Dzisiaj pierwszy samotny REJS (wyprawa) z Rakowni do Starczanowa do rezerwatu przyrody. Poniżej kilka fotek. Nie wiem ile kilometrów przejechałem? Powiem tylko tyle że ktoś mi obiecał na dzisiaj licznik :)
Czas 2h 40min Spalone kalorie ku mojemu zaskoczeniu 2140 kcal.
Powiem Wam że byliśmy strasznie blisko na naszej wyprawie kajakowej :)
Drużyna ambitnych amatorów zakręconych na punkcie rowerów i wszystkiego co z nimi związane.
wtorek, 5 kwietnia 2011
Bracia znowu razem ... / Mike
Po długiej, moim zdaniem zbyt długiej zimowej przerwie dziś odbyliśmy pierwszy wspólny trening z Pio_trkiem. I wiecie co? Nadal żyje :) a tak serio to było to 120km czystej zabawy plus sporo wysiłku, potu, bólu i pieczenia w płucach... a no i oczywiście cała masa wiatru.
Pojechaliśmy na podjazd w Grobi koło Sierakowa. W tamtą stronę pod wiatr i to całkiem spory jak dla nas bo pogodynka pewnie nazwie go umiarkowanym lub słabym! Ale udało się utrzymać przyzwoite tempo.
W Grobi 5 powtórzeń podjazdów w moim przypadku w strefie tętna 5c. Podjazd ma 1400m długości więc w sumie zrobiliśmy 7km podjazdu. Wysiłek naprawdę spory, wysokie tętno, kadencja około 100, pieczenie mięśni i płuc. Ale udało się wszystkie powtórzenia wykonać na takim samym przełożeniu.
Powrót z wiatrem w plecy na pełnej prędkości momentami podchodziliśmy pod 50km/h. BAJKA:) po drodze jeszcze podjazd w Łężeczkach i kilka mniejszych w drodze do Szamotuł. Pomimo intensywnego treningu i najdłuższego dystansu tego sezonu czuje się wyśmienicie, nogi nie bolą, jestem zmęczony ale nie wyczerpany:)
Pierwszy wspólny trening jest dobrym momentem na dokonanie pewnych obserwacji:
Oboje przyjęliśmy inne podejście do przygotowań. Pio_trek ambitnie całą zimę przetrenował na rowerze spinningowym, ja starałem się w miarę możliwości trenować na dworze. Oboje przyjęliśmy także inną "suplementacje" itp. A jaki jest rezultat? Oboje jesteśmy w przyzwoitej porównywalnej formie:) Może się to wydawać dziwne, ale jest to najlepszy dowód że tak naprawdę w treningu kolarskim liczy się samodyscyplina, dobrze przygotowany plan, regularność i zdrowy rozsadek.
Jest dobrze w niedziele w Murowanej zobaczymy jak wyglądamy na tle innych.
Hr avg 150, Hr max 188 ( max tego sezonu :) ), dist 120km, spd avg 31km/h, asc 515m, kcal 1525, zmęczenie 6.5
Pojechaliśmy na podjazd w Grobi koło Sierakowa. W tamtą stronę pod wiatr i to całkiem spory jak dla nas bo pogodynka pewnie nazwie go umiarkowanym lub słabym! Ale udało się utrzymać przyzwoite tempo.
W Grobi 5 powtórzeń podjazdów w moim przypadku w strefie tętna 5c. Podjazd ma 1400m długości więc w sumie zrobiliśmy 7km podjazdu. Wysiłek naprawdę spory, wysokie tętno, kadencja około 100, pieczenie mięśni i płuc. Ale udało się wszystkie powtórzenia wykonać na takim samym przełożeniu.
Powrót z wiatrem w plecy na pełnej prędkości momentami podchodziliśmy pod 50km/h. BAJKA:) po drodze jeszcze podjazd w Łężeczkach i kilka mniejszych w drodze do Szamotuł. Pomimo intensywnego treningu i najdłuższego dystansu tego sezonu czuje się wyśmienicie, nogi nie bolą, jestem zmęczony ale nie wyczerpany:)
Pierwszy wspólny trening jest dobrym momentem na dokonanie pewnych obserwacji:
Oboje przyjęliśmy inne podejście do przygotowań. Pio_trek ambitnie całą zimę przetrenował na rowerze spinningowym, ja starałem się w miarę możliwości trenować na dworze. Oboje przyjęliśmy także inną "suplementacje" itp. A jaki jest rezultat? Oboje jesteśmy w przyzwoitej porównywalnej formie:) Może się to wydawać dziwne, ale jest to najlepszy dowód że tak naprawdę w treningu kolarskim liczy się samodyscyplina, dobrze przygotowany plan, regularność i zdrowy rozsadek.
