czwartek, 9 czerwca 2011

Yes We Can / Mike

Wczoraj w ramach poprawiania wydolności interwałowej pojechałem na naszą ulubioną pętle interwałową do Stobnicka. Co prawda zanosiło się na burze ... ale upały ostatnich dni dały nam nieźle w kość więc w sumie to nawet trochę liczyłem na to że zmoknę ( i się nie przeliczyłem ale o tym za moment ).

Do Obrzycka z wiatrem w plecy... bardzo szybko, prędkości wyścigowe przy tętnie w 1 strefie. Fajnie tak się jedzie za darmochę :) Na miejscu wykonałem kilkanaście pętli z przerwami na przestawienia kamery ( materiał poniżej ). W miedzy czasie zaczęło padać, ale po około 20 minutach deszcz ustąpił.

Znalazłem kilka nowych możliwości tego terenu. Spokojnie można kilkukrotnie wydłużyć pętle, wystarczy troszkę popracować grabiami ( zalegające gałęzie ) by oczyścić podłoże, a co za tym idzie zmniejszyć ryzyko wkręcenia czegoś w napęd no i przy okazji taki zabieg sprawi ze trasa będzie szybsza :)
Taki jest plan na najbliższe dni ...
Same interwały jak to interwały... ból i zadycha :)

Powrót do domu przez Obrzycko, Dobrogostowo i Gaj Mały. Po drodze jeszcze jedna tempówka pod wiatr. Cała droga powrotna pod wiatr, ale jakoś nogi tak podawały ze zupełnie nie przeszkadzał, prędkość trzymałem w okolicach 35km/h.

Już po dojeździe do Szamotuł dopadła mnie ulewa, tak solidna jak na filmach katastroficznych.
Silne podmuchy wiatru, błyskawice i ściana wody ...  Bardzo przyjemna ulewa, deszcz był ciepły dodatkowo unosił się taki specyficzny zapach stygnącej ziemi. Bajka normalnie pełen wypas. Nie muszę chyba dodawać że kompletnie mnie zmoczyło? Tak, tak, gacie też miałem całe przemoczone.

Zabawne... jadę sobie tak w tej ulewie widoczność może na 10m, ludzie pochowani po przystankach i wszelkiej maści wnękach dających choć odrobinę schronienia, a ja z Bananem na twarzy, całkowicie mokry... "Krótko Mówiąc" Zajefajny trening.

Zapraszam do obejżenia filmu z tego uroczego dnia...

Hr avg 140, Hr max 178, dist 49.7km, spd avg 27.3km/h, cad avg 98, asc 180m, kcal 1249, zmęczenie 5



środa, 8 czerwca 2011

Dzień 122 / PIO_TREK

Od rana zastanawiałem się; Iść czy nie iść na rower ? Stwierdziłem jednak że "nie ma lipy" ani żadnych wymówek. Słońce świeciło mocno i temperatura powietrza była wysoka. Dlatego postanowiłem  pojechać "Marianem" do lasu, by choć trochę schować się w cieniu przed słońcem. Trasę wytyczyły miejscowości;

Szamotuły - Piotrkówko - Sycyn - Obrzycko - Wronki - Smolnica - Piotrowo - Obrzycko - Brączewo - Jaryszewo - Ameryka - Twardowo - Szczuczyn - Szamotuły

Z Sycyna do Wronek jechałem lasami przemierzając drogi usypane z ogromnych ilości piachu. Było strasznie gorącą, opony się zapadały, kręciłem pedałami jak młynkiem, tętno miałem bliskie progu, a prędkość momentami spadała do 10-15 km/h. Nie wymiękałem i jakoś udało mi się przepłynąć morze piachu.
Do Wronek dotarłem dość "wyjechany" i żeby choć trochę "odpocząć" , większą część drogi powrotnej  postanowiłem przejechać drogami asfaltowymi. Po jakimś czasie asfalt zaprowadził mnie do wsi Ameryka ...

