp; 23 °C , Wiatr: płd.-zach. o prędkości 9 km/h
Dzisiaj wraz z Kasią, Ania, Agnieszką, Gaborem i Mike-m spotkaliśmy się przy pętli autobusowej na ul. Bogusławskiego, gdzie zlokalizowane było "miasteczko maratonowe".
Procedura przedstartowa taka jak zwykle; rejestracja w biurze zawodów, wypakowanie i złożenie rowerów, założenie numerów startowych, przebranie w stroje rowerowe i pyszny posiłek makaronowy.
| Kociołek Panoramixa prawie gotowy :) |
Wcześniej z Mike-m i Gaborem dwa razy przejechaliśmy rundę rozjazdową i czekaliśmy na ustawienie w sektorach startowych. Jak na każdym maratonie na początku warto być z przodu by nie zostać przyblokowanym na trasie przez słabszych zawodników. Dlatego na starcie ustawiliśmy się już o 10.30 czyli 0,5h przed rozpoczęciem maratonu. Stojąc w pierwszym rzędzie zwróciłem uwagę że niedomaga mi opaska od pulsometru i Kasia bardzo szybko przyniosła mi z samochodu zapasową. Z którą było już wszystko ok.
| W sektorze startowym. Pierwsza linia :) |
Staliśmy w sektorze startowym i zagadywał nas Piotr Kurek ... Że jesteśmy z Mike-m trudni do rozróżnienia, Dlaczego jeżdzimy w stojach i na rowerach firmy Trek ? itp. itd ...
Wszystko odbywało sie w miłej atmosferze, a start zbliżał się nieubłaganie. W końcu rozpoczęło się końcowe odliczanie, kiedy trzydzieści sekund przed startem !!! Jeden ze stojących za nami zawodników zwrócił Mike-owi uwagę że ma "panę" w tylnym kole. To była tragedia ! Ale Wódz Siła Spokoju Mike, zszedł na bok i rozpoczął wymianę dętki. Ja na jego miejscu rzucił, bym chyba rower w krzaki :) Pełen podziw Bracie, znowu mnie czegoś nauczyłeś !
W czasie gdy Mike naprawiał rower, wraz z resztą zawodników ruszyłem na rundę rozjazdową. W tym miejscu muszę, zaznaczyć że chyba jestem debilem :) Dwa razy ja dzisiaj przejechałem na rozgrzewce, dwa razy na poprzednich maratonach, a i tak pomyliłem trasę ! Na szczęście z małymi konsekwencjami i straciłem tylko kilkanaście pozycji :)
| Start bez Mike-a :( |
| "Unoś giery bo pioch" :) |
Za Bieduskiem, skręt w prawo do lasu i jazda wzdłuż brzegu Warty. Cały czas trzymałem się dzielnie czołówki i wymiękłem dopiero za Moraskiem, przed końcem pierwszej rundy kiedy nie byłem już w stanie utrzymać już koła. Powiedziałem sobie że nie odpuszczam dalej jadę swoje trzymając mocne tempo. Najwyżej się zagotuję :)
Przed końcem rundy czekały na mnie Kasia i Aga robiące zdjęcia, oraz Ania z butelką Isostar-a. Mimo że miałem jeszcze jeden pełen bidon i butelkę wody, to skorzystałem z oferowanej pomocy i zabrałem kolejny napój.
Pierwszą rundę pokonałem chyba w czasie około 1h 10min, i ruszyłem na drugą. Wiedziałem że będzie ona o wiele trudniejsza, bo jechałem już bez pomocnej grupy przede mną. Jedyną pomocą był inny zawodnik w stroju Shimano XT, którego udało mi się dogonić. Na asfaltowym odcinku prowadzącym przez poligon, dawaliśmy sobie zmiany, nie zważając na "pasożyta", czyli trzeciego zawodnika który nie miał ochoty udzielić wsparcia.
Dając z siebie wszystko, utrzymałem jeszcze koło "Shimano XT", tylko na początku nadwarciańskiego odcinka. Następne kilometry pokonywałem własnym tempem, ale nadal z "pasożytem" na plecach :)
![]() |
| Na trasie. |
Dogoniony zostałem przez grupę około pięciu zawodników z którymi rozpocząłem współpracę na zmianach.
Dojechaliśmy tak do podjazdu prze wysypiskiem, gdzie postanowiłem zaatakować. Skoczyłem, a z pozostałej grupy, skoczył i poprawił tylko jeden zawodnik. Po podjeździe rozpoczęliśmy karkołomny zjazd na końcu którego skręciliśmy do lasu i wjechaliśmy na "piaszczysty" odcinek trasy. Do mety pozostały ostatnie trzy kilometry ale byłem już tak zmęczony, że wyprzedziła mnie jeszcze trójka zawodników którym wcześniej odjechałem. Przede mną był już tylko ostatni zjazd i linia mety.
| Hurra ! Jestem na mecie :) |
Mike jadąc cały maraton samotnie uzyskał czas (netto), taki sam jak ja !!!
Kilka szczegół odnośnie suplementacji ... Pierwszy żel "wciągnąłem" już na 15 minut przed startem, kolejne po; 45min, 1h 10min, 1h 45min a ostatni po 2h 5min. Po za tym wypiłem dwa bidony Isostara, 0,5l wody do popicia żeli, butelkę 0,5l Isostar-a od Ani oraz kilka kubków na bufetach. Wszystko chyba wyparowało, bo obyło się bez sikania na trasie :)
Gdy trochę ochłonąłem, poszliśmy umyć siebie i rowery przy samochodzie gaśniczym zaprzyjaźnionej OSP Suchy Las. To była naprawdę przyjemna i potrzebna kąpiel. Aż nie chciało się z pod węża wychodzić :)
Następnie przebraliśmy się w czyste ciuchy przy samochodzie, po czym zabraliśmy koc i poszliśmy przed scenę główną na ogłoszenie wyników i rozdanie nagród.