Jest dobrze w niedziele w Murowanej zobaczymy jak wyglądamy na tle innych.
Hr avg 150, Hr max 188 ( max tego sezonu :) ), dist 120km, spd avg 31km/h, asc 515m, kcal 1525, zmęczenie 6.5
![]() |
| Strefa bufetu |
![]() |
| Dwa młotki :) |
![]() |
| Niczym uwaga zły pies... |
Dzień 81 / Warto było czekać ... / PIO_TREK
Przed treningiem: Ćwiczenia siłowe ( 6 serii x 3 ćwiczenia x 20 powtórzeń )
Warto było czekać na pierwszy wspólny trening z braciszkiem Mike-m. Ostatnio razem na rowerze byliśmy w zeszłym roku, ponieważ ja całą zimę postanowiłem przejeździć na rowerze stacjonarnym. I postanowienia dotrzymałem ...
O godzinie szesnastej wyruszyliśmy z pod mojego domu na rowerach szosowych. Pierwsza część trasy prowadziła cały czas pod wiatr i na czele cały czas jechał Mike. Miałem wrażenie że sprawia mu to radość i nie śmiałem mu tego zabierać :) Walcząc z wiatrem zaliczaliśmy na trasie kolejne miejscowości;
Szamotuły - Ostroróg - Wierzchocin - Wróblewo - Izdebno - Kaczlin - Sieraków - Grobia
Po drodze ustaliliśmy że w Grobii wykonamy pięć powtórzeń podjazdów na punkt widokowy, z następującymi po nich krótkimi rozjazdami i zjazdami do podstawy podjazdu. Z formy jaką dysponujemy jestem bardzo zadowolony, bo choć każdy z nas przyjął inną formę przygotowań do sezonu, to znajdujemy się obecnie w podobnym miejscu. Mike jest bardzo mocny, zresztą jak co roku i każdy podjazd pokonywał na twardym przełożeniu. Ja natomiast ze względu na "zacięty" pulsometr podjazdy pokonywałem "na czuja" każdy na innym przełożeniu, szukając optymalnej kadencji. Szału nie było, ale i tak jestem zadowolony. Każdy z podjazd z rozjazdem i zjazdem zajmował nam około dziesięć minut, w sumie ćwiczenia w Grobii zajęły nam 45 minut i zakończyliśmy je krótkim bufetem ( 2 batony + isostar ) na punkcie widokowym.
W związku z tym że czas naglił bo zrobiła się godzina osiemnasta, a my musieliśmy jeszcze wrócić do domu przed zmierzchem :) Z wiatrem w plecy szybciutko wracaliśmy do Szamotuł po drodze przejeżdżając przez;
Grobia - Lutomek - Łężce - Łężeczki - Białokosz - Gnuszyn - Nojewo - Bielejewo - Dobrojewo - Ostroróg
W Ostrorogu zatrzymaliśmy się na jedno "pamiątkowe" zdjęcie, które w swoim poście umieści na pewno Mike.
Od Ostroroga do Szamotuł wykonaliśmy rozjazd i po wspaniałe spędzonym treningu nastąpiło czułe i wzruszające pożegnanie :)
W siodle spędziliśmy dzisiaj prawie cztery godziny, wykonując w trakcie trudne ćwiczenia, a i tak na koniec treningu nie czuliśmy się zbyt zmęczeni ani wyczerpani :) Nasza wytrzymałość wzrosła więc i drużyna jest mocniejsza !!!
W sumie pokonałem 114,94 km w czasie 3h 43min ze średnią prędkością 30,95 km/h ,
Ze względu na uszkodzony pulsometr nie mogę podać wartości tętna i spalonych kalorii :(
Temp; 15 °C , Wiatr ; 6 km/h
P.S.
Dziękuję braciszku za wspaniałe popołudnie i trening. Zima za nami więc teraz będziemy się spotykali częściej. Do zobaczenia jutro :)
Warto było czekać na pierwszy wspólny trening z braciszkiem Mike-m. Ostatnio razem na rowerze byliśmy w zeszłym roku, ponieważ ja całą zimę postanowiłem przejeździć na rowerze stacjonarnym. I postanowienia dotrzymałem ...
