czwartek, 16 czerwca 2011

Dzień 127 / "Chojno Camp #1" / PIO_TREK

Dzisiaj z żoną Kasią rozpoczynamy wakacyjny urlop we wsi Chojno nad jeziorem Radziszewskim.
Kasia wcześniej pojechała "Edmundem" (czyt. Ford Mondeo ),razem ze swoim rowerem i wszelkimi potrzebnymi bagażami, a ja wskoczyłem na "Mariana" i ruszyłem w trasę;

Szamotuły - Szczuczyn - Twardowo - Obrzycko - Wronki - Mokrz - Chojno Błota Wielkie - Chojno

Z Szamotuł do Obrzycka  przejechałem "stałą" trasą, a z Obrzycka przez Wronki i Mokrz jechałem czerwonym szlakiem do wsi Chojno ...
W sumie pokonałem 47,38 km w czasie 1h 42min 43sek ze średnią prędkością 27,68 km/h
HR śr ... , HR ... , Spalone kalorie: ... Brak wartości ze względu na uszkodzony pulsometr  :(
Temp; 27C , Wiatr: płd- wsch. o prędkości 16 km/h

wtorek, 14 czerwca 2011

Dzień 126 / PIO_TREK

Dziś od rana było ciepło i świeciło piękne słoneczko, więc postanowiłem się trochę poopalać żeby choć trochę wyrównać "kolarską" opaleniznę :) Poleżałem na leżaku około 1,5 godziny gdy na niebie zaczęły pojawiać się chmury i zakończyłem przyciemnianie skóry.
Po opalaniu zjadłem drugie śniadanie, ubrałem się w strój rowerowy i wyruszyłem na przejażdżkę treningowo-krajoznawczą.
Na początek pojechałem z Szamotuł przez Gałowo, Jastrowo do Ostolesia gdzie zasłuchany muzyką, w ostatniej chwili zauważyłem goniącego mnie dobermana ...który wystraszył mnie tak bardzo, że uciekając nie miałem nawet czasu ze...ć się w gacie :) Na szczęście udało mi się ujść życiem i kontynuować trening. Po tym sprincie na kolejnych kilometrach wykonałem kilka tempówek i jadąc ...
... drogami leśnymi przez Koźle dojechałem do Zajączkowa, gdzie wjechałem na asfalt i skierowałem się do pałacu. Niestety obecnie jest tam ośrodek wypoczynkowy i nie można zobaczyć pałacu z bliska, ani dojechać nad jezioro.
Zawróciłem i od pałacu pojechałem do wsi Psarskie gdzie zatrzymałem się na chwilę i zrobiłem zdjęcie kościoła ...


... łyknąłem Isostara i ruszyłem w dalszą drogę. Przez Gnuszyn i Chrzypsko Małe dojechałem do starego  wiaduktu kolejowego.
Dawno, dawno temu ... O ile dobrze pamiętam, to jeszcze 20 lat temu kursowały po nim pociągi relacji Szamotuły - Międzychód ciągnięte przez parowóz. Wielka szkoda że linia ta jest już nieczynna, ponieważ przebiega przez wyjątkowo piękne okolice. Przydałoby się chociaż, żeby w miejscu nieczynnych torach utworzyć szlak rowerowy !!! Poniżej zamieszczam małą galerię wiaduktu ...






Następnie wróciłem do Chrzypska Małego i ruszyłem ścieżką rowerową dookoła jeziora Chrzypskiego, zatrzymując się przy mojej ulubionej plaży ...

Niebiańska plaża nad jeziorem Chrzypskim.
 ... i jadąc dalej natrafiłem na mojego ulubieńca, który był piękny, suchy i wyjątkowo grząski. Wielkopolski piach pełną gębą :)



Pierwsza część ścieżki rowerowej, bardzo urokliwa, miejscami bardzo wąska, momentami  przebiegała tuż przy jeziorze a kończyła się we wsi Łężeczki ...


... a ja trochę zboczyłem i pojechałem na punkt widokowy, wykonując po drodze podjazd z "blatu" na stojąco. Trochę bolało :)

Punkt widokowy w Łężeczkach. Idzie front ... Front burzowy :)
W Łężeczkach wjechałem na drugą część trasy biegnącej dookoła jeziora i dojechałem do Chrzypska Wielkiego, gdzie zatrzymałem się na kąpielisku. Zdjąłem buty , skarpetki i z przyjemnością moczyłem nogi w jeziorze :)

Kąpielisko Chrzypsko Wielkie.
Po okrążeniu prawie całego jeziora ( do pełnej pętli zabrakło 1km do Chrzypska Małego ), ruszyłem dalej i przez Śródkę i Strzyźmin dojechałem do wsi Orle Wielkie, gdzie byłem zmuszony zatrzymać się ponieważ złapałem kapcia ...
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ... Gdy zmieniałem dętkę w zadaszonym przystanku autobusowym, na dworze przeszła spora ulewa :)

PIT STOP "Orle Wielkie" :)

Kolejne kilometry, bez kolca w oponie po mokrym asfalcie prowadziły przez wsie; Nosalewo, Bielejewo, Binino, Dobrojewo do Ostroroga a następnie przez Szczepankowo do rodzinnych Szamotuł.