Jak nakazuje tradycja maratonu w Suchym Lesie, podczas ogłoszenia wyników zawsze mocno pada.
Nie inaczej było i tym razem. Gdy zaczęło padać, wszyscy pochowali się pod parasolami i namiotami.
Na początek tombola, czyli losowanie nagród rzeczowych. Przy prawie każdym kolejnym wyczytanym nazwisku, zgromadzonych swoimi anegdotami raczył niezastąpiony "konferansjer" Piotr Kurek. Dzisiaj był naprawdę w wyśmienitej formie. Anegdota, goniła anegdotę. Jedna lepsza od drugiej :)
Po tomboli, odbyła się dekoracja zwycięzców. Niestety w tym momencie wraz z Mike-m i Gaborem nie znaliśmy własnych rezultatów, bo system Gogola na każdym maratonie szwankuje, a swoje miejsca znają chyba tylko zawodnicy dekorowani na podium :( Zniesmaczeni wsiedliśmy do samochodów i odjechaliśmy do Szamotuł.
P.S.
Mój oficjalny czas to 2h 25min 58sek. Dzieki temu zająłem 19 miejsce w Open i 5 w M3 :)
W sumie pokonałem 73,10 km w czasie 2h 26min 06sek ze średnią prędkością 30,0 km/h
HR śr 174 , HR max 184 , Spalone kalorie: 3053 kcal , Cad śr. 93 , Cad max 132
Temp; 23 °C , Wiatr: płd.-zach. o prędkości 9 km/h
GP Wlkp w Martonach MTB - Suchy Las / Mike
To był dzień pełen wrażeń i emocji, nie tylko tych pozytywnych …
Po siódmej pobudka, śniadanko w postaci omletu a'la Mike i kawka oczywiście. Potem pakownie ciuchów
( pogoda nie pewna więc pakowałem na zapas ), żarcia i napoi no i sprzętu rzecz jasna. Dojazd na miejsce, tym razem pod nosem w sensie dosłownym, bo w Suchym Lesie czyli tam gdzie pracuje. Rejestracja, nadal nie rozumiem po jaką cholerę ( ostrzegam będę dużo przeklinał w tym poście więc jak nie pasi taki styl to zapraszam jutro… ) stoimy w tym cyklu ( Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB ) w dwóch kolejkach do rejestracji. Z resztą to nie jedyny mankament organizacyjny tego cyklu. Szczerze mówiąc to każdy cykl ma niedociągnięcia i co ciekawe to są małe proste rzeczy nie wymagające żadnych wielkich nakładów finansowych czy dodatkowej pracy do wykonania. Niby małe ale wkurwiające …
Ale wracając do przebiegu dnia. Przed ustawieniem się na starcie wykonaliśmy dwie 3km rundy rozjazdowe. Jak się później okazało coś tam musiałem w oponę wbić…. Ustawiliśmy się zaraz za taśma wiec byliśmy w pierwszym szeregu. Piotr Kurek oczywiście w swoim unikatowym stylu prowadził konferansjerką ( wspominając rzecz jasna o nas :) ).
Brakował ow dniu dzisiejszym wszystkim głównych konkurentów do generalnego zwycięstwa w cyklu. Miałem spora przewagę nad następnym po mnie zawodnikiem, wiec myślę sobie jedz swoje i unikaj błędów. Tym czasem powietrze w tylniej oponie miało inne plany, poczuło zew wolności i postanowiło dołączyć do kuzynostwa na zewnątrz opony.
Na 30 sekund przed startem ktoś mi powiedział że mam kapcia… Zajebiście tylko tego mi było trzeba!!!
No to na bok i zmieniamy dętkę, w miedzy czasie wyścig wystartował, nim się uporałem z defektem ( musiałem potem jeszcze dopompować ) straciłem jakieś 5 minut. I startowałem jako ostatni… a przed sobą miałem całą masę turystów, nic naprawdę nic do nich nie mam, ale znając trasę wiedziałem że utknę na wąskich odcinkach. I tak się stało… w miejscu gdzie trasa przechodziła w singletrack, stałem tak stałem w kolejce! Tracąc na moje oko kolejne 3-4 minuty. Jak w końcu wjechaliśmy na odcinek asfaltowy gdzie mogłem nadgonić trochę, to tak też zrobiłem, prędkość 45-50km/h i wycinanie jednego za drugim.
Kilku próbowało się chwycić koła, ale jakoś nie byli wstanie przejechać więcej niż kilkanaście metrów za mną. Uwierzcie, naprawdę byłem wkurwiony ( nawet Kasia stwierdziła potem że mnie takiego jeszcze nie widziała, a Siostra powiedziała że wystraszył ją mój wzrok ). I swoją frustracie przeniosłem na pedały …
Z samej jazdy jestem bardzo zadowolony, cały dystans jechałem sam i goniłem… udało się mimo to uzyskać czas przejazdu Pio_trka który jechał z czołówką wiec nie mogę narzekać:)
Po siódmej pobudka, śniadanko w postaci omletu a'la Mike i kawka oczywiście. Potem pakownie ciuchów
( pogoda nie pewna więc pakowałem na zapas ), żarcia i napoi no i sprzętu rzecz jasna. Dojazd na miejsce, tym razem pod nosem w sensie dosłownym, bo w Suchym Lesie czyli tam gdzie pracuje. Rejestracja, nadal nie rozumiem po jaką cholerę ( ostrzegam będę dużo przeklinał w tym poście więc jak nie pasi taki styl to zapraszam jutro… ) stoimy w tym cyklu ( Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB ) w dwóch kolejkach do rejestracji. Z resztą to nie jedyny mankament organizacyjny tego cyklu. Szczerze mówiąc to każdy cykl ma niedociągnięcia i co ciekawe to są małe proste rzeczy nie wymagające żadnych wielkich nakładów finansowych czy dodatkowej pracy do wykonania. Niby małe ale wkurwiające …
Ale wracając do przebiegu dnia. Przed ustawieniem się na starcie wykonaliśmy dwie 3km rundy rozjazdowe. Jak się później okazało coś tam musiałem w oponę wbić…. Ustawiliśmy się zaraz za taśma wiec byliśmy w pierwszym szeregu. Piotr Kurek oczywiście w swoim unikatowym stylu prowadził konferansjerką ( wspominając rzecz jasna o nas :) ).
| Humory Dopisują |
| Pierwsza Linia |
Na 30 sekund przed startem ktoś mi powiedział że mam kapcia… Zajebiście tylko tego mi było trzeba!!!