O godzinie szesnastej wyruszyliśmy z pod mojego domu na rowerach szosowych. Pierwsza część trasy prowadziła cały czas pod wiatr i na czele cały czas jechał Mike. Miałem wrażenie że sprawia mu to radość i nie śmiałem mu tego zabierać :) Walcząc z wiatrem zaliczaliśmy na trasie kolejne miejscowości;
Szamotuły - Ostroróg - Wierzchocin - Wróblewo - Izdebno - Kaczlin - Sieraków - Grobia
Po drodze ustaliliśmy że w Grobii wykonamy pięć powtórzeń podjazdów na punkt widokowy, z następującymi po nich krótkimi rozjazdami i zjazdami do podstawy podjazdu. Z formy jaką dysponujemy jestem bardzo zadowolony, bo choć każdy z nas przyjął inną formę przygotowań do sezonu, to znajdujemy się obecnie w podobnym miejscu. Mike jest bardzo mocny, zresztą jak co roku i każdy podjazd pokonywał na twardym przełożeniu. Ja natomiast ze względu na "zacięty" pulsometr podjazdy pokonywałem "na czuja" każdy na innym przełożeniu, szukając optymalnej kadencji. Szału nie było, ale i tak jestem zadowolony. Każdy z podjazd z rozjazdem i zjazdem zajmował nam około dziesięć minut, w sumie ćwiczenia w Grobii zajęły nam 45 minut i zakończyliśmy je krótkim bufetem ( 2 batony + isostar ) na punkcie widokowym.
W związku z tym że czas naglił bo zrobiła się godzina osiemnasta, a my musieliśmy jeszcze wrócić do domu przed zmierzchem :) Z wiatrem w plecy szybciutko wracaliśmy do Szamotuł po drodze przejeżdżając przez;
Grobia - Lutomek - Łężce - Łężeczki - Białokosz - Gnuszyn - Nojewo - Bielejewo - Dobrojewo - Ostroróg
W Ostrorogu zatrzymaliśmy się na jedno "pamiątkowe" zdjęcie, które w swoim poście umieści na pewno Mike.
Od Ostroroga do Szamotuł wykonaliśmy rozjazd i po wspaniałe spędzonym treningu nastąpiło czułe i wzruszające pożegnanie :)
W siodle spędziliśmy dzisiaj prawie cztery godziny, wykonując w trakcie trudne ćwiczenia, a i tak na koniec treningu nie czuliśmy się zbyt zmęczeni ani wyczerpani :) Nasza wytrzymałość wzrosła więc i drużyna jest mocniejsza !!!
W sumie pokonałem 114,94 km w czasie 3h 43min ze średnią prędkością 30,95 km/h ,
Ze względu na uszkodzony pulsometr nie mogę podać wartości tętna i spalonych kalorii :(
Temp; 15 °C , Wiatr ; 6 km/h
P.S.
Dziękuję braciszku za wspaniałe popołudnie i trening. Zima za nami więc teraz będziemy się spotykali częściej. Do zobaczenia jutro :)
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Nowa kamera na kask / Mike
Pierwszy materiał zarejestrowany nową kamerką na kask. Kamera wypasik full HD. Filmik taki sobie ale dopiero opanowuje nowy nabytek :) W przyszłości postaram się bardziej... obiecuje.
Dziewiczy "rejs" / Tomek
Dzisiaj po pracy strasznie rozpierała mnie energia, możepo tygodniowej przerwie w pracy.
Wczoraj planowałem rejs moim nowym rowerkiem, lecz pogoda dzisiaj od rana nie była za ciekawa. Około godziny. 17 niebo lekko się przejaśniło. Postanowiłem wybrać się na spacer - nie mylić z treningiem. Zabrałem ze sobą syna Olka. Po ok 6 km jazdy okazało się, że jego rower nie ma hamulców i przerzutki też nie działają, a słowa Olka; "Tato mówiłem Ci o tym od pół roku" spowodowały że poczułem się okropnie.
W sumie przejechaliśmy ok 15 km - mój rowerek sprawował się rewelacyjnie. Po powrocie zabraliśmy sie za naprawę roweru Olka - wystarczyło naciągnąć kilka linek i dokręcić kilka śrub :).
Od jutra rozpoczynamy poznawanie Puszczy Zielonki :)
Wczoraj planowałem rejs moim nowym rowerkiem, lecz pogoda dzisiaj od rana nie była za ciekawa. Około godziny. 17 niebo lekko się przejaśniło. Postanowiłem wybrać się na spacer - nie mylić z treningiem. Zabrałem ze sobą syna Olka. Po ok 6 km jazdy okazało się, że jego rower nie ma hamulców i przerzutki też nie działają, a słowa Olka; "Tato mówiłem Ci o tym od pół roku" spowodowały że poczułem się okropnie.