Do Ameryki bez wizy ? Czemu nie! :)
Żeby nie było za łatwo cały czas w twarz wiał silny wiatr, który bardzo mnie spowalniał. W końcu jednak udało się dotrzeć z powrotem do domu. Muszę przyznać że był to bardzo męczący trening, ale i takie są czasem potrzebne.
Nie wiem jest co gorsze? Jazda w piachu czy jazda pod silny wiatr ? Chyba jednak piach bardziej męczy, bo trudno złapać właściwy rytm.

W sumie pokonałem 60,93 km w czasie 2h 33min 38sek ze średnią prędkością 23,79 km/h ,
HR śr 148 , HR max 173 , Spalone kalorie: 1963 kcal
Temp; 29 °C ,  Wiatr: płd. o prędkości 26 km/h

wtorek, 7 czerwca 2011

Dzień 121 / PIO_TREK

Wczoraj miałem służbę w PSP, więc rozjazd po maratonie wykonałem dzisiaj. W tym celu wskoczyłem na rower szosowy i przejechałem nie długą pętlę "wokół komina" , która przebiegała przez następujące miejscowości;

Szamotuły - Gaj Mały - Obrzycko - Pęckowo - Kluczewo - Ostroróg - Lipnica - Szamotuły - Piaskowo - Kępa - Szamotuły

Z Szamotuł do Obrzycka z wiatrem :) Od Obrzycka do Lipnicy raczej pod wiatr i z Lipnicy do Szamotuł znowu z wiatrem. Cały czas jechałem raczej spokojnie, trzymając założone strefy tętna, no może po za małymi wyjątkami :)
Na koniec treningu pojechałem specjalnie, żeby zrobić zdjęcie figury we wsi Kępa, ponieważ niektórym "elementom napływowym z Dębca" mylą się figury we wsiach Kępa i Piaskowo :)
Dlatego też oznajmiam, wszem i wobec, że figura w Kępie wygląda tak ...

To nie tutaj, wydarzyłby się wczoraj rodzinny dzwon :)
Dla ułatwienia dodam, że stojąc twarzą w kierunku Poznania wieś Kępa jest po lewej stronie torów, a wieś Piaskowo po prawej stronie torów :) Dziękuję za uwagę :)
Sorry Mike, ale musiałem ! Tak! Jesteś dla mnie najlepszym nawigatorem na świecie, a jam nie godzien wiązać ci nawet sandałów. Co nie zmienia faktu że pomyliłeś Piaskowo z Kępą :) To chyba gorsze niż być pięć lat po ślubie.

W sumie pokonałem 45,29 km w czasie 1h 23min 52sek ze średnią prędkością 32,40 km/h ,
HR śr 138 , HR max 164 , Spalone kalorie: 953 kcal
Temp; 27 °C ,  Wiatr: płd. o prędkości 16 km/h

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Rodzinny Dzwon... / Mike

Dziś regeneracja po maratonie. Spokojna jazda w pierwszej strefie. Połowa pod wiatr ( dość silny ) do Gaju Wielkiego przez Kaźmierz z powrotem z wiaterkiem :)
Nogi zmęczone nadal po wyścigu, ale bez wielkiej tragedii... regeneracja w normie :)

Zalew w Radzynach.
Wracając o mało nie mielibyśmy czołowego dzwona z moją Małżonką ... Ja wracając z treningu w dość ciasnym łuku ( krzyżówka z "krajówką", koło figury w Piaskowie :) ) przy prędkości około 40 km/h , a Szanowna Małżonka zaczynając swój trening w przeciwną stronę ...
Jakbyśmy w siebie przydzwonili, to by wszystkie gazety i serwisy informacyne o tym pisały.
Wyobraźcie sobie taki zbieg okoliczności...
Przecież bardziej prawdopodobne jest nawet to ze PKP na czas przyjedzie!

Na koniec lans po Szamo, muza na maksa ( niestety w tylko w słuchawkach ), dwa zimnie łokcie i dwa zimne kolana, 300% Lansu :)

Hr avg 127, Hr max 147, dist 40km, spd avg 29.80km/h, asc 80m, kcal 688, zmęczenie 1

Maraton w Mosinie / Mike

Od czego by tu zacząć… tyle się wczoraj działo ze nie bardzo wiem jak się zabrać za opisanie tego.

