piątek, 8 lipca 2011

Operacja "Szok i zaskoczenie" / Mike

Kilka dni przerwy w pisaniu, ale Mike is back on Air !

Dobra wiec tak... Nic nie pisałem bo nie mogłem by intryga się powiodła. Po urodzinowej niespodziance, którą przygotowała mi Ania postanowiłem się zrewanżować. Ale nie tak po prostu, rewanż miał być co najmniej tak dobry jak urodzinowy prezent Ani, a idealnie by było żeby straciła orientację w czasoprzeszczeni i realiach…

Plan był taki, że zabieram Anię na wakacje organizując wszystko w taki sposób, że Ona dowiaduje się o tym w ostatnim możliwym i dopuszczonym prawem momencie. Szybka narada z przyjaciółmi wybór lokalizacji wakacji ( nawet się rymuje hi hi ), wybór padł na Kretę.

Następnym krokiem była realizacja planu... zanim przejdę do meritum chciałbym z całego serca podziękować osobom, które pomogły w realizacji planu. Ani, Jackowi, Kasi, Agnieszce, rodzicom Ani i Moim, Piotrkowi i całej rzeszy ludzi - świadomie lub nie - zaangażowanych w tę operację.

Powiem szczerze zorganizować coś takiego to niebywałe wyzwanie logistyczne. Dograć terminy, przejazdy, ubezpieczenia, urlopy, finansowe sprawy, i na samym końcu zaplanować moment w którym wrabiany dowiaduje się o wrobieniu… jest co robić! Każda mała rzecz wiąże się z angażowaniem wielu ludzi i środków. A utrzymanie wszystkiego w tajemnicy przed osobą tak dociekliwą jak Ania graniczy z cudem.

Cud się jednak zdarzył i w środę o 20:15 na lotnisku Ławica w Poznaniu moja małżonka dowiedziała się, że Martix jednak istnieje i leci na wakacie na Kręte.

O reakcji nie będę pisał bo tego się nie da opisać, powiem tylko tyle, że musiałem Anie gonić po całym lotnisku…

Ok jesteśmy już na miejscu. Podróż minęła bez problemów wszystko przebiegło sprawnie i profesjonalnie.

Siedzę sobie teraz w lobby hotelu, całkiem przyzwoitego w nowoczesnej aranżacji, niestety jedzonko takie sobie… na pewno nie greckie, a bardziej pod niemieckich turystów, tórych o dziwo nie ma tu za wiele. Dominują Rosjanie, Czesi i Polacy.  Cała obsługa to stażyści z Polski. Trochę to wkur.. w końcu jedzie się do obcego kraju by obcować z jego kulturą i mieszkańcami… zamawianie piwa po polsku w Grecji jakoś mi nie odpowiada.

Wczoraj po podróży i trzech godzinach snu dzień dłużył się niczym wykład ze statystyki. Dziś jest już znacznie lepiej wyspany i wypoczęty od rana miałem pełno werwy i energii. Dlatego zaraz po śniadaniu wraz a Jackiem udaliśmy się na rekonesans do Agia Pelagia. Miasteczko takie sobie nie posiada typowego greckiego klimatu, jest zdecydowanie nastawione na turystów i też tak wygląda, nic ciekawego.

Po lunch-u zrobiłem coś czego naprawdę nie znoszę... a mianowicie opalałem się! Tak, tak... leżałem na leżaku i wystawiałem swoja skórę na działania promieniu UV. Postanowiłem podejść do tego jak do trudnego treningu, przed którym zawsze pojawia się strach i zwątpienie, ale jakoś udaje się go przetrwać… A' propos- pojawił się syndrom odstawienia… roweru. Tyle gór dokoła a ja roweru nie wziąłem !!!!

Mimo że tygodniowy odpoczynek był zaplanowany w dzienniku treningowym i że był integralną częścią planu porwania Ani na Kręte to już mnie ciągnie na rowerek… Trudno jakoś musze wytrzymać!!!