W sumie przejechaliśmy ok 15 km - mój rowerek sprawował się rewelacyjnie. Po powrocie zabraliśmy sie za naprawę roweru Olka - wystarczyło naciągnąć kilka linek i dokręcić kilka śrub :).
Od jutra rozpoczynamy poznawanie Puszczy Zielonki :)
Krewetki a'la Mike
Składniki:
- Krewetki rzecz jasna
- Sos pomidorowy np. Primo Gussto
- Ser feta jak najbardziej suchy np. w Lidlu mają dobry ( tak wiem Pio_trek Lidl to niemiecka sieć )
- Czosnek
- Bazylia świeża oczywiście :)
- Oliwa z oliwek
- Pieprz do przyprawienia
Krewetki należy rozmrozić i osuszyć np. na papierowych ręcznikach kuchennych. Rozgrzewamy oliwę na patelni, wrzucamy krewety ( puszczą wodę, najlepiej ją odlać ). Następnie dodajemy czosnek. Jak poczujemy jego aromat wypełniający nasze nozdrza to wlewamy sos pomidorowy. Przyprawiamy pieprzem. Następnie wrzucamy pokrojoną w kostkę fetę i jak się rozpuści danie gotowe. Dla smaku i dekoracji na talerzu krewetki posypujemy podartymi liśćmi Bazyli ( nie należy ciąć jej nożem bo traci aromat ). Nie solimy bo feta jest słona. Polecam do tego pieczywo np. bagietkę.
Nie podaje ilości składników, bo ja robię wszystko na wyczucie. Gotuje również…
Smacznego!
- Krewetki rzecz jasna
- Sos pomidorowy np. Primo Gussto
- Ser feta jak najbardziej suchy np. w Lidlu mają dobry ( tak wiem Pio_trek Lidl to niemiecka sieć )
- Czosnek
- Bazylia świeża oczywiście :)
- Oliwa z oliwek
- Pieprz do przyprawienia
Krewetki należy rozmrozić i osuszyć np. na papierowych ręcznikach kuchennych. Rozgrzewamy oliwę na patelni, wrzucamy krewety ( puszczą wodę, najlepiej ją odlać ). Następnie dodajemy czosnek. Jak poczujemy jego aromat wypełniający nasze nozdrza to wlewamy sos pomidorowy. Przyprawiamy pieprzem. Następnie wrzucamy pokrojoną w kostkę fetę i jak się rozpuści danie gotowe. Dla smaku i dekoracji na talerzu krewetki posypujemy podartymi liśćmi Bazyli ( nie należy ciąć jej nożem bo traci aromat ). Nie solimy bo feta jest słona. Polecam do tego pieczywo np. bagietkę.
Nie podaje ilości składników, bo ja robię wszystko na wyczucie. Gotuje również…
Smacznego!
Dzień 80 / PIO_TREK
Wczorajszy trening przeprowadzałem w "tajemnicy" przed braciszkiem Mike-em, któremu w południe wyprawialiśmy "Urodzinową imprezę niespodziankę" :) Z tego względu musiałem wstać wcześnie rano, żeby wykonać zaplanowany trening i zdążyć wrócić i wykąpać się przed imprezą.
O godzinie ósmej rano byłem po śniadaniu i siedziałem już w siodle. Kierowałem się na Pniewy. Dodam tylko że inaczej niż zwykle, tym razem ruszałem z Poznania, bo ukrywałem się tam na "melinie" i przygotowywałem z żoną sekretne urodzinki Mike-a.
Do Pniew jechałem starą A-2 i podążałem "lekko", z wiatrem w plecy. Po 1h 15min dojechałem do
Mc Donald's w Pniewach i zawróciłem, wiedząc że na drogę powrotną mam ok 1h 45min i muszę zmieścić sie w limicie czasu :) ... a droga powrotna prowadziła pod wiatr :( W Gaju Wielkim bufet ( batony + isostar )
W związku z jazdą pod wiatr było trochę ciężej, ale i tak starałem się utrzymywać minimalną prędkość 30 km/h . Założone zadanie udało się wykonać i do Poznania tą samą trasą wróciłem na czas :)
W sumie pokonałem 90,13 km w czasie 2h 46min ze średnią prędkością 32,45 km/h ,
HR śr 132, HR max 145 , Spalone kalorie: 1489 kcal.
Coś ostatnio mam bardzo niskie wartości tętna. Musze jutro spróbować jazdy ze starym pulsometrem i porównać wyniki.
P.S.