No to na bok i zmieniamy dętkę, w miedzy czasie wyścig wystartował, nim się uporałem z defektem ( musiałem potem jeszcze dopompować ) straciłem jakieś 5 minut. I startowałem jako ostatni… a przed sobą miałem całą masę turystów, nic naprawdę nic do nich nie mam, ale znając trasę wiedziałem że utknę na wąskich odcinkach. I tak się stało… w miejscu gdzie trasa przechodziła w singletrack, stałem tak stałem w kolejce! Tracąc na moje oko kolejne 3-4 minuty. Jak w końcu wjechaliśmy na odcinek asfaltowy gdzie mogłem nadgonić trochę, to tak też zrobiłem, prędkość 45-50km/h i wycinanie jednego za drugim.
Kilku próbowało się chwycić koła, ale jakoś nie byli wstanie przejechać więcej niż kilkanaście metrów za mną. Uwierzcie, naprawdę byłem wkurwiony ( nawet Kasia stwierdziła potem że mnie takiego jeszcze nie widziała, a Siostra powiedziała że wystraszył ją mój wzrok ). I swoją frustracie przeniosłem na pedały …
Co tu pisać widać jak jest.. |
| ... |
I tak do Biedruska na pełnym gazie tętno w 5 strefie i kilkadziesiąt osób wyciętych. Nad Wartą w prawo i w las. Tam z początku dobrze szło bo było szeroko, no ale na odcinku singletrack-a znowu „trzepaki” ( jak ktoś nie wie kto to „trzepak” to niech doczyta bo mi się nie chce tłumaczyć ) i kolejne kilka minut w plecy … Zrobiło się szerzej wiec heja do przodu i kolejne seryjne wycinanie. Cały czas pilnowałem by się odżywić i pić regularnie. No ale jak się goni to nie ma zmiłuj… cały wyścig przejechałem sam, no koledzy kolarze jechali ze mną a raczej za mną i się wieźli, jak któryś wszedł na zmianę to zwalniał tempo, wiec Mike znowu musiał wyjść na czoło… Pod koniec pierwszej pętli byłem zaskoczony swoim samopoczuciem, wiedziałem ze jadę cały czas powyżej progu ale było ok. Tym razem masa turystów została już za mną wiec drugą pętle jechałem bez „zatorów” po drodze doganiałem grupki 2 -3 osobowe, za każdym razem ktoś skakał za mną i siadał na koło by tak pojechać parę kilometrów i strzelał i tak grupką za grupką aż do mety.
Dziś naprawdę czułem się mocny, najlepszym dowodem niech będzie wypowiedz ostatniego z moich towarzyszy którego podciągnąłem do mety który powiedział „ale Ty mocny jesteś. Mam nadzieje że wytrzymam za Tobą do mety”. Tak mogę powiedzieć że dziś byłem mocny i gdyby nie ta pierdolona dętka to kto wie …
Dziś naprawdę czułem się mocny, najlepszym dowodem niech będzie wypowiedz ostatniego z moich towarzyszy którego podciągnąłem do mety który powiedział „ale Ty mocny jesteś. Mam nadzieje że wytrzymam za Tobą do mety”. Tak mogę powiedzieć że dziś byłem mocny i gdyby nie ta pierdolona dętka to kto wie …
Ale taki jest ten sport i to jest jego prawdziwe piękno … :)
| Meta... i oczywiscie Piotr Kurek :) |
Nie wiem który byłem, bo po raz kolejny firma dokonująca pomiaru. Dała dupy… Na maratonie w Gnieźnie który jednocześnie był Mistrzostwami Wielkopolski nie było wcale wyników i dekoracji…
W Mosinie mnie nie sklasyfikowano i gdyby nie czujność Pio_Trka to bym stracił ciężko wypracowane punkty… a dziś czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie w padającym deszczu… a wyniki jedynie pierwszych trójek. A reszta? Wiem ze to zabawa i pasja, ale odrobina profesjonalizmu w stosunku do uczestników którzy tak naprawdę finansują ten cykl by się należała !!!
W Mosinie mnie nie sklasyfikowano i gdyby nie czujność Pio_Trka to bym stracił ciężko wypracowane punkty… a dziś czekanie, czekanie i jeszcze raz czekanie w padającym deszczu… a wyniki jedynie pierwszych trójek. A reszta? Wiem ze to zabawa i pasja, ale odrobina profesjonalizmu w stosunku do uczestników którzy tak naprawdę finansują ten cykl by się należała !!!