To może od początku… Wyjazd z Szamotuł po 7 rano. Po drodze zgarnęliśmy jeszcze Agnieszkę z Poznania. Reszta podróży bez przygód tak więc w na miejscu startu byliśmy kwadrans po 8. I o dziwo biuro zawodów już funkcjonowało. Mimo ze była dopiero ósma z minutami żar lał się z nieba, i tak było przez cały dzień. Zapowiadał się wiec trudny upalny wyścig. Nawodnienie to podstawowa sprawa, zadbaliśmy wiec o odpowiednie zapasy picia przed startem jak i również na sam wyścig.

Tak sobie siedzimy gotowi do startu nawadniamy się mineralną a tu auto za autem z rowerami na dachu podjeżdża… Zapowiadało się na rekord frekwencji na tym cyklu. I jak się okazało, tak było.
Prawie 400 osób startowało tego dnia w tym czołowi zawodnicy, Lonka, Tecław, Pituch, Swat jeden i drugi :) no i do tego całe grono byłych zawodowców i mistrzów Polski startujących w kategoriach Masters.

Co za Skwar!
Siedzimy tak sobie na spalonej od słońca trawce gaworzymy, żartujemy, a tu nagle z głośników komunikat:
„właściciel bordowego BMW o numerach… proszony jest o przestawienie auta bo tarasuje dojazd…” Normalnie jak w Manieczkach! Rzecz jasna zaraz po tym zaczęła się seria żartów na ten temat..
I co? I ten Koleś przestawił swoje ztuningowane BMW… i zaparkował zaraz obok nas :)
Salwa śmiechu, za salwą śmiechu. Niesamowite jak małe rzeczy mogą cieszyć :)

Niezastąpiony Piotr Kurek
Na starcie ustawiliśmy się z przodu, by nie stracić za dużo na rundzie honorowej. Oczywiście tuż przed samym startem czołówka zaczęła się wpychać do pierwszych linii startowych. I w tym miejscu należy pogratulować sędziemu startowemu za jego postawę. Wszystkich tych „cwaniaczków” odsyłał na koniec peletonu. I bardzo dobrze! Co z tego ze to krajowa czołówka niech postoją jak wszyscy w słońcu w oczekiwaniu na start, a nie na 5min przed się wpychają.

Troche wody dla ochłody na lini startu
O 11 nastąpił start, honorowa runda przez Mosinę z pit stopem na przemówienie Pani Burmistrz!!!! Co za idiotyczny pomysł, jakby nie mogła podjechać na linie startu. Następnie dalsza część rundy honorowej i Ostry Start.
Runda Honorowa...
I od razu kilometrowy asfaltowy podjazd. Muszę przyznać ze taki układ trasy bardzo mi odpowiadał. Podjazd nie był jakiś strasznie wymagający, ale wystarczył by przeprowadzić selekcję… Na całe szczęście nogi podawały, wiec na szczycie byłem w pierwszej 15. I wszystkie „trzepaki” miałem za sobą, co okazało się zbawienne, zwarzywszy na to iż następne 3km to czysty piach. Gdyby była konieczność wycinania jeszcze jakiś maruderów tutaj to wiązałoby się to z dużymi stratami czasu i odjazdem czołówki. A tak udało mi się utrzymać w czołowej grupie.

Zjazd po startowym podjeżdzie
Nie wiem z czego to wynika, ale po raz pierwszy w tym sezonie bez problemów mogłem się utrzymać w „pociągu”… Jechaliśmy na początku w ósemkę trzymając dobre szybkie tempo. Po jakiś 20min dojechaliśmy do grupki w której jechał Mateusz Rybczyński. Przez kilka minut jechaliśmy razem potem Ryba skoczył do przodu do innej grupki, co prawda jechałem w „bez tlenie” od jakiś 40min ,ale co tam czuje się dobrze… skoczyłem więc za nim. Dojechaliśmy do zawodników z przodu i w takim składzie jechaliśmy już prawie cały wyścig.