Impreza niespodzianka udała się w 100% :)
O godzinie ósmej rano byłem po śniadaniu i siedziałem już w siodle. Kierowałem się na Pniewy. Dodam tylko że inaczej niż zwykle, tym razem ruszałem z Poznania, bo ukrywałem się tam na "melinie" i przygotowywałem z żoną sekretne urodzinki Mike-a.
Do Pniew jechałem starą A-2 i podążałem "lekko", z wiatrem w plecy. Po 1h 15min dojechałem do
Mc Donald's w Pniewach i zawróciłem, wiedząc że na drogę powrotną mam ok 1h 45min i muszę zmieścić sie w limicie czasu :) ... a droga powrotna prowadziła pod wiatr :( W Gaju Wielkim bufet ( batony + isostar )
W związku z jazdą pod wiatr było trochę ciężej, ale i tak starałem się utrzymywać minimalną prędkość 30 km/h . Założone zadanie udało się wykonać i do Poznania tą samą trasą wróciłem na czas :)
W sumie pokonałem 90,13 km w czasie 2h 46min ze średnią prędkością 32,45 km/h ,
HR śr 132, HR max 145 , Spalone kalorie: 1489 kcal.
Coś ostatnio mam bardzo niskie wartości tętna. Musze jutro spróbować jazdy ze starym pulsometrem i porównać wyniki.
P.S.
Impreza niespodzianka udała się w 100% :)
niedziela, 3 kwietnia 2011
Rozpoznanie walką ... / Mike
Budzę się, ból gardła i zapchany nos. Pomyślałem sobie no ładnie, ale kawka i śniadanko w postaci krewetek a'la Mike ( przepis wkrótce zamieszczę na blogu ) i poczułem się lepiej.
Mówię do mojej lewej i prawej nóżki sprawdzimy dziś co tam z wami po tygodniu przerwy. Potem jeszcze zagadnąłem do układu oddechowego i serducha że i im się dziś dam wykazać... i w tym momencie mojej pogawędki wtrącił się układ trawienny... Hej Mike! Przestań się nad sobą rozczulać i dobrze Ci radzę zapier... do łazienki :)
Postanowiłem więc przeprowadzić rozpoznanie walką ( w wojsku nazywa się tak działania, przeważnie małych grup żołnierzy za liniami frontu w celu złapania jeńców, zdobycia informacji lub po prostu ściągnięcia na siebie ognia by rozpoznać sposób i czas rekcji przeciwnika, pozycje stanowisk ogniowych, siłę itp. niestety często ceną są straty wśród żołnierzy).
Pojechałem do Sierakowa na naszą ulubiona " górską" pelę z powrotem przez Łeżeczki. Czułem zmęczenie po wczorajszych 12 godzinach za kółkiem, ale i tak nogi podawały jak należy. Do Sierakowa dojechałem w 1:05h ze średnią 36km/h, no ale boczny wiatr nie przeszkadzał za bardzo. Podjazdy w kierunku Grobii i na punkt widokowy pod wiatr, w strefie 5b i 5c. Na górze bufet :)
Powrót z bocznym i czołowym. A propo telewizja kłamie! wczoraj w meteo mówili wiatr słaby i umiarkowany w Wielkopolsce południowy... wiało jak jasna cholera z południowego-wschodu, jedyne w czym się nie pomylili to stwierdzając że będzie wiatr!
Wszystkie podjazdy dzisiaj wykonywałem na wyścigowej kadencji w strefach 5. W Łężeczkach od samego dołu ogień na stojąco.
Z formy jestem zadowolony, choć przeziębienie pewnie wypacza trochę obserwacje. Nie robiłem testu, ale moim zdaniem tętno na progu przesunąłem o parę uderzeń w górę ( myślę ze to około 180 uderzeń:)
Myśl dnia: Prawdziwy mężczyzna jak mówi pełnemu pęcherzowi NIE to znaczy NIE!
3:08h
Hr avg 154, Hr max 185, dist 100km, asc 380m, spd avg 32.6km/h, kcal 2264, zmęczenie 8
Mówię do mojej lewej i prawej nóżki sprawdzimy dziś co tam z wami po tygodniu przerwy. Potem jeszcze zagadnąłem do układu oddechowego i serducha że i im się dziś dam wykazać... i w tym momencie mojej pogawędki wtrącił się układ trawienny... Hej Mike! Przestań się nad sobą rozczulać i dobrze Ci radzę zapier... do łazienki :)
Postanowiłem więc przeprowadzić rozpoznanie walką ( w wojsku nazywa się tak działania, przeważnie małych grup żołnierzy za liniami frontu w celu złapania jeńców, zdobycia informacji lub po prostu ściągnięcia na siebie ognia by rozpoznać sposób i czas rekcji przeciwnika, pozycje stanowisk ogniowych, siłę itp. niestety często ceną są straty wśród żołnierzy).