Myśl dnia: Przechodzę na wino bo tutejsze Piwo nie kopie!

Dzień 138 / Deszczowy trening / PIO_TREK

Od rana za oknem cały czas padał deszcz, a ja zastanawiałem się; Czy iść na dwór rower, czy odkurzyć dawno nie używany rower spinningowy i trenować pod dachem ? Mimo że padało, to było dość ciepło i dlatego zdecydowałem się na trening na świeżym powietrzu wykorzystując do tego "Mariana".
Trasę wyznaczyłem przez tereny, których dawno nie odwiedzałem;

Szamotuły - Oborniki - Murowana Goślina - Bolechowo - Biedrusko - Radojewo - Morasko - Suchy Las - Psarskie - Kiekrz - Rokietnica - Mrowino - Pamiątkowo - Kąsinowo - Piaskowo - Szamotuły

Przez większą część treningu jechałem w deszczu, momentami był to deszcz ulewny, ale ciepły letni więc przyjemny. Dopiero w okolicach Mrowina przestało padać i droga zaczęła robić sucha. Cały trening starałem się jechać równo bez presji prędkości, bardziej skupiając się na tętnie. Mimo to trening ze względu na swoją długość trochę mnie zmęczył.

P.S.
Dzisiaj otrzymałem drugie życie ! Jadąc zamyślony w Suchym Lesie, jak gdyby nic sobie z tego nie robiąc. Przejechałem na pełnej prędkości prze krzyżówkę ze znakiem STOP !!! Na szczęście nic nie jechało. Zorientowałem się dopiero za krzyżówką i trochę się przestraszyłem jak dotarło do mnie co mogło się stać !

W sumie pokonałem 90,60 km w czasie 3h 02min 18sek ze średnią prędkością 29,80 km/h
HR śr 146 , HR max 168 , Spalone kalorie: 2754 kcal
Temp; 22 °C , Wiatr: płd.-zach. o prędkości 10 km/h

czwartek, 7 lipca 2011

Dzień 137 / PIO_TREK

Po ostatnich meczących treningach z Mike-m, dzisiaj także zafundowałem sobie dość trudny trening.
Żeby rozkręcić nogi, wymyśliłem sobie na dzisiaj tempówki po leśnych drogach. Wsiadłem więc na"Mariana" by na pierwszych kilometrach z Szamotuł przez Gałowo, Jastrowo do Ostrolesia wykonać rozgrzewkę.
Następnie na drogach leśnych wykonywałem dziesięciominutowe tempówki, po których następował dziesięciominutowy rozjazd. Początkowo trasę zaplanowałem z Szamotuł do Zajączkowa i z powrotem, ale w lesie trochę się pogubiłem i wyjechałem we wsi Orliczko. Dlatego tez musiałem zmodyfikować trasę i jej z Orliczka przez Nojewo do Zajączkowa pokonałem drogami asfaltowymi wykonując na nich jedną z tempówek ...
Pierwsze powtórzenie ; 10min  , HR max 164 , HR śr 158 / Rozjazd 10min , HR śr 141
Drugie powtórzenie    ; 10min , HR max 168 , HR śr 160 / Rozjazd 10min , HR śr 145
Trzecie powtórzenie   ; 10min , HR max 165 , HR śr 159 / Rozjazd 10min , HR śr 142
Czwarte powtórzenie  ; 10min , HR max 162 , HR śr 157 / Rozjazd 12min , HR śr 142
Piąte powtórzenie      ; 10min , HR max 160 , HR śr 157 / Rozjazd 14min , HR śr 127

Z Zajączkowa także drogami leśnymi wróciłem przez Ostrolesie, a następnie asfaltami przez Jastowo, Gałowo do Szamotuł.W Gałowie rozpocząłem rozjazd, który kontynuowałem na ulicach Grodu Halszki. Pojechałem pod mój ulubiony most murowany, który znajduje się pod torami kolejowymi na trasie Poznań-Szczecin. Zainstalowano pod nim stalową "kładkę" po której spokojnie można jeździć rowerem. Zatrzymujac sie w tym miejscu pstryknąłem parę zdjęć ...