Czułem się dobrze, tętno spadło do 4 a momentami nawet do 3 strefy więc odpocząłem sobie trochę.
Trasa częściowo prowadziła po pętli z zawodów XC w Puszczykowie. Jak jechałem to wróciły wspomnienia jak 3 lata temu się tu ścigałem i ku mojemu zaskoczeniu każdy podjazd który wydawał mi się wtedy ścianą teraz nie sprawiał większych problemów. Znaczy; Forma poszła do góry :)

W Puszczykowie na asfaltach grupka znowu się zjechała i tak rozpoczęliśmy drugą pętle.

Na bieżąco pilnowałem jedzenia i picia i jechało się wymienicie. Po jednym z podjazdów musiałem nawet poczekać na resztę, nie chciałem na wiatrach jechać sam.

Na odcinku ułożonym z płyt betonowych rozbujaliśmy się do jakiś 40km/h i urwaliśmy paru kolegów. Między innymi Rybę. Tak wiec dalej jechaliśmy w czwórkę. Do drugiego powtórzenia odcinka po pętli XC wszystko było ok. zero oznak zmęczenia jedynie tętno trochę podskoczyło… Pętle tez dałem rade i nie puściłem koła, ale za to zaraz po wyjechaniu na asfalt w Puszczykowie odcięło mnie, Opadłem z sił i nie było szans utrzymać tempa grupki. Tak wiec ostanie 8km jechałem sam wałcząc z bólem i swoją słabością.
Na koniec jakieś 500m przed metą złapał mnie jeszcze skurcz, wiec musiałem zejść z roweru i pomaszerować chwile. Tuż przed metą dziewczyny kibicował i dodawały energii na te parę ostatnich obrotów korbą…
Na odcięciu...

... ale do przodu!

Po 77km na metę wjechałem z czasem 2h 35min 59sek i średnią prędkością 28.3km/h zajmując 14 miejsce w Open i 6 w M2. Najlepsze jak do tej pory w tym cyklu :)

Po wyścigu Chill Out na trawce w cieniu z browarkami.
Wracając w radiu leciał kawałek Franka Kimono ,który dopełnił aury szczęścia, zabawy i relaksu wczorajszego dnia :)


Podsumowując
Po raz pierwszy jechałem z czołówką wyścigu jak równy z równym, udało się praktycznie cały wyścig przejechać w grupie co przedtem stanowiło dla mnie problem, mimo odcięcia utrzymałem tempo i osiągnąłem wysoką prędkość średnią. Jak mawia Piotr Kurek „ Krótko Mówiąc” udany wyścig

Hr avg 168, Hr max 189, dist 77km, spd avg 28.3km/h, cad avg 100, asc 625m, kcal 2296, zmęczenie 9


Dzień 120 / Grand Prix Wielkopolski MTB - Mosina #3 / PIO_TREK

Wczoraj wspólnie z Mike-m , Anią  i Agą wybraliśmy się rano Mosiny na kolejną edycję Grand Prix Wielkopolski w Maratonach MTB.
Procedura wyjazdowa ta sama jak zawsze; pakowanie ciuchów, rowerów i niezbędnego sprzętu do samochodu i w drogę. Po drodze w Poznaniu zabraliśmy Agnieszkę siostrę Mike-a i pojechaliśmy do Mosiny.
Na miejsce dotarliśmy między godziną 8 a 9 :) Niestety na polanie nie udało nam się znaleźć cienia i w pełnym słońcu musieliśmy szykować się do wyścigu. Rozpakowaliśmy samochód, zjedliśmy pyszny makaron przygotowany przez Anię, który przy tym upale wchodził ciężko. Nasyceni węglowodanami, zmontowaliśmy rowery i oczekiwaliśmy na start ...