Z samej jazdy jestem bardzo zadowolony, cały dystans jechałem sam i goniłem… udało się mimo to uzyskać czas przejazdu Pio_trka który jechał z czołówką wiec nie mogę narzekać:)
2h 26min 18sek
Hr avg 174, Hr max 191, Dist 71.7, spd avg 29.6km/h, cad avg 80?, asc 360m, kcal 2136, zmęczenie 8
piątek, 5 sierpnia 2011
Menu Treningowe - Kompozycje Własne / Mike
Trening Wytrzymałości Siłowej
M7: Powtórzenia na siłę ( kompozycja własna Mike )
Ćwiczenie ma na celu rozwinąć siłę mięśni nóg. Na płaskiej lub lekko pofałdowanej trasie, o małym ruchu i bez skrzyżowań jedź na najcięższym możliwym przełożeniu. Kadencja będzie niska 60-65 obrotów. Utrzymuj cały czas aerodynamiczną pozycje, skup się na prawidłowym, równym i rytmicznym pedałowaniu. Tętno w 2 lub 3 strefie. Po każdym powtórzeniu odpoczywaj tyle czasu ile trwało powtórzenie. Przykładowy trening: 5x5min powtórzeń z 5min odpoczynku. Ćwiczenie jest bardzo wyczerpujące dlatego odpocznij minimum jeden dzień przed przystąpieniem do kolejnego trudnego treningu.
F3: Interwałowe podjazdy na stojąco ( kompozycja własna )
Wyznacz sobie pofałdowana trasę z średniej długości podjazdami. Każdy podjazd pokonuj na twardszym przełożeniu na stojąco. Pilnuj równego rytmu i tempa pedałowania. Prędkość na całej długości podjazdu musi być taka sama. Każdy z podjazdów pokonuj tak samo i w tym samym rytmie. Tętno w 4 i 5a strefie. Pomiędzy podjazdami pedałuj spokojnie w 1 lub 2 strefie. Trening ten rozwija wiele cech, siłę, wytrzymałość siłową, tolerancje laktatu.
( okresy: podstawowy 3, rozbudowa 1 i 2 )
M7: Powtórzenia na siłę ( kompozycja własna Mike )
Ćwiczenie ma na celu rozwinąć siłę mięśni nóg. Na płaskiej lub lekko pofałdowanej trasie, o małym ruchu i bez skrzyżowań jedź na najcięższym możliwym przełożeniu. Kadencja będzie niska 60-65 obrotów. Utrzymuj cały czas aerodynamiczną pozycje, skup się na prawidłowym, równym i rytmicznym pedałowaniu. Tętno w 2 lub 3 strefie. Po każdym powtórzeniu odpoczywaj tyle czasu ile trwało powtórzenie. Przykładowy trening: 5x5min powtórzeń z 5min odpoczynku. Ćwiczenie jest bardzo wyczerpujące dlatego odpocznij minimum jeden dzień przed przystąpieniem do kolejnego trudnego treningu.
F3: Interwałowe podjazdy na stojąco ( kompozycja własna )
Wyznacz sobie pofałdowana trasę z średniej długości podjazdami. Każdy podjazd pokonuj na twardszym przełożeniu na stojąco. Pilnuj równego rytmu i tempa pedałowania. Prędkość na całej długości podjazdu musi być taka sama. Każdy z podjazdów pokonuj tak samo i w tym samym rytmie. Tętno w 4 i 5a strefie. Pomiędzy podjazdami pedałuj spokojnie w 1 lub 2 strefie. Trening ten rozwija wiele cech, siłę, wytrzymałość siłową, tolerancje laktatu.
( okresy: podstawowy 3, rozbudowa 1 i 2 )
czwartek, 4 sierpnia 2011
1 URODZINY GPBT / Mike
To już rok jak wasz zanudzamy… Ale najpierw opis wczorajszego urodzinowego treningu.
Ten tydzień mam zaplanowany jako regeneracyjny po dwóch poprzednich ze sporą ilości obciążeni i trudnych ćwiczeń. Z tego też powodu chciałem odbyć spokojną jazdę… pisze chciałem bo spokojny trening z Pio_trkiem to błąd logiczny. Pierwsze urodziny bloga więc wypadało wybrać się na jakąś kultową trasę, nie powinno dziwić że wybór padł na Łężeczki, miejsce w którym odbywamy większość treningów związanych z cechami ważnymi na podjazdach, do tego pięknie położone z punktem widokowym, naprawdę fajne miejsce na mapie naszej kochanej Wielkopolski :)
Ok. wsiadamy na rowery i spokojnie w pierwszej strefie z wiatrem w plecy śmigamy do celu.
Prędkość całkiem przyzwoita fajna atmosfera ( wreście przestało padać ). Bardzo interesująca rozmowa … Dziś uzyskałem definitywne potwierdzenie mojej teorii na temat genotypu Pio_trka. Od lat twierdze, że to czystej krwi Aryjczyk o twarzy i spojrzeniu Niemieckiego Oficera ( w kasku wygląda co najmniej na Generała! ). I dziś już wiem że się nie myliłem. Na poznańskim Dworcu Głównym ( PKP ) pewien miły Pan walczący za wolność naszej ojczyzny w Armii Krajowej, nie znający zupełnie Pio_Trka oświadczył mu że ma akcent typowo niemiecki …
Pio_trek mów sobie co chcesz, ubieraj dowolną maskę ( teorie ubierania masek rozwinie w innym poście ), ale jeśli bohater narodowy odznaczony Krzyżem Niepodległości ( odznaczenie z okresu międzywojennego wznowione w 2010roku ), weteran walk z Niemieckim okupantem, kombatant, potwierdza moją teorię…
to tak jest !!!!!
Wyjaśniwszy sobie ta kwestię dojechaliśmy do podjazdu w Łężeczkach… ustalone było przed treningiem, że spokojnie, że regeneracja, że nie szarpiemy… ale nie Pio_trek nie mógł sobie odmówić i poszedł do przodu. Nie ukrywam trochę mnie tym wkurzył ( w końcu założenia treningowe to założenia treningowe a nie jakieś tam sobie popierdółki ), postanowiłem więc że nie odpuszczę Bratu. Zacząłem „spawać” pod koniec ścianki byłem koło Pio_trka potem trochę pojechałem obok niego pozwalając by się „podgotował” i w odpowiednim momencie pojechałem sobie do przodu… Sorry Braciszku ale się tobie należało.