I skończyłem po mostem :)

Trening męczący ale przyjemny, na jutro zaplanowałem rozjazd na szosie po ciężko przepracowanym tygodniu.

W sumie pokonałem 54,60 km w czasie 2h 02min 12sek ze średnią prędkością 26,90 km/h
HR śr 146 , HR max 168 , Spalone kalorie: 1850 kcal
Temp; 26 °C , Wiatr: zach. o prędkości 8 km/h

wtorek, 5 lipca 2011

Podjazdy :) / Mike

Dziś drugi dzień z rzędy wykonaliśmy wspólny trening z Piotrem. Plan był taki jedziemy na podjazd do Łężeczek i każdy robi swoje, a potem razem wracamy do Szamo.

Dojazd spokojnie w pierwszej strefie. W samych Łężaczkach miałem zaplanowany trening A5 Powtórzenia długich podjazdów. Wprowadziłem pewne modyfikacje: każdy podjazd zaczynałem ścianką ( jakieś 12% i 200m długości ) potem utrzymywałem tętno w 4 strefie ( wyżej nie mogłem wejść ) przez jakieś dwie minuty
( zamiast jednej ) i na koniec na stojąco na cięższym przełożeniu minuta ( zamiast 30 sec ).
Tak wykonałem 5 powtórzeń z podobnym odpoczynkiem pomiędzy nimi.

Musze się przyznać że wykorzystałem Piotrka jako zająca którego goniłem...
Dziękuje za to Braciszku dzięki Tobie wykonałem większą od zaplanowanej prace i byłem lepiej zmotywowany :)

Po ćwiczeniach bufet, sikanie i w drogę powrotną do Szamotuł. Po drodze wykonałem kilka ćwiczeń siłowych na podjazdach ( na stojąco ). Po drodze tak jak pisał Piotrek orzeźwił nas deszczyk :)
Od Szczepankowa do tablicy "Szamotuły" tempówka, udało się wejść w końcu do 5 strefy.
Po odprowadzeniu do domu Piotra było mi jeszcze mało jazdy, więc zrobiłem sobie 15 km rozjazd pod Pamiątkowo i z powrotem.

Reasumując:
Jeden z trudniejszych treningów tego sezonu ale samopoczucie doskonałe, brak oznak zmęczenia.
W sumie miałem ciężkie trzy ostatnie trening włączając w to wyścig. I jestem bardzo pozytywnie zaskoczony moją dyspozycją i tempem regeneracji. Jutro zasłużony odpoczynek.

Przy okazji dowiedziałem się od Piotra kilku ciekawych rzeczy o sobie. Teraz już wiem jak jestem zaklasyfikowany :)
Do tego dowiedziałem się jak się Piotr lansował na plaży w Chojnie i muszę przyznać, że w tej dziedzinie czeka mnie jeszcze sporo nauki by móc  dorównać Braciszkowi :)
A wiadomo na plaży i na linii startu liczy się tylko lans!

3h 30min 53sek
Hr avg 136, Hr max 186, dist 100km, spd avg 30km/h, asc 350m, kcal 1995, zmęczenie 6

Dzień 136 / Łężeczki z Mike-m / PIO_TREK

Po wczorajszym treningu, dziś ponownie spotkaliśmy się z Mike-m i ruszyliśmy na rowerach szosowy w stronę Łężeczek. Początek treningu to w miarę spokojna jazda z bocznym wiatrem. Pierwsza cześć trasy prowadziła przez; Szamotuły - Ostroróg - Wróblewo - Strzyźmin - Chrzypsko Wielkie - Łężeczki.