Sielanka przed startem ...
... i gdy tak siedzieliśmy na polanie, okazało się że obok nas zaparkowali starzy znajomi z Gniezna.
Dwóch lanserów ( ojciec i syn ) +  Chevrolet Captiva, którzy więcej kilometrów przejeżdżają na rowerach przed i po maratonie lansując się w "miasteczku startowym", niż na dystansie mini , na którym zawsze jadą.
Jak się później okazało nie byli to najciekawsi sąsiedzi, bo wkrótce zaparkowała obok nas BWM E36 w wersji Coupe ( typowa penerówa ). "Otłuszczony" właściciel został zmuszony do jej przestawienia na "prośbę" organizatorów... a resztę tej opowieści dopisze w swoim poście Mike :)

Na początku na polanie panowała cisza i sielska atmosfera, a my z niepokojem zastanawialiśmy się czy dane nam będzie dzisiaj usłyszeć głos Piotra Kurka. Na szczęście spóźniony, ale w końcu przybył i rozpoczął konferansjerkę używając swojego ulubionego sformułowania " Krotko mówiąc ..." :)

Ze względu na coraz wyższą temperaturę powietrza, pilnowałem odpowiedniego nawadniania organizmu i już przed maratonem wypiłem około dwóch litrów płynów ( 2 bidony isostar + 2 wody niegazowane )
Na start w maratonie przygotowałem trzy bidony isostara i jedną wodę niegazowaną oraz trzy żele energetyczne.

W niedzielę upał spowodował, że wszyscy zawodnicy chowali się w cieniu przed słońcem i do ostatniej chwili odwlekali ustawienie sie na lini startu, która znajdowała się na polanie w pełnym słońcu.
My byliśmy jednymi z pierwszych i stanęliśmy na starcie piętnaście minut przed godziną jedenastą.
Oczywiście tuż przed jedenastą na start zaczęły zjeżdżać gwiazdy i wpychać się przed szereg, m.in. Magdalena Hałajczak , która wpychając się, stanęła oczywiście przede mną :)
Tym razem gwiazdy trafiły jednak na twardego sędziego, który kilka z nich przegonił trochę do tyłu.

Humory przed startem jak zwykle dopisywały :)
O jedenastej ruszyliśmy na rundę rozjazdową i zostaliśmy zatrzymani na rynku w Mosinie, by wysłuchać przemówienia Pani Burmistrz, chwilę później na podjeździe na ul.Porzegowskiej nastąpił ostry start.
Kilometrowy podjazd spowodował że stawka znacznie się rozciągnęła a mnie udało się utrzymać blisko czoła stawki.
Trasa maratonu składała sie z dwóch rund. Pierwszą udało mi się przejechać w "pociągu" z innymi zawodnikami, dając sobie zmiany.  Cały czas pilnowałem "suplementacji" :) Piłem co 15 minut, a żel wciągałem co 45 minut, korzystałem także z picia na bufetach.

Na trasie w morderczym słońcu.
Na koniec pierwszej rundy okazało się że wszyscy zawodnicy z którymi jechałem w grupie jadą dystans mini, a ja sam zostałem bez pomocy na dystansie mega :(  Nie załamało mnie to jednak i dalej jechałem swoje. W tym momencie na trasie bardzo pomogły mi Ania i Aga, podając butelkę wody z której się napiłem i zmoczyłem nagrzaną głowę.

Trzydniowy odpoczynek od roweru przed maratonem, przyniósł bardzo dobry skutek, nogi kręciły sprawnie i równo, już od początku wbiłem się na wysokie tętno i udało mi się je cały czas utrzymać. Według wskazań pulsometru, na całej trasie, tętno średnie wyniosło 170 i było wyższe o 3 od mojego tętna na progu wyznaczonego zimą. Można więc uznać że treningi przyniosły zamierzony efekt i forma jest :)