Jedziemy sobie dale już trochę wolniej aż do podjazdów pomiędzy Gnuszynem a Nojewem i znowu powtórka z rozrywki, miało być spokojnie a Piot_trek się „napina”, ok. ponapinajmy się razem… myślałem że na tym koniec ale nie, na podjeździe do Nojewa to samo tylko tym razem Brat poszedł w trupa… ten sam scenariusz co w Łężeczkach – zabawa w „spawacza” i do przodu…
Tak sobie figlując dojechaliśmy do Ostrorogu, za nim weszliśmy na zmiany ale tego dnia Pio_trek nie znał umiaru więc jak zacząłem wchodzić w 4 strefę odpuściłem. Liczy się tylko niedzielny wyścig a nie jakieś harce pod chatą :)
Rozjazd po Szamo, prysznic i do Pio_trka i Kasi na oblewanie pierwszych urodzin…
Dane z treningu:
2h 24min 15sek
Hr avg 144, Hr max 188, dist 78km, spd avg 32.5km/h asc 220m, kcal 1537, zmęczenie 4
Dziś już samotnie i pod kontrola wykonałem kolejny spokojny trening na pętli pod Szamotułami.
1h 40min 17sek
Hr avg 137, Hr max 156, dist 50km, spd avg 32km/h, asc 80m, kcal 979, zmęczenie 2
Ok. więc czas na drobne podsumowanie rocznych dokonań…
Nie wiem czy ktoś te głupoty w ogóle czyta, no może najbliżsi czytają, ale co mogą innego zrobić?
Tak naprawdę to mniejsza o to bo samo pisanie sprawi mi taka frajdę że mogę pisać nawet sam dla siebie :) Jeżeli jest jeszcze ktoś tam hen w sieci kto od czasu do czasu zagląda na nasza stronę mam nadzieje że uśmiał się od czasu do czasu a jeśli znalazł cos więcej wartego zastosowania to super :)
Kilka danych statystycznych. Kurde nie wiem dlaczego ja tak łubie dane statystyczne przecież ze statystyki na studiach miałem "komisa" i gdyby nie wrodzone cwaniactwo to pewnie nadal bym ją zdawał …
Ale miały być dane a nie jakieś tam uczelniane zwierzenia
W okresie od 3 Sierpnia 2010 do 3 Sierpnia 2011:
Spędziłem na rowerze 368.05h
Przejechałem 9011.8km
Serducho w trakcie treningów puknęło 3 016 032 razy
Uzyskałem średnią roczną prędkość 24km/h
Spaliłem 112 517 kalorii
Podjechałem 25 049m w pionie ( 3 x Mount Everest :) )
Moja średnia Kadencja to 92 obroty
A w poszczególnych strefach tętna spędziłem:
strefa czas
5c 21:36h
5b 20:36h
5a 25:06h
4 38:16h
3 29:53h
2 85:37h
1 109:21h
Tętno na progu przesunąłem z 176 uderzeń na 178 uderzeń serca:)
Jak dla mnie kawał dobrze wykonanej roboty. A co najważniejsze strasznie mnie to kręci i daje ogromna satysfakcje. Tak więc czy chcecie czy nie będę nadal jeździł i pisał…
Na waszym miejscu już bym się bał:)
Myśl roku: " Nigdy nie pytaj czy się opłaca, ale czy warto! " - Władysław Bartoszewski
Ten tydzień mam zaplanowany jako regeneracyjny po dwóch poprzednich ze sporą ilości obciążeni i trudnych ćwiczeń. Z tego też powodu chciałem odbyć spokojną jazdę… pisze chciałem bo spokojny trening z Pio_trkiem to błąd logiczny. Pierwsze urodziny bloga więc wypadało wybrać się na jakąś kultową trasę, nie powinno dziwić że wybór padł na Łężeczki, miejsce w którym odbywamy większość treningów związanych z cechami ważnymi na podjazdach, do tego pięknie położone z punktem widokowym, naprawdę fajne miejsce na mapie naszej kochanej Wielkopolski :)
Ok. wsiadamy na rowery i spokojnie w pierwszej strefie z wiatrem w plecy śmigamy do celu.
Prędkość całkiem przyzwoita fajna atmosfera ( wreście przestało padać ). Bardzo interesująca rozmowa … Dziś uzyskałem definitywne potwierdzenie mojej teorii na temat genotypu Pio_trka. Od lat twierdze, że to czystej krwi Aryjczyk o twarzy i spojrzeniu Niemieckiego Oficera ( w kasku wygląda co najmniej na Generała! ). I dziś już wiem że się nie myliłem. Na poznańskim Dworcu Głównym ( PKP ) pewien miły Pan walczący za wolność naszej ojczyzny w Armii Krajowej, nie znający zupełnie Pio_Trka oświadczył mu że ma akcent typowo niemiecki …
Pio_trek mów sobie co chcesz, ubieraj dowolną maskę ( teorie ubierania masek rozwinie w innym poście ), ale jeśli bohater narodowy odznaczony Krzyżem Niepodległości ( odznaczenie z okresu międzywojennego wznowione w 2010roku ), weteran walk z Niemieckim okupantem, kombatant, potwierdza moją teorię…
to tak jest !!!!!
Wyjaśniwszy sobie ta kwestię dojechaliśmy do podjazdu w Łężeczkach… ustalone było przed treningiem, że spokojnie, że regeneracja, że nie szarpiemy… ale nie Pio_trek nie mógł sobie odmówić i poszedł do przodu. Nie ukrywam trochę mnie tym wkurzył ( w końcu założenia treningowe to założenia treningowe a nie jakieś tam sobie popierdółki ), postanowiłem więc że nie odpuszczę Bratu. Zacząłem „spawać” pod koniec ścianki byłem koło Pio_trka potem trochę pojechałem obok niego pozwalając by się „podgotował” i w odpowiednim momencie pojechałem sobie do przodu… Sorry Braciszku ale się tobie należało.