Do początku podjazdu w Łężeczkach dotarliśmy po godzinie i czterech minutach.
W Łężeczkach każdy z nas wykonywał swój zaplanowany na ten dzień trening. Ja wykonywałem powtórzenia długich podjazdów, które podjeżdżałem z blatu na siedząco. Po osiągnięciu szczytu na punkcie widokowym jechałem kawałek dalej, gdzie nawracałem i zjeżdżałem z powrotem do podnóża podjazdu. Wykonywałem w ten sposób krótki rozjazd między powtórzeniami.

Pierwsze powtórzenie; 2min 31 sek HR max 184 , HR śr 173 / Rozjazd 4min 47sek
Drugie powtórzenie    ; 3min 01 sek HR max 178 , HR śr 167 / Rozjazd 4min 55sek
Trzecie powtórzenie   ; 3min 05 sek HR max 177 , HR śr 167 / Rozjazd 4min 55sek
Czwarte powtórzenie ; 3min 20 sek HR max 175 , HR śr 165 / Rozjazd 5min 37sek

Po wykonaniu czwartego powtórzenia zatrzymałem się na punkcie widokowym, gdzie zrobiłem zdjęcia i nakręciłem kamerą ostatnie powtórzenie podjazdu w wykonaniu Mike-a. Co za moc na podjeździe o mało kamery nie rozerwało !!! A trawy to mu się w pas kłaniały :) Pełen podziw Mike. Jesteś WIELKI !

Po krótkim bufecie ruszyliśmy spokojnie w drogę powrotną ...

Trek 1000 po raz "n-ty" w Łężeczkach :)
Nie wiem co  jest takiego magnetycznego w tym miejscu, ale strasznie mnie przyciąga !
... która prowadziła przez; Białokosz -Nojewo - Binino - Dobrojewo - Szczepankowo - Szamotuły.
Dystans z Łężeczek do tablicy Szamotuły pokonaliśmy w równą godzinę. Po drodze w Nojewie złapał nas  ciepły letni deszczyk. Nie trwał długo ale do samych Szamotuł jechaliśmy po mokrym asfalcie.

Za Szczepankowem na ostatnim odcinku trasy wykonaliśmy długi sprint. Mnie sił wystarczyło mi do Śmiłowa, a Mike pognał dalej do tablicy Szamotuły. Na ulicach Szamotuł wykonaliśmy krótki rozjazd i pożegnaliśmy się przy moim domu, kończąc kolejny wspaniały trening.

P.S.
Na treningu zaszło "poważne" podejrzenie że Mike wykonał sobie SWAT-a :) Czyli wymienił w organiźmie silnik z benzynowego na diesla, bo cały czas jeździ przy bardzo niskich wartościach tętna z dużymi prędkościami ! Jak go znam to się nie przyzna i jakoś to wytłumaczy. Dla pewności muszę jednak poprosić Anię żeby sprawdziła mu wydech :) Jak będzie okopcony! Wszystko jasne :)

W sumie pokonałem 83,67 km w czasie 2h 43min 26sek ze średnią prędkością 30,33 km/h
HR śr 150 , HR max 184 , Spalone kalorie: 2587 kcal
Temp; 20 °C , Wiatr: płn. o prędkości 3 km/h

Trening z Pio_trkiem / Mike

Nie pamiętam już kiedy ostatni raz byliśmy z Pio_trkiem na treningu. Tym bardziej cieszył mnie wczorajszy wspólny trening.

Podjechałem po Brata, krótka narada i podjęcie decyzji co dziś mamy w planie i w drogę.
Dojazd do Obrzycka pod wiatr ale spokojnie w 2 strefie. Chciałem pokazać Pio_trkowi pętle którą wyznaczyłem w zeszłym tygodniu. Uważam ze jest ciekawa i idealna do ćwiczenia A6 Symulacja Wyścigu. Tym razem byliśmy tam we dwoje więc było znacznie ciekawiej.