W trakcie dzisiejszego treningu wszystkie podjazdy pokonywałem z "blatu" na stojąco na najmniejszej koronce z tyłu, i dołożyłem do nich jeszcze parę tempówek na płaskim.

P.S.
Na objazd jeziora Chrzypskie, na pewno wrócę kiedyś z Mike-m !

W sumie pokonałem 77,20 km w czasie 2h 57min 40sek ze średnią prędkością 26,107 km/h
HR śr 140 , HR max 178 , Spalone kalorie: 2294 kcal
Temp; 19 °C , Wiatr: płn.- wsch. o prędkości 2 km/h

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Rodzinna wycieczka / Mike

W niedzielę postanowiliśmy razem z naszymi żonami wybrać się na wycieczkę ...
Plan powstał w Sobotę ... i był dokładnie omówiony , ale jak to z kobietami na drugi dzień nastąpił syndrom wyparcia i założenia legły w gruzach... Dla świętego spokoju skróciliśmy wycieczkę ...
Po dojeździe do Rezerwatu "Dołęga" urządziliśmy sobie piknik z jedzonkiem, kawą i sokiem pomarańczowym.
W między czasie Ania stwierdziła ze wycieczka jest do dupy ... a Kasia dostała ataku głupawki, i to takiego konkretnego :)
Na sam koniec dziewczyny przeprowadziły głęboka analizę mojego tyłka... z której miedzy innymi dowiedziałem się że mam motylki na dup.... Nie wiem jak to możliwe ale... :)

Mam nadzieje że film z tego dnia odda klimat tej wycieczki :)

Zakopane to wiocha !!! / Mike

Zanim przejdę do ciągnięcia "łocha" z miasta Zakopane i jego mieszkańców… Chciałby pochwalić globalizacje… Siedzę sobie w hotelu po szkoleniu, mam dostęp do sieci, telewizor, bieżącą wodę i zimne piwo ( a to przecież najważniejsze ). Ale tak na poważnie jeszcze 10 lat temu to było coś wyjątkowego a teraz wystarczy nawet komórka by być połączyć się z globalną wioską! Niech sobie antyglobaliści mówią co chcą, ale globalizacja ułatwia życie i uratowała wielu ludzi! Z resztą co tu dyskutować antyglobaliści to banda pedałów !!!

Wracając do Zakopanego…
Po szkoleniu wybrałem się na Krupówki i na Gubałówkę. Małe zakupy, wizyta w punkcie informacji, spacer… I wiecie co? Ludzie mają tu doła zupełnie tak jak w Łodzi. I w dodatku są, niemili i rozpieszczeni przez tłumy turystów którzy tą osadę odwiedzają …

Warto w tym miejscu podkreślić wyjątek potwierdzający regułę… Tym wyjątkiem jest Pani w punkcie informacji turystycznej. Wspaniała kobieta, powiedziała co i jak, doradziła gdzie na złodziei uważać, co warto zobaczyć, gdzie zjeść i jak się ubrać… a jak się dowiedziała że jestem z Poznania to wszystkie ulotki i mapy chciała mi dać i pytała co jeszcze… Fajnie że są jeszcze tak oddani ludzie, właśnie tacy powinni pracować w punktach informacji turystycznej !

Wracając do Zakopanego… to zwykła wiocha, same stragany ( i to wszędzie! ), sklepy odzieżowe i bardzo zdołowani i niemili ludzie… Pamiętam Zakopane z lat dzieciństwa. To było prawdziwe górskie miasteczko z klimatem, a dziś to trochę większa i bardziej chamska Półwiejska …

Byłem na Gubałówce i co i to samo… wiocha i chamstwo ! Pani za barem miała pretensje że za drobnymi płacę …
Grosz to oficjalnie przyjęty środek płatniczy w Polsce… wiec bierz głupia babo i nie denerwuj mnie!
Co za żenada … na całe szczęście zachowałem profesjonalizm i ochrona nie musiała mnie wyprowadzać…