Jedziemy sobie dale już trochę wolniej aż do podjazdów pomiędzy Gnuszynem a Nojewem i znowu powtórka z rozrywki, miało być spokojnie a Piot_trek się „napina”, ok. ponapinajmy się razem… myślałem że na tym koniec ale nie, na podjeździe do Nojewa to samo tylko tym razem Brat poszedł w trupa… ten sam scenariusz co w Łężeczkach – zabawa w „spawacza” i do przodu…
Tak sobie figlując dojechaliśmy do Ostrorogu, za nim weszliśmy na zmiany ale tego dnia Pio_trek nie znał umiaru więc jak zacząłem wchodzić w 4 strefę odpuściłem. Liczy się tylko niedzielny wyścig a nie jakieś harce pod chatą :)
Rozjazd po Szamo, prysznic i do Pio_trka i Kasi na oblewanie pierwszych urodzin…
Dane z treningu:
2h 24min 15sek
Hr avg 144, Hr max 188, dist 78km, spd avg 32.5km/h asc 220m, kcal 1537, zmęczenie 4
Dziś już samotnie i pod kontrola wykonałem kolejny spokojny trening na pętli pod Szamotułami.
1h 40min 17sek
Hr avg 137, Hr max 156, dist 50km, spd avg 32km/h, asc 80m, kcal 979, zmęczenie 2
![]() |
| Żniwa... |
Ok. więc czas na drobne podsumowanie rocznych dokonań…
Nie wiem czy ktoś te głupoty w ogóle czyta, no może najbliżsi czytają, ale co mogą innego zrobić?
Tak naprawdę to mniejsza o to bo samo pisanie sprawi mi taka frajdę że mogę pisać nawet sam dla siebie :) Jeżeli jest jeszcze ktoś tam hen w sieci kto od czasu do czasu zagląda na nasza stronę mam nadzieje że uśmiał się od czasu do czasu a jeśli znalazł cos więcej wartego zastosowania to super :)
Kilka danych statystycznych. Kurde nie wiem dlaczego ja tak łubie dane statystyczne przecież ze statystyki na studiach miałem "komisa" i gdyby nie wrodzone cwaniactwo to pewnie nadal bym ją zdawał …
Ale miały być dane a nie jakieś tam uczelniane zwierzenia
W okresie od 3 Sierpnia 2010 do 3 Sierpnia 2011:
Spędziłem na rowerze 368.05h
Przejechałem 9011.8km
Serducho w trakcie treningów puknęło 3 016 032 razy
Uzyskałem średnią roczną prędkość 24km/h
Spaliłem 112 517 kalorii
Podjechałem 25 049m w pionie ( 3 x Mount Everest :) )
Moja średnia Kadencja to 92 obroty
A w poszczególnych strefach tętna spędziłem:
strefa czas
5c 21:36h
5b 20:36h
5a 25:06h
4 38:16h
3 29:53h
2 85:37h
1 109:21h
Tętno na progu przesunąłem z 176 uderzeń na 178 uderzeń serca:)
Jak dla mnie kawał dobrze wykonanej roboty. A co najważniejsze strasznie mnie to kręci i daje ogromna satysfakcje. Tak więc czy chcecie czy nie będę nadal jeździł i pisał…
Na waszym miejscu już bym się bał:)
Myśl roku: " Nigdy nie pytaj czy się opłaca, ale czy warto! " - Władysław Bartoszewski
Dzień 154 / Wspólny trening rocznicowy / PIO_TREK
Wczoraj naszemu blogowi stuknął pierwszy roczek ! Tak, tak to już cały rok jesteśmy internecie.
To był bardzo długi rok, w czasie którego wiele dni spędziliśmy tak jak najbardziej lubimy, czyli na rowerach. Odwiedziliśmy wiele znanych i nie znanych miejsc. Jedne były mniej, a drugie bardziej ciekawe.
Braliśmy udział w wielu maratonach z dobrymi wynikami, choć zdarzały się też takie, których nie ukończyliśmy. Cały czas trenujemy by być szybszymi :) Ale jak to w życiu bywa, raz się jest na wozie, a raz pod wozem ...
Cały czas staramy się pisać i zamieszczać ciekawe posty. W sumie zamieściliśmy ich 570! Mamy nadzieje że choć niektóre się podobały. Przed nami kolejne treningi i maratony i tak jak dotychczas będziemy was o wszystkim informować ...
Dziękujemy wszystkim za odwiedzanie naszego bloga i cenne komentarze :)
Z okazji rocznicy bloga, wybraliśmy się wczoraj wraz z Mike-m na wspólny trening. Brat zdecydował że wykonamy go na rowerach szosowych i odwiedzimy jedno z naszych ulubionych miejsc treningowych, czyli Łężeczki.
O godzinie szesnastej ulicami Szamotuł wyjechaliśmy w stronę Ostroroga. W pierwszej części treningu wiatr nam sprzyjał i nie podcinając nóg, jechaliśmy z prędkością w granicach 35 km/h.
W czasie "podroży" opowiedziałem Mike-owi o swoich przedpołudniowych przygodach na dworcu PKP w Poznaniu, m.in. o opóźnionym o 70 minut pociągu, rozmowie z byłym żołnierzem AK, który stwierdził że mam niemiecki akcent, oraz o podróży z młodzieżą jadącą na festiwal "Woodstock" do Kostrzyna nad Odrą.
Trasa treningu tym razem przebiegała przez; Szamotuły - Ostroróg - Wróblewo - Chrzypsko Wielkie - Łężeczki - Białokosz - Nojewo - Binino - Dobrojewo - Ostroróg - Szamotuły.