Nigdy nie mówiłem że pętla ma 1 kilometr widocznie Piotr coś źle zrozumiał...
Pierwsza pętla jak to zwykle bywa była obciążająca, a odczucie zmęczenia i wysiłku spore. Jechaliśmy tak by trzymać się razem żeby Piotr mógł zapoznać się z trasą.

Dane z pierwszej pętli:
24min 36sek
Hr avg 163, Hr max 173,

Następnie 20 minutowy rozjazd mały bufecik i druga pętla.  Jechało się znacznie łatwiej i przyjemniej.

Dane z drugiej pętli:
25min 13sek
hr avg 159, Hr max 178

Na koniec za Obrzyckiem mała i krótka tempówka w 4 strefie a następnie rozjazd w 2 i 3 strefie do Szamotuł.

Oczywiście w trakcie treningu nie obyło się bez kąśliwych uwag i zaczepek oraz konstruktywnej wymiany zdań na temat Dupy Maryni :)
Super trening i fajna dyspozycja jak na dzień po ciężkim dla mnie maratonie.

2h 36min 33sek
Hr avg 145, Hr max 179, dist 65km, spd avg 25.8km/h, cad avg 93, asc 195, kcal 1690, zmęczenie 5

Maraton Lubrza / Mike

W niedziele po przebudzeniu za oknem dominował jeden widok... strugi deszczu i bardzo mocny wiatr. No cóż ale nie zawsze startuje się w pięknej pogodzie. Rezygnacja nie wchodziła w grę! zwłaszcza że po dwóch edycjach Grand Prix Kaczmarek electric zajmowałem doskonałe drugie miejsce w generalce. Warto było wiec pojechać po punkty..

Dojazd w ulewnym deszczu... na całe szczęście pogoda okazała łaskę i juz na kilka kilometrów przed "miasteczkiem startowym" rozpogodziło się, no może sie nie rozpogodziło ale przestało padać :)


Tradycyjnie rejestracja, składanie sprzętu, przygotowanie prowiantu, rozgrzewka i na start. Tym razem byłem "rozstawiony" w pierwszym sektorze.

Nie wiem czy nagrody finansowe tak działają czy coś innego ale w tym cyklu na każdej edycji pojawia się czołówka MTB.

Razem ze mną na starcie stali: Pituch, Kaiser, Płuciński, Tecław, Dorożała, Krzywy i jeszcze paru znakomitych zawodników...


Ok. Więc tak ...
Tradycyjnie start nastąpił o 11:00. 50m po płaskim skręt w lewo i 20m ścianka. Udało się przejechać ją bez problemów a na szczycie zobaczyłem naszą ulubienice Panią M. Minąłem ja i myślę sobie coraz lepiej mi to wychodzi:) jak się później okazało radość była przed wczesna...


Jadę wiec sobie w czubie stawki, kolejny zakręt w lewo i pod górę, całkiem długi podjazd myślę fajnie... ale coś mi tu nie gra. Wszystko boli mnie jak jasna cholera, nogi nie podają, pieczenie w płucach normalnie dawno się tak nie czułem. No ale nic cisnę dalej choć raczej słowo wyciskam bardziej pasuje. Po paru kilometrach nie byłem w stanie utrzymać się pociągu w którym jechałem. Odpuściłem więc by się nie zajechać na samym początku wyścigu. Odwracam głowę by sprawdzić co tam z tyłu... no i zobaczyłem Panią M. jak powoli ale systematycznie dochodzi mnie.
W końcu podjechała i myląc mnie z Pio_trkiem mówi cześć...
- No cześć...
- O przepraszam pomyliłam cię z kimś innym....
- Z moim Braciszkiem mnie pomyliłaś...

Byście widzieli jej zawiedzioną minę jak się okazało że to nie Pio_trek. Co ty masz w sobie człowieku? :0

Próbowałem utrzymać koło ale nic z tego. To było naprawdę dziwne uczucie, na podjazdach wszyscy mnie brali, jak nigdy. Pierwsza godzina wyścigu to było najgorsze 60 minut w moim wykonaniu w tym sezonie. Ból Ból i jeszcze raz ból.