Jutro Kasprowy Wierch … mam nadzieje ze piękne okoliczności przyrody wymarzą negatywny obraz Podhala …

niedziela, 12 czerwca 2011

Pokaz lotniczy w Bednarach / Tomek

Dzisiaj z rana zaplanowaną miałem wycieczkę z moim bratem Piciem i jego teściem.
Wyruszyliśmy z Murowanej przez Rakownię, Zielonkę do Bednar. Wydawało mi się, że już znam tą część Puszczy :) Teść Picia udowodnił mi, że jednak wiele jeszcze przede mną, w końcu on  tu się urodził i wychował. Pokazał mi w puszczy nowe ciekawe miejsca m.in. ziemianki spadochroniarzy, którzy stacjonowali w tych lasach od kwietnia do grudnia 1944 r. Dodatkowo przed Bednarami zobaczyliśmy pozostałości po moździerzach. Poniżej zamieściłem kilka fotek tego co udało nam sie znaleźć, a podobno wystarczy troche pokopać i można dokopać się do całych skrzyń z pociskami :)


Na sam pokaz w Bednarach nie udało nam się wbić, ponieważ okazało się że impreza jest płatna 20 "zyla" od łba. Ja musiałem już wracać, bo umówiłem się z Eweliną że pojedziemy na zakończenie kursu tanecznego Olka do Poznania. 
Odcinek z Bednar do Rakowni przejechałem w 31 minut i byłem naprawdę zmęczony, jechałem pod presją czasu - nie mogłem zawieść Olasa :) 
Pokaz lotniczy oglądaliśmy po południu przed domem i też świetnie było widać.

Suchy - Rakownia - Szamo / Mike

Mam trochę zaległości w postach... ale niestety nie mam czasu pisać, bo za 5 godzin ruszam na szkolenie do Zakopca. Napisze więc w skrócie:

W piątek regeneracja z Tomkiem.. spokojna jazda w 1 Strefie, Trasa wzdłuż Warty. Piękna, szybka i nie wymagająca...

W sobotę trasa od Tomka do domu... noga podawała jak ja pierd.... właściwie cały trening to jedna długa tempówka... oraz kilka technicznych zjazdów i podjazdów po drodze. Cały czas pod wiatr...oczywiście :)
Jako dokumentację zamieszczam filmik z tych dwóch treningów.

Miłego oglądania.

Dzień 125 / PIO_TREK

W czasie wczorajszego bardzo mile spędzonego wieczoru, umówiliśmy się że dzisiaj wspólnie z Kasią , Anią i Mike-m urządzimy sobie wycieczkę rowerową połączoną z piknikiem nad rzeką Wartą.

Parę minut po godzinie dwunastej wyruszyliśmy na trasę, która przebiegała przez ...

Szamotuły - Gąsawy - Baborowo - Pamiątkowo - Lulinek - Lulin - Górkę - Żukowo - Chrustowo - Sławienko - "Ruks" - "Dołęga" - Sycyn - Piotrkówko - Szamotuły

... dojeżdżając do Pamiątkowa, dziewczyny zaczęły już marudzić; Kiedy dotrzemy na miejsce ?  Ile jeszcze przed nami kilometrów ? Trochę nas to z Mike-m wyprowadziło z równowagi, bo wczoraj wszyscy ustaliliśmy że pojedziemy  m.in. przez  Nieczajną , Obiezierze , Oborniki.
Niestety dziewczyny były tak uporczywie marudne, że musieliśmy zmienić wcześniej ustalona trasę :(
Suma, sumarum po wielkich mękach w końcu dotarliśmy do rezerwatu "Dołęga", gdzie rozłożyliśmy koce i urządziliśmy sobie piknik. Piękna okolica spowodowała, że wcześniejsze niesnaski poszły w niepamięć :)
Daniem głównym pikniku była wczorajsza pizza, która dzisiaj smakowała jeszcze lepiej, a także sałatka oraz banany. Do tego gorąca kawa lub sok do wyboru, a na deser miały być truskawki, ale o nich zapomnieliśmy i zostały w plecaku :)
Po pysznym jedzonku przyszedł czas na błogie lenistwo na kocach. Relaksując się nad Wartą, przy śpiewie ptaków , szumie wody, rozmawialiśmy i graliśmy w ...
Później podjąłem nieudolną próbę wytresowania Mike-a, chcąc nauczyć go gry patykiem na pustych kubkach jednorazowych, na co Kasia zareagowała niepohamowanym atakiem głupawki, która rozbawiła nas wszystkich. Mike uwiecznił to kamerą. ( a Kasia ma nadzieję że tego nie wykorzysta ... )
W miedzy czasie poszliśmy z Mike-m, poszukać jakiegoś singiel-tracka do treningów. Niestety teren rezerwatu okazał się zbyt "dziki" żeby jeździć po nim rowerami.
Na koniec udanego pikniku, Ania próbowała poszerzyć koryto Warty, urywając część skarpy nogą :) Robiła to tak nieporadnie, że kwestią czasu było lądowanie w wodzie ... ale niestety się nie doczekaliśmy :(
Po wszystkim spakowaliśmy plecaki , koce i ruszyliśmy w drogę  powrotną. Początek był bardzo trudny, bo musieliśmy podprowadzić rowery pod stromą skarpę, a następnie między krzakami i po przewróconych drzewach. Gdy już udało nam się wydostać z rezerwatu, wjechaliśmy na drogę leśną i przez Sycyn dojechaliśmy do wsi Piotrkówko. Ostatnie kilometry prowadziły asfaltem do Szamotuł, gdzie nastąpiło czułe pożegnanie i koniec wspólnego popołudnia.