Cały czas jechaliśmy raczej spokojnie, jedynie w Łeżeczkach nie odmówiliśmy sobie, rywalizacji na podjeździe. Zaatakowałem pierwszy, ale już na końcu "ścianki" Mike mnie wyprzedził, wrzucił jeszcze twardsze przełożenie i pognał do przodu. Ja mimo wszystko starałem się pokonać podjazd jak najszybciej i na jego szczycie byłem porządnie zagotowany. Tym razem pokonałem podjazd w 2min 40sek z tętnem średnim 170.
Z Łężeczek nadal jechaliśmy w miarę spokojnie, jedynie na podjeździe w Nojewie urządziliśmy sobie kolejny wyścig, który ponownie wygrał Mike. Jest facet mocny w tym roku! W przyszły to z nudów, na podjeździe w Łężeczkach będzie robił ćwiczenie na izolowanie nogi. I pewnie z "blatu"
Pokonując kolejne kilometry dotarliśmy do okolic Ostroroga, gdzie rozpoczęliśmy jazdę ze zmianami. Każdy z nas wykonywał dwu kilometrową tempówkę na przedzie.
W ten sposób dojechaliśmy do Śmiłowa w którym ja jeszcze mocniej przyspieszyłem, ponieważ chciałem rozprowadzić Mike-a przed tablicą "Szamotuły". Niestety Mike nie usiadł mi na kole, a ja zorientowałem się o tym dopiero po dłuższej chwili. Mimo to dokończyłem ten długi finisz i dojechałem sam do wspomnianej tablicy, gdzie poczekałem na Mike-a.
Na koniec treningu jak zwykle, krótki rozjazd na ulicach Szamotuł i powrót do domu, a następnie wspólnie Kasią, Anią i Mike-m "świętowaliśmy" przy browarku urodziny bloga ...
W sumie pokonałem 72,21 km w czasie 2h 12min 37sek ze średnią prędkością 32,68 km/h
HR śr 147 , HR max 177 , Spalone kalorie: 1921 kcal
Temp; 22 °C ,
To był bardzo długi rok, w czasie którego wiele dni spędziliśmy tak jak najbardziej lubimy, czyli na rowerach. Odwiedziliśmy wiele znanych i nie znanych miejsc. Jedne były mniej, a drugie bardziej ciekawe.
Braliśmy udział w wielu maratonach z dobrymi wynikami, choć zdarzały się też takie, których nie ukończyliśmy. Cały czas trenujemy by być szybszymi :) Ale jak to w życiu bywa, raz się jest na wozie, a raz pod wozem ...
Cały czas staramy się pisać i zamieszczać ciekawe posty. W sumie zamieściliśmy ich 570! Mamy nadzieje że choć niektóre się podobały. Przed nami kolejne treningi i maratony i tak jak dotychczas będziemy was o wszystkim informować ...
Dziękujemy wszystkim za odwiedzanie naszego bloga i cenne komentarze :)
Z okazji rocznicy bloga, wybraliśmy się wczoraj wraz z Mike-m na wspólny trening. Brat zdecydował że wykonamy go na rowerach szosowych i odwiedzimy jedno z naszych ulubionych miejsc treningowych, czyli Łężeczki.
O godzinie szesnastej ulicami Szamotuł wyjechaliśmy w stronę Ostroroga. W pierwszej części treningu wiatr nam sprzyjał i nie podcinając nóg, jechaliśmy z prędkością w granicach 35 km/h.
W czasie "podroży" opowiedziałem Mike-owi o swoich przedpołudniowych przygodach na dworcu PKP w Poznaniu, m.in. o opóźnionym o 70 minut pociągu, rozmowie z byłym żołnierzem AK, który stwierdził że mam niemiecki akcent, oraz o podróży z młodzieżą jadącą na festiwal "Woodstock" do Kostrzyna nad Odrą.
Trasa treningu tym razem przebiegała przez; Szamotuły - Ostroróg - Wróblewo - Chrzypsko Wielkie - Łężeczki - Białokosz - Nojewo - Binino - Dobrojewo - Ostroróg - Szamotuły.
Cały czas jechaliśmy raczej spokojnie, jedynie w Łeżeczkach nie odmówiliśmy sobie, rywalizacji na podjeździe. Zaatakowałem pierwszy, ale już na końcu "ścianki" Mike mnie wyprzedził, wrzucił jeszcze twardsze przełożenie i pognał do przodu. Ja mimo wszystko starałem się pokonać podjazd jak najszybciej i na jego szczycie byłem porządnie zagotowany. Tym razem pokonałem podjazd w 2min 40sek z tętnem średnim 170.
Z Łężeczek nadal jechaliśmy w miarę spokojnie, jedynie na podjeździe w Nojewie urządziliśmy sobie kolejny wyścig, który ponownie wygrał Mike. Jest facet mocny w tym roku! W przyszły to z nudów, na podjeździe w Łężeczkach będzie robił ćwiczenie na izolowanie nogi. I pewnie z "blatu"
Pokonując kolejne kilometry dotarliśmy do okolic Ostroroga, gdzie rozpoczęliśmy jazdę ze zmianami. Każdy z nas wykonywał dwu kilometrową tempówkę na przedzie.
W ten sposób dojechaliśmy do Śmiłowa w którym ja jeszcze mocniej przyspieszyłem, ponieważ chciałem rozprowadzić Mike-a przed tablicą "Szamotuły". Niestety Mike nie usiadł mi na kole, a ja zorientowałem się o tym dopiero po dłuższej chwili. Mimo to dokończyłem ten długi finisz i dojechałem sam do wspomnianej tablicy, gdzie poczekałem na Mike-a.