Pojechałem do Sierakowa na naszą ulubiona " górską" pelę z powrotem przez Łeżeczki. Czułem zmęczenie po wczorajszych 12 godzinach za kółkiem, ale i tak nogi podawały jak należy. Do Sierakowa dojechałem w 1:05h ze średnią 36km/h, no ale boczny wiatr nie przeszkadzał za bardzo. Podjazdy w kierunku Grobii i na punkt widokowy pod wiatr, w strefie 5b i 5c. Na górze bufet :)
Powrót z bocznym i czołowym. A propo telewizja kłamie! wczoraj w meteo mówili wiatr słaby i umiarkowany w Wielkopolsce południowy... wiało jak jasna cholera z południowego-wschodu, jedyne w czym się nie pomylili to stwierdzając że będzie wiatr!
Wszystkie podjazdy dzisiaj wykonywałem na wyścigowej kadencji w strefach 5. W Łężeczkach od samego dołu ogień na stojąco.
Z formy jestem zadowolony, choć przeziębienie pewnie wypacza trochę obserwacje. Nie robiłem testu, ale moim zdaniem tętno na progu przesunąłem o parę uderzeń w górę ( myślę ze to około 180 uderzeń:)
Myśl dnia: Prawdziwy mężczyzna jak mówi pełnemu pęcherzowi NIE to znaczy NIE!
3:08h
Hr avg 154, Hr max 185, dist 100km, asc 380m, spd avg 32.6km/h, kcal 2264, zmęczenie 8
A dlaczego... / Mike
No i po urlopie. Bardzo szybko zleciało. Za szybko, ale jak jest miło to zawsze czas zmyka jak z bicza strzelił.
Dobra dość piedro... parę szczegółów.
Byliśmy na nartach w Folgaridzie w rejonie Trento we Włoszech. Pogoda jak zawsze dopisała momentami było 38 stopni ( tak tak 38 ) i prawie bezchmurne niebo ( co widać po naszych opalonych pyskach :). Również jak zwykle o tym czasie pełno Polaków, ale na całe szczęście kultura narciarska polski idzie w górę, więc nie było powodów do wstydu za jakiegoś nawalonego debila z polski rodem.
Hotel już jakby domek letniskowy ( byliśmy w nim 3 raz ), miła, nieporadna, nie znająca za dobrze angielskiego obsługa, dobre jadło ale bez wymyślnych potraw, i gorąco. Kurw... było tak gorąco że spaliśmy przy otwartych drzwiach balkonowych... a i tak w gardłach śluzówka wysychała. Dlatego teraz obydwoje z Ania mamy kaszel i katar" :(
Tym razem mieliśmy balkon w widokiem na drugą stronę doliny. Z imponującym widokiem...
Najważniejszy cel wyjazdu, a mianowicie zarażenie naszych przyjaciół z Rakowni miłością do narciarstwa, zrealizowany w 120% ( w PRL pierwszy sekretarz byłby z nasz dumny, zostalibyśmy przodownikami narciarstwa :) ).
Cała 4 śmiga na nartach z bananami na twarzy ( no był jeden moment kiedy ten banan jakby zmalał... ale o tym nie będę pisał ).
Nawet najmłodszy ( 4 latek ), zjeżdżał dziarsko z wujem, w dodatku sobie podśpiewując:)
Wyjazd nie obył się bez przygód.
....na 800m przed granicą Polsko-Niemiecką na odcinku drogi wyłożonym świeżym dobrej jakości asfaltem była jedna jedyna dziura. I jak się pewnie domyślacie my w nią wjechaliśmy. Słychać było tylko huk i pss pss pss i tyle zostało z powietrza w lewym przednim kole. A była godzina 1 w nocy, okazało się dodatkowo że klucz do kół jaki posiadaliśmy w pożyczonym aucie jest za długi i nie da rady odkręcić zapasówki z pod podwozia.
Tomek przez CB radio poprosił o pomoc i ku mojemu wielkiemu, zanim odłożył mikrofon już ktoś podjechał. Niesamowite, przekonałem się przez ta przygodę ale i tez po przez ostrzeżenia o „Suszarkach” do CB radia. Kupuje zaraz po powrocie..
Ale wracając do koła, udało się je wymienić i po około godzinie jechaliśmy dalej. W tym samym miejscu w jakieś 10min po nas następne auto spotkał ten los ( to samo koło ). Dziura była w takim miejscu drogi że jadąc po ciemku w sznurku samochodów nie można było jej zauważyć lub ominąć… No cóż polskie realia.