W sumie pokonałem 40,52 km w czasie 3h 05min 26sek :) ze średnią prędkością 13,11 km/h :)
HR śr 82 , HR max 120 , Spalone kalorie: 61 kcal
Temp; 23 °C , Wiatr: płn.-zach. o prędkości 6 km/h

sobota, 11 czerwca 2011

Dzień 124 / PIO_TREK

Po wczorajszej "czasówce" postanowiłem urządzić sobie dzisiaj wycieczkę krajoznawczą do miejsca którego wczesniej nie odwiedzałem. Studiując mapę w oko wpadły mi okolice Obornik, a dokładniej szlak rowerowy nad rzeką Wełną. Dzisiejsza trasę wyznaczyły miejscowości;

Szamotuły - Urbanie - Oborniki - Rudki - Kowanówko - Jaracz - Rożnowo - Oborniki - Obiezierze - Górka - Gąsawy

W samo południe, wskoczyłem na "Mariana" i ścieżką rowerową dojechałem do Obornik. Nie miałem ze soba mapy, a trase starałem sie zapamiętać spoglądając na nią w domu przed wyjazdem :) Niestety szlak rowerowy za Obornikami w stroną na Czarnków jest bardzo słabo oznakowany, żeby nie powiedzieć że wcale. Dość dużo czasu zajeło mi zanim go znalazłem. Skręciłem w prawo w kierunku Rudek i wjechałem do lasu ...
"Marian" oparty o przyszłe meble Ikea :)
... a szlak doprowadził mnie nad rzekę Wełnę. Bardzo zauroczyło mnie to miejsce i napewno wrócę tu razem z Mike-m. Jesli nie na rowerach to napewno w kajakach :)

"Marian" nad Wełną.
Rozgladając sie na prawo i lewo, podziwiając piękne okoliczności przyrody jechałem przed siebie pokonując kolejne kilometry. W pewnym momencie szlak doprowadził mnie do Mogił Rożnowskich, rozsianych po okoliczny lasach. Spoczywa w nich 12000 !!! ofiar zamordowanych przez niemców w czasie drugiej wojny światowej. Nigdy wczesniej nie słyszałem o tych mogiłach, i nie spodziewałem się że tylu ludzi gineło w naszych okolicach :(

Wojna to straszna rzecz ! Cieszmy się wolnością ...


Kapliczka przy Mogiłach Rożnowskich.
Po krótkim przystanku ruszyłem dalej i przez Jaracz dojechałem do Rożnowa, gdzie zakończyłem dzisiejszą przygodę z leśnymi duktami. Następnie wjechałem na krajową "11" i skierowałem się do Obornik.
Żeby nie wracać tą samą dogą do Szamotuł, z Obornik pojechałem przez Obiezierze do Górki.
W rodzinnej wsi mojego taty skreciłęm w polną drogę i przez Gąsawy wróciłem do grodu Halszki, kończąc wspaniałą wycieczkę.

W sumie pokonałem 68,70 km w czasie 2h 37min 32sek ze średnią prędkością 26,16 km/h ,
HR śr 125 , HR max 157 , Spalone kalorie: 1583 kcal
Temp; 23 °C , Wiatr: płn.-zach. o prędkości 11 km/h

piątek, 10 czerwca 2011

Dzień 123 / PIO_TREK

Mimo że przedwczoraj "dokopałem" nogom, przepływajac przez morze piachu w Kobylnickich lasach, to dzisiaj postanowiłem dokrecić śrubę jeszcze bardziej urzadzając sobie czasówkę.