Dojeżdżam do rozjazdu mini mega, a tam Ania z aparatem "nadziera" się na mnie; Dawaj Dawaj Mike!
Jak to podziałało!!! Noga chwyciła momentalnie... przyspieszyłem i mimo że nadal mnie wszystko bolało ale zacząłem odrabiać straty. Dziękuje za to Kochanie :)


Dziwny jest ten nasz organizm... raz jest źle lub bardzo źle a kilkanaście minut później wyśmienicie.
Na początku drugiej pętli wyprzedził mnie właściciel Alfy z płetwą na dachu ( pisałem o tym przy okazji maratonu w Kargowej ) mówię sobie oj nie kolego Ty mnie nie pojedziesz! Spokojnie trzymałem go jakieś 500m przed sobą, dojeżdżając do serii podjazdów postanowiłem go dogonić i minąć. Udało sie i po jakiś dwóch minutach jechałem sam goniąc kolejnego zawodnika. Doszedłem go i tym razem wyprzedziłem na zjeździe, potem nastąpiła seria podjazdów wiec zbudowałem sobie solidną przewagę kilkunastu sekund.

Niestety tym razem oznakowanie trasy pozostawiało wiele do życzenia. Przy jednym ostrym skręcie w lewo znak wisiał za zakrętem więc pojechałem dalej... na całe szczęście szybko się zorientowałem że nie poznaje trasy więc zawróciłem ale straciłem wypracowana przewagę... Czołówka nie miała tyle szczęści i się dokładnie w tym samym miejscu pogubiła nadkładając przez to kilka kilometrów.

Ok myślę sobie urwałem kolegów raz to i drugi raz się uda... Przyspieszyłem i zostali z tyłu.

Był sobie zjazd... za zjazdem zakręt w prawo... taki co można go przy 40km/h próbować brać... no i na pierwszej pętli sie udało ale za to na drugiej wewnętrzną nogą zahaczyłem korzeń... i następną rzeczą jaką zobaczyłem było drzewo zbliżające sie do mnie właśnie z prędkością około 40km/h.. na całe szczęści wyhamowały mnie trochę krzaki ale i tak nieźle przypierdo... Skończyło na całe szczęście tylko na zadrapaniach, zbitej łydce i odrobinie krwi no ale koledzy z tyłu znowu mnie dogonili:)

Adrenalina zrobiła jednak swoje kawałek za miejscem " dzwonu" był około 30m przejazd przez wodę ( taką ponad suport:) ) tam ich minąłem i zacząłem znowu uciekać.

Cos pech mnie tego dnia nie opuszczał. Tym razem ujawnił się pod postacią dwóch strażaków z OSP. Stali sobie na końcu szybkiego odcinka przy ostrym skręcie w prawo. Teoretycznie byli tam pewnie po to by wskazywać drogę i ostrzegać o niebezpieczeństwie, no ale ci Panowie tego nie wiedzieli więc jeden leżał sobie na zielonej trawce a drugi pisał sms. Tak wiec przestrzeliłem zakręt. I znowu musiałem się cofać, przy okazji opierdalając miłych Panów strażaków.
Ostatni kilometr wyścigu prowadził po torze motocrossowym:)

Metę osiągnąłem po 2h 06min 23sek przejeżdżając 50.5km.


Podsumowując:
Dziwny wyścig w moim wykonaniu, pierwsza połowa tragiczna druga już w miarę ok. Różnicę pomiędzy pierwszą a drugą pętlą widać po czasie przejazdu. Drugą przejechałem 12 minut szybciej, a podjazdy które przepychałem na pierwszej rundzie z środkowej tarczy z przodu na drugiej jechałem z blatu:) jak tak sobie teraz to analizuje to dochodzę do wniosku ze treningi z poprzedniego tygodnia miały wpływ na moją dyspozycje.