Druga rundę także udało mi się przejechać w miarę równo. Na jednym z ostatnich długich podjazdów wyprzedziłem kilku zawodników m.in Mateusza Rybczyńskiego.
Kolejne kilometry przemierzałem samotnie, ale w pewny momencie dogoniło i wyprzedziło mnie dwóch zawodników, których zostawiłem na wcześniejszym podjeździe. Niestety nie byłem wstanie usiąść im na kole choć jechałem z przyzwoitą prędkością około 30 km/h.
Tuż przed metą czekali już na mnie Aga, Ania i Mike, i dzięki ich dopingowi wyprzedziłem jeszcze zawodnika Corratec-u i szczęśliwie ukończyłem maraton. Uzyskałem czas; 2h 42min 02sek !
Jak zwykle maraton okazał się dłuższy niż zapowiadano, mimo informacji o jego skróceniu :)
Miało być 70 km , a wyszło 76 km.
Na polanie od razu się zatrzymałem i usiadłem na trawie żeby złapać oddech.
Z uzyskanego czasu i osiągniętego wyniku jestem bardzo zadowolony, bo przy panujących warunkach pogodowych samo ukończenie dystansu mega było nie lada wyczynem, a co dopiero jazda wyścigowa w tych warunkach.
Na trasie nie przydarzyła mi się też żadna gleba ani wypadek. "Marian" spisał się świetnie, wszystko działało jak należy. Nawet opony mi nie przeszkadzały.
Po wszystkim poszliśmy się umyć przy wozie strażaków z JRG-6 Mosina, ale niestety wyjechali na pożar i musieliśmy umyć się wilgotnymi chusteczkami przy samochodzie.
Gdy byliśmy już "czyści i świeży", Mike z Agą podjechali po zimne browarki i oczekując na dekorację opijaliśmy wspólny sukces.
Po "wynikowym bałaganie" z Gniezna, w Mosinie odbyła się zaległa dekoracja Mistrzów Wielkopolski oraz dekoracja zwycięzców maratonu, który właśnie ukończyliśmy.
Jak zwykle po rozdaniu nagród nastąpiła Tombola i los się do mnie uśmiechnął !!! Moim łupem padł ciśnieniowy ekspres do kawy ...

Polski PIO_TREK z niemieckim ekspresem :)
Szczęśliwy i zadowolony poszedłem sprawdzić wyniki. Nieoficjalnie zająłem 24 miejsce w Open i 8 w M1 !!! Znowu załapałem sie do "dziesiątki" w M1 i spełniłem swoje założone wcześniej minimum.

Teraz czekam na klasyfikację punktową po trzech edycjach ...
Na liście z wynikami, nie mogłem nigdzie znaleźć Mike-a, wiec poszedłem po niego i rozpoczęliśmy procedurę odwoławczą :) Na szczęście, obecny był jeszcze główny sędzia zawodów i braciszek został przywrócony na listę z bardzo dobrymi wynikami, na które sam ciężko zapracował.
Gratuluje Mike! Mój mistrzu !!!

P.S.
Pierwsza część sezonu za mną. Wkrótce udaję się na zasłużony urlop i wypoczynek, a później kolejne straty i super pracowity wrzesień !!!

W sumie pokonałem 76,06 km w czasie 2h 42min 02sek ze średnią prędkością 27,05 km/h ,
HR śr 170 , HR max 185 , Spalone kalorie: .... kcal
Temp; 31 °C

Suchy Las - Rakownia / Tomek

W piątek przed wyjściem do pracy postanowiłem zabrać ze sobą rower. Droga z pracy do domu była długo oczekiwanym przeżyciem i wyzwaniem. Odcinek pokonałem w 1 godz i 10 min ( 30 km )
Nie miałem pulsometru, wiec nie wiem ile spaliłem kalorii :)

W sobotę około godziny 17 wybrałem się lasami do Tuczna. Łączny odcinek 22 km w czasie 1,5 godziny, ale stwierdzam że po lesie nie da się jechać bo momentami prowadziłem rower. Taki  jest piach.

Z niecierpliwością oczekuje wakacji kiedy nie będę musiał wozić do szkoły i przedszkola moich dwóch "supermenów". A do pracy i z pracy będę jeździł rowerkiem.

Wczoraj razem z moim bratem Piotrem reanimowaliśmy starą "kolażówkę", którą kiedyś dostałem od znajomego w częściach. Postaram się zrobić kilka fotek i wrzucę na bloga  :)

Obiecane fotki:



Piotra też zaraziłem REJSAMI :) Właśnie oczekuje na rower w Skiteam-e :)

sobota, 4 czerwca 2011

Na głodzie ... / Mike

Wczorajszy dzień był pracowity z resztą jak cały ubiegły tydzień. Nie miałem czasu nawet wszamać czegoś przed treningiem. Na rower wsiadałem więc głodny ..., ale w planie była raczej spokojna jazda.
Wiatr powinien pomagać wiec mówię sobie będzie ok.