Naprawa opony we Włoszech to już wyzwanie samo w sobie. Ten naród ma specyficzne podejście do pracy... a mianowicie praca przeszkadza im w zabawie więc wykonują ja tylko w ostateczności.
Opony nie udało sie naprawić, więc kupiliśmy używana, tak by na powrót mieć zapasówkę.
Droga powrotna przebiegała wręcz idealnie 1207km machnęliśmy w 12h. Bez przygód i problemów.
Myśl urlopu: Na każde pytanie można odpowiedzieć: a dlaczego...:)
Piosenka urlopu: "Wyginam śmiało ciało" z filmu Madagaskar
Gormit urlopu- Ciocia Gormit, domena 7, moc 903, klan Cierpliwych Gormitów
P.S. Jechałem VW... PRZEPRASZAM
Dobra dość piedro... parę szczegółów.
Byliśmy na nartach w Folgaridzie w rejonie Trento we Włoszech. Pogoda jak zawsze dopisała momentami było 38 stopni ( tak tak 38 ) i prawie bezchmurne niebo ( co widać po naszych opalonych pyskach :). Również jak zwykle o tym czasie pełno Polaków, ale na całe szczęście kultura narciarska polski idzie w górę, więc nie było powodów do wstydu za jakiegoś nawalonego debila z polski rodem.
Hotel już jakby domek letniskowy ( byliśmy w nim 3 raz ), miła, nieporadna, nie znająca za dobrze angielskiego obsługa, dobre jadło ale bez wymyślnych potraw, i gorąco. Kurw... było tak gorąco że spaliśmy przy otwartych drzwiach balkonowych... a i tak w gardłach śluzówka wysychała. Dlatego teraz obydwoje z Ania mamy kaszel i katar" :(
Tym razem mieliśmy balkon w widokiem na drugą stronę doliny. Z imponującym widokiem...
Najważniejszy cel wyjazdu, a mianowicie zarażenie naszych przyjaciół z Rakowni miłością do narciarstwa, zrealizowany w 120% ( w PRL pierwszy sekretarz byłby z nasz dumny, zostalibyśmy przodownikami narciarstwa :) ).
Cała 4 śmiga na nartach z bananami na twarzy ( no był jeden moment kiedy ten banan jakby zmalał... ale o tym nie będę pisał ).
Nawet najmłodszy ( 4 latek ), zjeżdżał dziarsko z wujem, w dodatku sobie podśpiewując:)
Wyjazd nie obył się bez przygód.
....na 800m przed granicą Polsko-Niemiecką na odcinku drogi wyłożonym świeżym dobrej jakości asfaltem była jedna jedyna dziura. I jak się pewnie domyślacie my w nią wjechaliśmy. Słychać było tylko huk i pss pss pss i tyle zostało z powietrza w lewym przednim kole. A była godzina 1 w nocy, okazało się dodatkowo że klucz do kół jaki posiadaliśmy w pożyczonym aucie jest za długi i nie da rady odkręcić zapasówki z pod podwozia.
Tomek przez CB radio poprosił o pomoc i ku mojemu wielkiemu, zanim odłożył mikrofon już ktoś podjechał. Niesamowite, przekonałem się przez ta przygodę ale i tez po przez ostrzeżenia o „Suszarkach” do CB radia. Kupuje zaraz po powrocie..
Ale wracając do koła, udało się je wymienić i po około godzinie jechaliśmy dalej. W tym samym miejscu w jakieś 10min po nas następne auto spotkał ten los ( to samo koło ). Dziura była w takim miejscu drogi że jadąc po ciemku w sznurku samochodów nie można było jej zauważyć lub ominąć… No cóż polskie realia.
Naprawa opony we Włoszech to już wyzwanie samo w sobie. Ten naród ma specyficzne podejście do pracy... a mianowicie praca przeszkadza im w zabawie więc wykonują ja tylko w ostateczności.
Opony nie udało sie naprawić, więc kupiliśmy używana, tak by na powrót mieć zapasówkę.
Droga powrotna przebiegała wręcz idealnie 1207km machnęliśmy w 12h. Bez przygód i problemów.