Na koniec treningu jak zwykle, krótki rozjazd na ulicach Szamotuł i powrót do domu, a następnie wspólnie Kasią, Anią i Mike-m "świętowaliśmy" przy browarku urodziny bloga ...
W sumie pokonałem 72,21 km w czasie 2h 12min 37sek ze średnią prędkością 32,68 km/h
HR śr 147 , HR max 177 , Spalone kalorie: 1921 kcal
Temp; 22 °C ,
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Dzień 153 / Czasówka na pętli i grzybobranie. / PIO_TREK
Na dzisiaj dzisiaj zaplanowałem ostatni ostry trening w tym tygodniu. Ponieważ w sobotę reprezentuję Komendę Miejską PSP w Poznaniu na maratonie w Stargardzie Szczecińskim, a w niedzielę staruję z Mike-m w kolejnym maratonie "Gogola" w Suchym Lesie.
Wstałem dzisiaj o godzinie dziesiątej, jak na mnie bardzo późno, ale widocznie organizm potrzebował więcej snu. Zaraz potem kawa i śniadanko a następnie wizyta u dentysty :) Po powrocie przebrałem się w stój rowerowy i wsiadłem na rower szosowy.
Postanowiłem zmierzyć się po raz kolejny ze "starą pętlą" i wykonałem na odcinku pięćdziesięciu kilometrów próbę czasową. Początek to spokojna czterominutowa jazda ulicami Szamotuł do nieczynnej cukrowni, gdzie jak zwykle rozpocząłem pomiar czasu ...
"Stara pętla" licząca 50 kilometrów, przebiega przez;
Szamotuły (cukrownia) - Gałowo - Lipnica - Ostroróg - Dobrojewo - Bobulczyn - Wronki - Smolnica - Piotrowo - Obrzycko - Gaj Mały - Szamotuły (stacja benzynowa na ul. Powstańców Wlkp.)
Pokonanie 50 km zajęło mi dzisiaj 1h 24 min 13sek , prędkość średnia 35,62 km/h. Niestety znowu nie udało mi się pobić mojego własnego rekordu na tej trasie, czyli czasu 1h 22min :( Moje przeczucie mówi mi że wkrótce Mike, zmierzy się z tym dystansem i ustanowi nowy rekord trasy. Dawaj Mike, ty na pewno dasz radę!!!
Zaraz po zakończeniu czasówki wykonałem jeszcze 14 kilometrowy rozjazd, jadąc spokojnym tempem z Szamotuł do Popówka i z powrotem do domu w Szamotułach.
Po treningu w domku zjadłem pyszny obiadek i razem z Kasią pojechałem na pierwsze w tym roku grzybobranie. Samochodem podjechaliśmy za Sycyn i poszliśmy na spacer po lesie w okolicach Rezerwatu "Dołęga". Ku naszej uciesze udało się nam znaleźć "trochę" grzybków, a Kasia jak zwykle upolowała najpiękniejszego prawdziwka ...
... po niespełna godzinnym spacerze uśmiechnięci i zadowoleni wróciliśmy do domu.
W sumie pokonałem 66,07 km w czasie 2h 00min 20sek ze średnią prędkością 33,25 km/h
HR śr 152 , HR max 167 , Spalone kalorie: 1964 kcal
Temp; 23 °C , Wiatr: zach. o prędkości 23 km/h
Wstałem dzisiaj o godzinie dziesiątej, jak na mnie bardzo późno, ale widocznie organizm potrzebował więcej snu. Zaraz potem kawa i śniadanko a następnie wizyta u dentysty :) Po powrocie przebrałem się w stój rowerowy i wsiadłem na rower szosowy.
Postanowiłem zmierzyć się po raz kolejny ze "starą pętlą" i wykonałem na odcinku pięćdziesięciu kilometrów próbę czasową. Początek to spokojna czterominutowa jazda ulicami Szamotuł do nieczynnej cukrowni, gdzie jak zwykle rozpocząłem pomiar czasu ...
"Stara pętla" licząca 50 kilometrów, przebiega przez;
Szamotuły (cukrownia) - Gałowo - Lipnica - Ostroróg - Dobrojewo - Bobulczyn - Wronki - Smolnica - Piotrowo - Obrzycko - Gaj Mały - Szamotuły (stacja benzynowa na ul. Powstańców Wlkp.)
Pokonanie 50 km zajęło mi dzisiaj 1h 24 min 13sek , prędkość średnia 35,62 km/h. Niestety znowu nie udało mi się pobić mojego własnego rekordu na tej trasie, czyli czasu 1h 22min :( Moje przeczucie mówi mi że wkrótce Mike, zmierzy się z tym dystansem i ustanowi nowy rekord trasy. Dawaj Mike, ty na pewno dasz radę!!!
Zaraz po zakończeniu czasówki wykonałem jeszcze 14 kilometrowy rozjazd, jadąc spokojnym tempem z Szamotuł do Popówka i z powrotem do domu w Szamotułach.
Po treningu w domku zjadłem pyszny obiadek i razem z Kasią pojechałem na pierwsze w tym roku grzybobranie. Samochodem podjechaliśmy za Sycyn i poszliśmy na spacer po lesie w okolicach Rezerwatu "Dołęga". Ku naszej uciesze udało się nam znaleźć "trochę" grzybków, a Kasia jak zwykle upolowała najpiękniejszego prawdziwka ...
![]() | ||
| "Kosz obfitości" :) |
![]() |
| Dorodny prawdziwek, najprawdziwszy z prawdziwych ... :) |
W sumie pokonałem 66,07 km w czasie 2h 00min 20sek ze średnią prędkością 33,25 km/h
HR śr 152 , HR max 167 , Spalone kalorie: 1964 kcal
Temp; 23 °C , Wiatr: zach. o prędkości 23 km/h
Subskrybuj:
Posty (Atom)