Temperatura powietrza oscylowała w okolicach 30 stopni i do tego w Poznaniu panował potworny zaduch. Tak więc pierwsze kilometry po mieście były upalne w dosłownym tego słowa znaczeniu.
A propos jazdy po mieście takim jak Poznań, gdy już pozbędziesz się strachu to można przemieszczać się naprawdę szybko... bardzo szybko :) Dla przykładu, auta które wyprzedziłem w okolicach King Cross-a wyprzedziły mnie dopiero za Bukiem :)

Do Opalenicy wiatr z boku ale nie przeszkadzał więc spokojnie jadąc w 2 strefie bez podcinania nogi utrzymywałem prędkość w okolicach 40 km/h. Od Opalenicy miałem wiatr w plecy, ale jakoś tego nie odczuwałem ...

Do Grodziska Wlkp dotarłem po 1h 22min 26sek , a do celu podroży czyli Łubnicy po 1h 39min 30sek ,
co stanowi nowy rekord na trasie Poznań - Rodzinna Wiocha mojej Małżonki :)

Trening upłyną pod hasłem walki z "Niedzielnymi Kierowcami" nie wiem dlaczego, ale wczoraj byli sami tacy. Jedzie Ci koleś 3 km/h Corsą 1.2 , a wygląda jakby leciał 167 km/h na szutrze we mgle z uszkodzonym dyferencjałem i to w zakręcie!
Tak często na szosie to jeszcze nie hamowałem.. To na serio jest wnerwiające, nóżka kręci dobrą prędkość trzymasz, a tu nagle taki baran za kierownicą i na nowo musisz się rozbujać ...

Jutro maraton w Mosinie, samopoczucie dobre nogi zregenerowanie, sprzęt wyczyszczony i nasmarowany... zobaczymy jak będzie :)

Hr avg 154, Hr max 176, dist 60km, spd avg 35.91km/h, asc 60m, kcal 1206, zmęczenie 3, liczba udrzeń serca 15708,

Myśl Dnia: Miasto jest pełne Frajerów...

środa, 1 czerwca 2011

The Head is on Fire... / Mike


Dziś rano jak się obudziłem każda komórka swojego ciała czułem wczorajszą imprezkę... ale kto jak kto, ale kolarz regeneruje się bardzo szybko. Małe ogarniecie siebie i heja do pracy, a tam...

Nałożyło się tyle problemów że praktycznie cały dzień to Burza Mózgów albo tego co z nich zostało :) Skończyło się na tym że zmieniamy strukturę organizacyjną firmy i to w znacznym stopniu!
Trochę mnie to psychicznie wykończyło ale dzień należy uznać za bardzo udany...

Jakoś nie za bardzo miałem ochotę iść na trening. Mówię sobie; Mike nie ściemniaj!
A poza tym w planie był spokojny trening bez obciążeń.

Ruszam więc i co i jest ok nogi już nie bolą, fajnie kręcą i nawet wiatr jakoś mnie dziś nie denerwował. Postanowiłem pojechać w lasy na południe od Szamo... tam powinien być jakiś fragment drogi bez piachu...
I udało się znalazłem drogę którą można śmiało nazwać "Oazą". Twarda, równa, wilgotna... jakby zbudowana specjalnie na takie upały. Super miejsce na tempówki :)
No ale żeby nie było za lekko jechałem też drogą z Zajączkowa do Koźla. A właściwie nie drogą tylko plaża... taką prawdziwa z parasolami, piaskiem rzecz jasna, tylko Arabów handlujących dywanami brakowało :)
Potem stało się coś niesamowitego, noga tak chwyciła ze w 1 strefie jechałem z prędkościami wyścigowymi, fajne uczucie :)

Robiąc rozjazd spotkałem na mostku na ścieżce rowerowej z Gałowa do Szamotuł dwie baby na rowerach ... Jadą sobie koło siebie i doskonale widzą ze zbliżam się z naprzeciwka, mogły by kur... zjechać na jedną stronę bym się zmieścił... ale nie jadą całą szerokością chodnika... no tak ale przecież one mają składaki to mogą !!!!