Myśl urlopu: Na każde pytanie można odpowiedzieć: a dlaczego...:)
Piosenka urlopu: "Wyginam śmiało ciało" z filmu Madagaskar
Gormit urlopu- Ciocia Gormit, domena 7, moc 903, klan Cierpliwych Gormitów
P.S. Jechałem VW... PRZEPRASZAM
![]() |
Hotelowa fototapeta |
![]() |
| "Penerówa wyjazdu" Dzięki Harry! ... Kimkolwiek jesteś :) |
sobota, 2 kwietnia 2011
Dzień 79 / Pierwsza "100" w 2011 roku / PIO_TREK
Przed treningiem: Ćwiczenia siłowe ( 6 serii x 3 ćwiczenia x 20 powtórzeń )
Na dzisiejszy trening wybrałem się pierwszy raz w tym roku do Łężeczek, ponieważ zaplanowane miałem powtórzenia interwałów na podjazdach.
Trasa przebiegała przez;
Szamotuły - Ostroróg - Dobrojewo - Wróblewo - Izdebno - Chrzypsko Wielkie - Łężeczki - Gnuszyn - Nojewo - Binino - Nowa Wieś - Samołęż _ Ordzin - Szamotuły
W czasie dojazdu do Łężeczek wykonałem cztery powtórzenia tempówek interwałowych trwających 5min w strefie tętna S3 ( 152- 158 ), z przerwami na odpoczynek 10 minut. Z kolei w samych Łężeczkach wykonałem serię pięciu podjazdów od "siodła" przy sklepie do punktu widokowego. Po każdym podjeździe następował krótki rozjazd i zjazd od "siodła" przy sklepie. Kończąc zaplanowane zadanie na punkcie widokowym urządziłem sobie jeszcze mały bufet ( 2 batony + isostar ) i wyruszyłem w drogę powrotną do Szamotuł. Po dojeździe do grodu Halszki wykonałem na jego ulicach ok 15 minutowy rozjazd i wróciłem do domu.
A3 - Interwały na podjazdach
Po dokładnej rozgrzewce wybierz się na stroma trasę w terenie. Podjazd powinien zajmować około 3 minut. Wykonaj od 4 do 6 podjazdów. Cały czas siedź na siodełku. Częstotliwość pedałowania powinna być wyższa niż zwykle na podjazdach. Intensywność w strefie tętna 5b ( 174-179 ). odpoczywaj spokojnie pedałując w czasie zjazdu i u podnóża podjazdu przez 3 minuty. w czasie całego ćwiczenia podjazdy w sumie powinny zająć od 9 do 18 minut.
W sumie pokonałem 100,21 km w czasie 3h 14min ze średnią prędkością 31,10 km/h ,
HR śr 138, HR max 164 , Spalone kalorie: 1884 kcal
Temp; 14 °C , Wiatr ; 6 km/h ,
Na dzisiejszy trening wybrałem się pierwszy raz w tym roku do Łężeczek, ponieważ zaplanowane miałem powtórzenia interwałów na podjazdach.
Trasa przebiegała przez;
Szamotuły - Ostroróg - Dobrojewo - Wróblewo - Izdebno - Chrzypsko Wielkie - Łężeczki - Gnuszyn - Nojewo - Binino - Nowa Wieś - Samołęż _ Ordzin - Szamotuły
W czasie dojazdu do Łężeczek wykonałem cztery powtórzenia tempówek interwałowych trwających 5min w strefie tętna S3 ( 152- 158 ), z przerwami na odpoczynek 10 minut. Z kolei w samych Łężeczkach wykonałem serię pięciu podjazdów od "siodła" przy sklepie do punktu widokowego. Po każdym podjeździe następował krótki rozjazd i zjazd od "siodła" przy sklepie. Kończąc zaplanowane zadanie na punkcie widokowym urządziłem sobie jeszcze mały bufet ( 2 batony + isostar ) i wyruszyłem w drogę powrotną do Szamotuł. Po dojeździe do grodu Halszki wykonałem na jego ulicach ok 15 minutowy rozjazd i wróciłem do domu.
A3 - Interwały na podjazdach
Po dokładnej rozgrzewce wybierz się na stroma trasę w terenie. Podjazd powinien zajmować około 3 minut. Wykonaj od 4 do 6 podjazdów. Cały czas siedź na siodełku. Częstotliwość pedałowania powinna być wyższa niż zwykle na podjazdach. Intensywność w strefie tętna 5b ( 174-179 ). odpoczywaj spokojnie pedałując w czasie zjazdu i u podnóża podjazdu przez 3 minuty. w czasie całego ćwiczenia podjazdy w sumie powinny zająć od 9 do 18 minut.
W sumie pokonałem 100,21 km w czasie 3h 14min ze średnią prędkością 31,10 km/h ,
HR śr 138, HR max 164 , Spalone kalorie: 1884 kcal
Temp; 14 °C , Wiatr ; 6 km/h ,
Subskrybuj:
Posty (Atom)