Gdy w 2002 roku zaczynałem moją przygodę z treningiem kolarskim, codziennie trenowałem na jednej i tej samej trasie :) Codziennie przejeżdżałem ją, od poczatku do końca na maksa :) Liczyłem, że z dnia na dzień będe coraz szybszy. Niestety nie na tym polega prawdziwy trening kolarski, i nie zawsze było kolorowo.
Muszę jednak przyznać że wytrzymałem i przejeździłem tak cały sezon :) To się nazywa "determinacja".
Z czasem jednak pogłębiałem swoją wiedzę czytając książki iprasę rowerową. Najwieksza przemiana nastąpiła gdy dzięki  Kasi, skrzyżowałem swoje losy z Mike-m moim fantastycznym Guru i Mentorem kolarskim :) To on uczy mnie jak trenować i jak odpoczywać. Choć czasem mam wrażenie że nie mówi mi wszystkiego bym nie był lepszy od niego. To się jednak nigdy nie wydarzy, ponieważ mam gorszy genotyp :)
I choć On w komentarzu napisze cośzupełnie innego, to i tak mu nie wierzcie !!!

Wracając do dzisiejszego treningu ... Mimo że nogi nie były świeże, to postanowiłem zmierzyć się ze starą pętlą. Jako środek transportu posłużył mi rower szosowy. Trasę wyznaczyły następujące miejscowości;

Szamotuły - Lipnica - Ostroróg - Dobrojewo - Wronki - Piotrowo - Obrzycko - Gaj Mały - Szamotuły

Pomiar czasu rozpocząłem przy byłej cukrowni w Szamotułach, a zakończyłem przy stacji benzynowej na ul. Powstańców Wlkp. Trasę "czasówki" o długości 50 km pokonałem w czasie;
1h 26min 00sek ze średnią prędkością 34,92 km/h , HRśr. 148 , HRmax. 165 , Spalone kalorie; 1422 kcal.
Po "czasówce" na ulicach Szamotuł wykonałem jeszcze 25 minutowy rozjazd.

Nie wiem dlaczego, ale na maratonach szybko wkręcam się na wysokie tetno i potrafię je jakoś utrzymać. Natomiast w czasie codziennych treningów mam chyba jakąś blokadę w głowie i wchodzenie na wysokie tętno przychodzi mi z trudem. Dzisiaj mogło to być trochę spowodowane brakiem świeżości i nakładającym sie zmęczeniem, ale mimo wszystko z osiagniętego czasu jestem zadowolony. Tym bardziej że trochę dzisiaj wiało, a jadąc po pętli to raczej wiatr przeszkadza, niż pomaga.

W sumie pokonałem 61,39 km w czasie 1h 51min 52sek ze średnią prędkością 33,21 km/h ,
Temp; 24 °C , Wiatr: płn.-zach. o prędkości 28 km/h

czwartek, 9 czerwca 2011

Chojno i powrót / Mike

Dziś trening na szosie. Nogi ciężkie po wczorajszych interwałach i do tego ten cholerny wiatr! Wiało naprawdę mocno z kierunku zachodniego tak więc do Chojna cały czas pod wiatr. W planie miałem powtórzenia i tempówki interwałowe.

W drodze do Chojna wykonałem 3 serie po 5 minutowych tempówek na wysokim obciążeniu i kadencji. Pomiędzy powtórzeniami minuta odpoczynku i po 5 minut pomiędzy seriami. W drodze powrotnej 2 X 20 minutowe tempówki w trupa :) 10 minut odpoczynku pomiędzy tempówkami.

W Chojnie pusto jedynie pod sklepem stała ekipa już w doskonałych humorach :)
Na pomście zrobiłem sobie bufet. Wracając do wiatru… był momentami tak silny że przewrócił mi rower na pomoście, na szczęście nie musiałem po niego nurkować :)

Strefa Bufetu - Chojno Pomost:)
Nie mogłem dziś wejść do wysokich stref tętna. Czułem że wykonuje prace jak w strefie 4 i 5a ale tętno miałem w 2 i 3 strefie… znaczy nakłada się zmęczenie po maratonie i wczorajszym treningu.
Na koniec rozjazd 15min rozjazdu.

Trening krótki ale ciężki, męczący z wkur… wiatrem mimo wszystko uznać należ go udany.
Jutro po pracy regeneracja z Tomkiem, będzie zabawnie i miło.

Hr avg 142, Hr max 171, asc 155, dist 78km, spd avg 32.53km/h, kcal 1494, zmęczenie 7

Myśl dnia: Jak zrobić dżem z Leszcza? Wrzucić granat do Be Em Ki :)