Na koniec zrobiłem parę okrążeń basenu letniego i single-track wzdłuż cmentarza i do domu.

Zapraszam do obejrzenia filmu z zabawy wokół letniego...

1h 50min 05sek

Hr avg 147, Hr max 180 ( piach ), dist 48.3km, spd avg 28.2km/h, cad avg 97, asc 80m, kcal 1209, zmęczenie 2

Myśl dnia:  
Żyrafy dziennie poświęcają 15 godzin na zdobywanie pożywienia ... a śpią tylko 4 godzin ...
Ciekawe prawda?

119 / PIO_TREK

O godzinie 8.00 zdałem służbę kolejnej zmianie, kończąc tym samym pracowity dzień ...

"Marian" przed JRG-1 Poznań
Wczoraj "spiesząc" się do pracy jadąc pod wiatr wykonałem "długa tempówkę". Dostałem trochę w kość i dzisiaj postanowiłem dać odpocząć moim nogom.
Dlatego też założyłem że do Szamotuł będę wracał spokojnie i  krajoznawczo, wykorzystując to tego celu jak najwięcej szlaków rowerowych i dróg polnych, a unikając asfaltu.
Z JRG-1 skierowałem się do Parku Sołackiego, gdzie swój początek ma TTR-N czyli ( Transwielkopolska Trasa Rowerowa - odcinek północny ) i tak jak wczoraj jadąc wzdłuż jeziora Rusałka i jeziora Strzeszyńskiego dotarłem do wsi Psarskie. Następnie drogą asfaltowa przez Kiekrz dojechałem do Pawłowic, by wjechać na polną drogę, która doprowadziła mnie do drogi Rokietnica-Sobota przed którą trwa budowa północnej obwodnicy Poznania. Przecinając tę drogą dotarłem do Roztworowa, gdzie zakończyłem jazdę po TTR-N i skręciłem na Krzyszkowo.
Podążając cały czas drogami polnymi przez Przecławek i wzdłuż jeziora Pamiątkowskiego dojechałem do Pamiątkowa. Nadkładając kilometrów, asfaltem przez Lulinek, Lulin dojechałem do Górki ( wsi w której urodził się mój Tata ) i w ten sposób pokazałem "Marianowi" gdzie są jego korzenie :)
Z Górki, nadal drogami polnymi trafiłem do wsi Gąsawy, gdzie wjechałem na asfalt i po kilku kilometrach byłem już w domu w Szamotułach.
Dzisiaj potwierdziła się wczorajsza teza postawiona prze Mike-a, że; "W Wielkopolsce zawsze musi wiać!" Odważyłby się nawet powiedzieć że; "Wielkopolska to kraina wiatrem i piachem płynąca !"
Co ciekawe wczoraj jechałem do pracy wiało w pysk, dzisiaj wracam i co... oczywiście wieje w pysk!
I to jeszcze mocniej ! Nie wymiękam jednak i jadę swoje, ale raczej spokojnie. Jadę polami i co chwilę spotykam starego znajomego! Kogo? Oczywiście; Piach tu, piach tam. Wszędzie piach! Piach i wiatr, ręka w rękę ! I weź tu jedź człowieku spokojnie, krajoznawczo i odpoczywaj :)
Założenia dnia zostały jednak spełnione, bo około 85-90 % trasy pokonałem "drogami polnymi" i cały czas jechałem spokojnie. Co nie przyszło bez trudu ze względu na piach i wiatr.
Trasa miejscami piękna i ciekawa, na pewno zupełnie inna niż typowa podróż z Poznania do Szamotuł.

P.S.
Teraz zasłużony odpoczynek przed niedzielnym maratonem w Mosinie. Ale być może udam się jednak wcześniej na jakąś przejażdżkę z Kasią, albo z Kasią i ... :) Czas pokaże.

W sumie pokonałem 46,36 km w czasie 1h 51min 47sek ze średnią prędkością 24,89 km/h ,
HR śr 126 , HR max 153 , Spalone kalorie: 1144 kcal
Temp; 21 °C , Wiatr ; 27 km/h