Wynik w sumie dobry: 16 Open i 7 w M2. Punkty do generalki zdobyte ( powinno być całkiem wysoko ) wiec start pomimo licznych przygód i strasznej męczarni na trasie należy uznać za udany :)

Hr avg 173, Hr max 191, dist 50.5km, spd avg 24km/h, cad avg 99, asc 410m, kcal 1834, zmęczenie 9

poniedziałek, 4 lipca 2011

Dzień 135 / Trening a'la Mike / PIO_TREK

Wczoraj z Kasią zakończyliśmy urlop pt."Chojno Camp" i wróciliśmy wypoczęci oraz zadowoleni do Szamotuł.

Po przeszło tygodniowej przerwie od roweru, dzisiaj umówiłem się na wspólny trening z braciszkiem Mike-m. Dawno razem nie jeździliśmy, wiec tym przyjemniej było dzisiaj razem trenować. O godzinie szesnastej wskoczyliśmy na rowery "górskie" i ruszyliśmy w teren.
Mike wymyślił trasę która na początku pojechaliśmy do Szczuczyna i następnie droga brukową do Kobylnik i dalej lasami do Obrzycka. Z Obrzycka dojechaliśmy do Stobnicka, gdzie Mike wymyślił nowa pętlę treningową.

Najpierw Mike wyjaśnił mi, że pierwsza pętlę jedziemy spokojnie i mam jechać za nim żeby zapoznać się z trasą. Wydawało mi się iż powiedział że pętla ma długość 1 km ! Ruszyliśmy na początku asfaltem i później w las. Trasa super wszystkiego po trochu; asfalt, piach, trawa oraz podjazdy i zjazdy !
Niestety okazało się że 1km to długość odcinka asfaltowego, a cała pętla ma długość 10 km :)
"Suma-sumarum" po przejechaniu pętli "nowy" Polar S720i wskazywał pokonane 10 km
w czasie 24min 56sek oraz HR max.188 i HR śr.178 !!! Spokojna ta pętla była jak nie wiem co :)
Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, bo przez przypadek po tygodniu odpoczynku wykonałem sobie "Test tętna na progu ..." Dzięki Mike :)

Po pierwszej pętli zaproponowałem Mike-owi dwudziestominutowy rozjazd na asfalcie, a następnie przejechaliśmy drugą pętlę. Na jednym zjeździe wpadł mi kij w napęd, na szczęście bez demolki !
Pod koniec pętli pomyliłem trochę trasę, bo Mike odjechał znacznie do przodu i jechałem na czuja :)
Drugie okrążenie to 9,7 km w czasie 25min 25sek przy HR max.183 i HR śr.174

Gdy zakończyliśmy trening interwałowy, wyruszyliśmy w drogę powrotną i podczas dojazdu do Obrzycka wykonaliśmy krótki rozjazd. Z Obrzycka ponownie przez Kobylniki wróciliśmy do Szczuczyna, wykonując po drodze około trzynastokilometrowa tempówkę "z wiatrem".
Ze Szczuczyna "bez trzymanki" dojechaliśmy do Szamotuł, zaliczając OMC wspólną glebę :)

Po treningu muszę przyznać że Mike jest w znakomitej dyspozycji !!! Wczoraj przejechał maraton w Lubrzy, ja dwa tygodnie odpoczywałem a nie byłem w stanie utrzymać mu koła ! Wielki "szacun" Braciszku !!! Tak trzymać.
Oczywiście w trakcie treningu jak zwykle rozmawialiśmy o dupie Maryni, która cały czas wygląda świetnie :)

Poniżej po raz pierwszy zamieszczam wykres treningu ze strony "polarpersonaltrainer.com":
https://www.polarpersonaltrainer.com/user/calendar/item/analyze.ftl?id=133585859&r
oraz zdjęcie "nowego" nabytku na kokpicie;

Polar S720i przed pierwszą jazdą :)

W sumie pokonałem 59,00 km w czasie 2h 22min 57sek ze średnią prędkością 24,80 km/h
HR śr 161 , HR max 188 , Spalone kalorie: 2074 kcal
Temp; 20 °C , Wiatr: płn.- wsch. o prędkości 11 km/h

piątek, 1 lipca 2011

Coroczne testy sprawnościowe PSP / PIO_TREK

W drugim tygodniu urlopu stawiamy z Kasią na czyste lenistwo. Poniedziałek, wtorek, środa to wypoczynek i opalanie na plaży nad jeziorem Radziszewskim …

Wczoraj jednak wypadały mi w pracy testy sprawnościowe a że maratonach MTB o kontuzje nie trudno, więc pomimo urlopu pojechałem zaliczyć testy w pierwszym terminie.

Pierwsza część testów sprawnościowych to tak zwany Test Harwardzki , który odbył się dwa tygodnie temu. Polegał o na tym że przez pięć minut musiałem wchodzić i schodzić z 50 cm stopnia w tempie taktomierza ustawionego na 120. Następnie po upływie pięciu minut usiadłem na krzesło i po kolejnych; jednej , dwóch i czterech minutach, mierzone miałem tętno przez 30 sekund. Wyniki pomiarów wstawia się to odpowiedniego wzoru i wystawia zgodnie z tabelą odpowiednią ocenę.

Druga część testów to; podciąganie na drążku, bieg na 50m oraz bieg na 1000m.
Mimo że moje „łapy” ładnie się prezentują to w konkurencji drążka jestem słaby i podciągnąłem się tylko 12 razy. 
Z siłowni na naszej jednostce pojechaliśmy całą zmianą na stadion AZS-u przy ul. Pułaskiego.
Najpierw w ramach rozgrzewki przebiegłem truchtem trzy okrążenia 400m bieżni. 
Następnie w sprincie na żużlowej nawierzchni, po pokonaniu 50m uzyskałem czas  6,9 sek.   
Kolejnej konkurencji bałem się najbardziej, bo mimo że jeżdżę na rowerze i  trochę biegi w czasie urlopu potrenowałem to bieg na czas jest zupełnie inną bajką. Ustawiliśmy się w około 13 osób na starcie a przed nami była walka z samym sobą oraz 2,5 okrążenia do pokonania. Padł sygnał startu a ja od razu wyskoczyłem na prowadzenie, biegłem na maksimum swoich możliwości kontrolując tętno na pulsometrze. Cały dystans pokonałem równo i bez kryzysu. Na mecie zameldowałem się z czasem 3min 11sek ,udało mi się poprawić ubiegłoroczny wynik o 7sek. Liczyłem wprawdzie na złamanie czasu trzech minut, ale niestety biegłem cały czas sam na prowadzeniu, a należę do typów "sportowca" który lubi gonić a nie uciekać…
Łapiąc oddech za metą sprawdziłem pulsometr. Pomiary wykazały; HR śr. 180 i HR max. 186 !!!

Osiągnięte w trzech „dyscyplinach” wyniki spisuje się z tabeli a odpowiadającą im ilość punktów, sumuje i dzieli przez trzy. Do uzyskanego wyniku dodaje się punkty preferencyjne, zależnie od kategorii wiekowej …

Moje tegoroczne wyniki;
Drążek ( 12 razy = 59pkt ) , 50m ( 6,9s = 60pkt ) , 1000m ( 3min 11sek =  70pkt ) oraz 20 punktów preferencyjnych czyli ; 59+60+70 = 189pkt / 3 = 63pkt + 20pkt =  83pkt !!!

Szczegółowe przepisy testów sprawnościowych znajdziecie w linku;

Uzyskane przeze mnie 83 punkty to ocena wybitna za testy sprawnościowe !!!

Można wiec powiedzieć że jestem zadowolony :)

P.S.
... mimo że pogoda się popsuła to razem z Kasią kontynuujemy "Chojno Camp" spędzając czas na innych przyjemnościach :)